niedziela, 01 listopada 2009

"W miejscowości Powsin odbyło się wielkie zebranie chłopskie w dniu święta chłopskiego, przypadającego w pierwszym dniu Zielonych Świątek. Na wielkim placu zebrało się około 5 tysięcy osób z wsi, położonych na południu od Warszawy. Zebraniu przewodniczył Kasperlik. Przemawiali działacze chłopscy z poszczególnych wsi, poczem zabrał głos Karczewski imieniem warszawskich związków zawodowych, Jaczek - imieniem PPS i przedstawiciel Wici, Borowski. Mityng rozpoczął się o godzinie 10 rano i zakończył się odśpiewaniem pieśni chłopskich i robotniczych o 4 po południu."

Tyle można było przeczytaś w dzienniku "Nowy Głos" siódmego czerwca 1938 roku. Ciekawe, czy jeszcze ktoś pamięta to wydarzenie? Przemawiających "imieniem" pewnie nikt sobie nie przypomni. Ale ten wielki plac, na którym zebrało się 5 tysięcy ludzi! I cały dzień wiecowania, pieśni i przemówień - od 10 rano do 16! Nie sądziłem, że w Powsinie było tylu radykałów społecznych...

czwartek, 03 września 2009

Powsin ma swoich bohaterow wrzesnia 1939 - pisalem tu juz o smierci porucznika Penconka w obronie Oksywia. W tym roku 13 wrzesnia o godz. 12 odprawiona zostania Msza w jego intencji. A przygotowywane jest wmurowanie tablicy pamiatkowej w murze powsinskiego cmentarza.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Powsińskie Sanktuarium jest tematem różnych prac naukowych. Korzystałem już w "Pamiętniku" z monografii dotyczącej fundacji Potockich z Wilanowa (ciekawa historia przebudów powsińskiego kościoła), czerpałem z pracy magisterskiej ks. Maleja, wikarego powsińskiego z końca lat 40-tych XX w.

Ale i teraz naszym Sanktuarium zajmują się młodzi adepci historii. Na Wydziale Historycznym i Społecznym Uniwersytu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, pod kierunkiem prof. Wiesława Wysockiego, studentka Anna Seliga napisała pracę magisterską o Powsinie pt. "Historia rozwoju Parafii św. Elżbiety i Sanktuarium Maryjnego w Powsinie". Obrona ma się odbyć na jesieni. Trzymam kciuki, Pani Aniu. W 2010 roku parafia Powsin będzie obchodzić 600 lat istnienia - może pani magister zechce współpracować przy organizacji tych uroczystości?

https://apd.uksw.edu.pl/index.php?page=cert&cert_cid=11983

 

piątek, 26 czerwca 2009

Według opisu miejscowości wchodzących w skład parafii powsińskiej z 1827 roku należał do niej Natolin (4 domy, 23 osoby) oraz Olechów (2 domy i 29 osób - to było zagęszczenie!). Dziś Natolin ma inną parafię, a gdzie jest Olechów???

Powsin liczył wtedy 47 domów i 439 mieszkańców, Zamoście 7 domów i 81 mieszkańców, Okrzyszyn (sic) 11 domów i 106 mieszkańców, a Okrzyszczyńska kępa 12 domów i 96 mieszkańców.

Okrzyszczyńska! Czy to nie ładniej, niż dzisiejsza Okrzewska (jak upiera się MZA), czy Okrzeska (jak lepiej mi dźwięczy w uchu)?

 

 

wtorek, 31 marca 2009

O kolejce wilanowskiej nie zapomnimy! Zaczęła swój żywot w 1891 roku, a budował ją inżynier Huss, krewny architekta Hussa, który przebudowywał powsiński kościół - właśnie w 1891 roku. Afera z dowolnym potraktowaniem projektu przebudowy przez Hussa, a poprowadzenie torów kolejki obok kościoła, w dzisiejszych czasach zapewne skończyłaby się akcją CBA. O czasy, o zwyczaje!

Pisałem już o kolejce wilanowskiej kilka razy w tym blogu, ale ostatnio ukazały się w "Życiu Warszawy" ciekawe notki, które chciałbym polecić. Pierwsza to historia kolejki: http://www.zw.com.pl/artykul/6,347533_Wilanowskie_lokomotywki_jak_zabaweczki.html, z piękną fotografią stacji Klarysew z początku lat 20-tych ubiegłego wieku.

A druga poświęcona jest katastrofom kolejowym, jakie miały miejsce na tej trasie: http://www.zw.com.pl/artykul/6,347534_Straszne_katastrofy_kolejki_dojazdowej.html. Ciekawe, czy ktoś ze starych Powsinian pamięta wypadek, który miał miejsce w połowie 1933 roku, kiedy to koło Powsina „pociąg osobowy, zahamowany raptownie z powodu ukazania się na torze jednego chłopca, wykoleił się. Parowóz wywrócił się do góry kołami, trzy wagony osobowe i jeden towarowy przewróciły się na bok”. Powodem był brak hamulców w wagonach, które naparły na zatrzymaną lokomotywkę.

A oto zdjęcie z miejsca katastrofy. Czy ktoś zidentyfikuje ten budynek na drugim planie? Czy wiadomo, kim był ten chłopiec i co się z nim stało? Ciekawe, czy na zdjęciu widać pasażerów kolejki, czy również mieszkańców Powsina? A może ktoś poznaje pana policmajstra?


 
sobota, 28 marca 2009

Kto w Powsinie pamięta drewnianą organistówkę, stary domek, na którego miejscu stoi dziś okazała, nowa plebania? Ile razy przechodzę tamtędy, tyle razy żal mi odchodzących w niepamięć realiów świata naszych przodków.

Dom ten wybudowano zapewne w połowie XIX wieku, a nie, jak twierdzą niektórzy, w czasach Jana Pawła Woronicza. A konkretnie w 1858 roku. Dom przeznaczony był dla "sług kościelnych" i miał w nim prawo mieszkać "organista, dziady i baby". Ale okazało się podczas inspekcji w 1858 roku, że mieszkali tam parobcy z żonami i dziećmi! Kaliszewski, budowniczy powiatu warszawskiego, wraz z wójtem wilanowskim oglądał ten dom 19 grudnia 1858 r. i wyraził swe oburzenie na widok zniszczenia. "W tem wszystkiem winien Wójt Gminy, że tak mało zwraca uwagi na podobne nadużycia, że dom w r.b. tak porządnie wybudowany z materiału najlepszego już wewnątrz uległ zniszczeniu przez niewłaściwie napchanych lokatorów, a pomiędzy temi jeszcze i familia żydowska wprost kościoła, która zapewne opłaca się organiście. Co jest wyraźnie z ujmą dla naszej religii, bo w tym domu, mającym odwieczną nazwę szpitala, chorzy, biedni, nieszczęśliwi czasowe schronienie mieć tylko powinni - i jedynie z tej wagi zaprojektowano w tym cztery stancje."

W odpowiedzi naczelnik powiatu polecił ks. proboszczowi, by usunął służących, pozostawił organistę, dziadów i baby, i by zapowiedział im, aby czystość i porządek utrzymywali, a także by własnym kosztem zniszczoną przez parobków podłogę wyreperował. Tak to władza państwowa porządku kiedyś pilnowała!

czwartek, 26 marca 2009

Zima w Poswinkach. Ptakom zamarzły dzioby. Zniknęły gdzieś szpaki, które zaczęły już szykować gniazda w zakamarkach naszych dachów, jak co roku.

A, dlaczego w Poswinkach a nie w Powsinie? Już wyjaśniam.

Otóż w marcu 1720 roku jeden z grona współpracowników Elżbiety Sieniawskiej, pani na Wilanowie i Powsinie, architekt Józef Fontana (ok. 1670-1740) prosił o pieniądze na dokończenie pomarańczarni w ogrodzie wilanowskim, zwracając sie też o dyspozycje w sprawie zamierzonej fundacji kościelnej: - "Według kontraktu (.) na kościół w Poswinkach [sic] uczyniłem prokurację (.) materii należącemu onemuż, która już dawno (.) wygotowana zostaje. Zaczem (.) upraszam o należytą relację, jeżeli mam się z nią utrzymywać na założenie tegoż kościoła, inquantum by Jaśnie Oświecona (.) woli nie miała zaczynać tej edyfikacji, tedy bym wolał poprzedać materię, aby nie wakowała w dalszy czas"
Nie wiedzieć czemu, Fontana i później notorycznie pisał Poswinki zamiast Powsin, a na podstawie przytoczonego listu można bezpiecznie założyć, że budowę kościoła planowano od wiosny 1719 roku. (A.Majdowski, Ze studiów nad fundacjami Potockich z Wilanowa, 1991, Warszawa)

Ciekawe, czy tylko Fontana używał tej formy? A może była ona w szerszym użyciu, jak dawniejsze Powsino? 

 

czwartek, 05 marca 2009

Szkoła w Powsinie ma już co najmniej 563 lata! A najprawdopodobniej około sześciuset, jak parafia. Czy dzieci o tym wiedzą?

Otóż kroniki przypominają, że w roku 1446 niejaki ks.Stefan, rektor kościoła, a więc proboszcz parafii, był równocześnie kierownikiem i prawdopodobnie jedynym nauczycielem pierwszej szkoły parafialnej w Powsinie. Wspomina o tym protokół z wizytacji biskupiej z 1675 roku.

Z protokołu po wizycie bp. Goślickiego z 1603 r. wiemy również, że "rektor szkoły ma także opatrzenie swoje w Bielawie". I choć rektor szkoły parafialnej to nie to samo, co rektor uczelni, i potrzeby jego mizerniutkie były, to i tak z Bielawianami zawsze były kłopoty, gdy o dziesięciny chodziło!

Później, do pierwszej połowy wieku, nauczycielami w szkole byli powsińscy wikariusze. W 1818 roku, a więc zaraz po słynnym w Powsinie proboszczowaniu przez ks. Jana Pawła Woronicza, stan szkoły przedstawiał się następująco: "Dom, w którem mieści się Szkółka, stancya dla księdza wikarego i organisty jest z drzewa tartego, stawiany w węgieł, pod gontem. Ma długości łokci 36, szerokości 15. Kominy murowane, dosyć dobry. ... W tej parafii jest szkółka utrzymywana ze składek parafianów. Dominium Powsin daje opał nauczycielowi. Nauczyciel jest ksiądz wikariusz. W tej szkółce jest uczniów płci męskiej 6, a żeńskiej 7, uczęszczających i uczących się sylabizowania, czytania i początków pisania."

Ale wkrótce potem sprawy przybrały zły obrót. Hr. Aleksander Potocki nie chciał mieć szkółki w Powsinie. Rozmawiał o tym z ks. proboszczem Franciszkiem Dąbrowskim 19 września 1839 roku. Pismem z dnia 4 sierpnia 1839 r. wójt Jeziorny Królewskiej zawiadamiał ks. proboszcza, że "w odpowiedzi na odezwę ks. proboszcza z 20 lipca fabrykanci z Papierni Jeziorskiey wynajęli u dziedzica dóbr Jeziorna Królewska lokal dla nauczyciela, gdyż w pobliżu papierni szkoły nie ma i dzieci pozbawione są nauki. ... Lokal ten wszelako dotąd jeszcze nie jest gotowy, a zatem i ta szkoła jeszcze nieurządzona." Dowody posiadane przez nauczyciela, pana Osterloffa, przez niego samego przesłał wójt ks. proboszczowi, a potem miał przesłać właściwszej władzy, w celu uzyskania upoważnienia do założenia szkoły.

W roku 1844 parafia wciąż nie posiadała żadnej szkoły, a najbliższa, do której można było dzieci posyłać, była w Słomczynie. W piśmie do naczelnika powiatu warszawskiego z dn. 12 grudnia 1844 r. użalał się ks. proboszcz Franciszek Dąbrowski: "Żadnej szkółki ani rządowej ani prywatnej w parafii Powsin nie ma. Żadnych nie ma w parafii Powsin nauczycieli. Żadnych uczniów nie ma!". Pisma krążyły, ks. Dąbrowski składał wiele podań, w których przekonywał władze, że parafia poprzednio posiadała szkołę, ma na nią odpowiedni dom. Zapewniał, że wsie zdobędą się na odpowiedni fundusz dla nauczycieli i na przybory szkolne. Do akcji włączył się wreszcie dziedzic Wilanowa, wysyłając zapytania do władz. Ks. Dąbrowski 13 stycznia 1853 roku w pismie do pana hrabiego, jako opiekuna szkoły parafialnej w Powsinie, oznajmiał "prośbę i życzenie mieszkańców wsi Bielawy, którzy nie chcą płacić składek i należeć do szkoły parafialnej w Słomczynie. Dzieci ich maja tam dwa razy dalej niż do Powsina, a do tego rzeka w Jeziornie często wylewa i dzieci mało korzystają z nauki w szkole. ... Pragną oni należeć do szkoły w Powsinie i proszą o zwolnienie z opłat na rzecz szkoły w Słomczynie." Z pisma tego wiemy, że do słomczyńskiej szkoły uczęszczało wtedy 153 dzieci! Liczba to na owe czasy niemała, a i dziś robi wrażenie.

Wreszcie inwentarz z 1855 roku znów wspomina o szkółce elementarnej w Powsinie. Uczęszczały do niej dzieci wiejskie - chłopcy i dziewczęta. Nauczycielem była osoba świecka utrzymywana ze składek. "Innych szkół na terenie parafii nie było i potrzeba zaprowadzenia takowej na teraz nie okazuje się." - kategorycznie stwierdza autor wpisu inwentarzowego.

Tak było 150 lat temu, kiedy po czterystu latach powsińska szkoła stała się szkołą świecką. Potem burzliwy XX wiek. Dzisiaj mamy piękną tysiąclatkę, szkołę podstawową nr 104, której patronem jest Maciej Rataj. Ale rodzice kręcą nosem i chcą szukać dla swych dzieci szkoły w nowym "dalekim Słomczynie", bo ta nasza 104 ponoć niedobra.

wtorek, 03 marca 2009

Powsyno, Powsino, Powsin - czy wiemy, jaka jest etymologia nazwy tej miejscowości? Widzieliśmy w dokumentach z XIII wieku formy tej nazwy zakończone na -no, dzisiaj używamy tylko formy zakończonej na -in.

Nurtowało mnie od dawna pytanie o pochodzenie Powsina - a konkretnie, czy jest to forma dzierżawcza od imienia czy przydomka jakiegoś średniowiecznego rycerza Powsy lub Powiesy? A może raczej jest to nazwa topograficzna - "po wsi" - ale jakiej wsi, czy naszej, czy jakiejś, która istniała tu wcześniej, a my "po niej"?

I niedawno wpadł mi w ręce artykuł Witolda Taszyckiego (tak, tak, językoznawczego autorytetu, tego od Jodłowskiego - niektórzy zrozumieją, o co mi chodzi ;) pod tytułem "Rzekomo dzierżawcze nazwy miejscowe. (Znaczenie przyrostków -ów, -owa, -owo oraz -in, -ina, -ino)". Oto smakowitsze fragmenty odnoszące się do mojego problemu.

Historycy (T. Wojciechowski, F. Piekosiński, F. Bujak i in.), zajmujący się nazwami miejscowymi, uznali nazwy zakończone na -ów, -owa, -owo albo -ew, -ewa, -ewo oraz na -in, -ina, -ino albo -yn, -yna, -yno za nazwy dzierżawcze, tj. takie, które wskazują na założyciela lub właściciela osady. Nazwy zatem np. Namysłów, Częstochowa, Włostowo, Rogaczew, Janiszewo, Cieszęcin, Potulino, Kędzierzyn, Targoszyna wyrażają, że miejscowości nimi oznaczane należały ongiś do ludzi noszących imiona lub przezwiska Namysł, Częstoch, Włost, Rogacz, Janisz, Cieszęta, Potuła, Kędzierza, Targosza.

Stanąwszy na tym niewątpliwie slusznym w ogromnej większości wypadków stanowisku, zaliczyli historycy do nazw miejscowych dzierżawczych także nazwy w rodzaju Klonowa, jakkolwiek już Wojciechowski zauważył, że przy pomocy przyrostków -ów, -owa mogą być formowane nazwy określające jakąś właściwość topograficzną, np. Lipków, Lipowa, Brzozowa, Borów. Nie przypisując najwidoczniej większego znaczenia temu spostrzeżeniu, zebrał Bujak w jedną grupę nazw dzierżawczych wszystkie nazwy na -ów, -owa, -owo, -in- -ina, -ino, kiedy opracowywał statystykę małopolskich nazw miejscowych na podstawie formalno-znaczeniowej. Zaznacza on przy tym jasno: »Do nazw topograficznych nie liczyłem żadnych nazw na -ów... z wyjątkiem jedynie nazw Zakrzów i Ostrów, które są notorycznie czysto topograficzne«. Niemniej jednak i Bujak stwierdza, »że nazwy, tworzące się od imion pospolitych, przybierają często formy identyczne z nazwami od imion osobowych pochodzącymi, np. Ostrów, Zakrzów, Głogów, Tarnów, Rokicina, Brzezina itd.« ...

... Doprowadziwszy do tego punktu dociekania na temat w tym artykule poruszony, musimy z bliska zająć się zagadnieniem wyżej już postawionym, czy w ogóle przyrostki -ów, -owa, -owo nadawały się do kształtowania topograficznych nazw miejscowych. Odpowiedź na to pytanie wymaga w pierwszym rzędzie bardzo dokładnego przejrzenia wszystkich nazw miejscowych zakończonych na -ów, -owa, -owo. Otóż przeglądając odpowiedni materiał, natrafiamy albo na nazwy niewątpliwie dzierżawcze, albo na nazwy typu Jaworów, Klonowa itp., których charakter znaczeniowy jasno się nam na razie nie przedstawia, albo wreszcie na nazwy nie dające się ani do jednej ani do drugiej grupy zaliczyć, takie mianowicie, jak: Podjarlców, Podsosnów, Pogrzybowo (dziś Pogrzybów)...  

Zastanowiwszy się dobrze nad wyliczonymi teraz nazwami, roztrząsnąwszy dokładnie tkwiące w nich możliwości słowotwórcze i znaczeniowe, dochodzimy do wniosku, że u ich podstaw leżą nie imiona osobowe, lecz określające położenie osiedla wyrażenia przyimkowe pod jarkiem ('pod niedużym jarem'), pod sosnami, po grzybach ('na grzybowisku'), po wodzie ('nad wodą'), prze wodę ('przez wodę = za wodą'), za górą, za lasem, za mostem, za rogiem (np. lasu)... Toż samo odnosi się do nazw miejscowych z zakończeniem -elo, -ewa, -ewo, jak Przezpolewo, Zagajewo,  Zakrzew  i Zakrzewo... Nazwy te także mają początek w odpowiednich wyrażeniach przyimkowych przez pole, za gajem, za krzami. Miejsca czy miejscowości w takich warunkach topograficznych położone oznaczano przymiotnikami przy pomocy przyrostka -ów, -owa, -owo (-ew, -ewa, -ewo) od tego rodzaju przyimkowych wyrażeń urobionymi, a więc tworami: pod jarków, podsosnów, pogrzybów, powodów, przewodów, zagórów, zalasów, zamostów,... Przymiotniki te tworzyły zrazu nazwy miejscowe tylko w połączeniu z określanymi przez nie rzeczownikami dwór, gród, osada, wieś, siedlisko, pole itp. Same stały się nazwami miejscowymi dopiero wówczas, gdy zbyt często powtarzające się rzeczowniki dwór itd. uległy elipsie. ...

Wywody na temat nazw miejscowych z przyrostkiem -ów, -owa, -owo oraz -ew, -ewa, -ewo porządkują dotychczasowe nasze o nich wiadomości tu i ówdzie je uzupełniając. Więcej nowego przyniosą rozważania o nazwach miejscowych na -in, -ina, -ino wzgl. -yn, -yna, -yno. Brak w pracach historyków jakichkolwiek zastrzeżeń dotyczących znaczenia nazw miejscowych tak uformowanych wypłynął najprawdopodobniej stąd, że uznawali je wszystkie za nazwy dzierżawcze. Znajdowałoby to uzasadnienie w powszechnie dotąd panujących poglądach językoznawców na rolę znaczeniową przyrostka -in, -ina, -ino czy -yn, -yna, -yno. Mianowicie zarówno starsze, jak nowsze gramatyki przypisują temu przyrostkowi znaczenie dzierżawcze. Jeżeli jednak trzymać się będziemy tego zapatrywania, nie potrafimy wytłumaczyć nazw miejscowych: Dowieżyno, dziś Dobieżyn, Gdolino, dziś Gdolin, Podgórzyno, Podolin, Podolino, Powsino, Przebrodzino, dziś Przybrodzin, itd.

Podobnie jak nazwy Podsosnów, Zalasowa itd., również i te nazwy miejscowe biorą początek nie z nazw osobowych, lecz z wyrażeń przyimkowych do wieży, o dół (blisko dołu), pod górę, po dole, po wsi, prze bród (przez bród = za brodem), za górą, za kulą, po dworze, za olszami, za polem, za rzeką. Nie mogą więc być nazwami dzierżawczymi. Porównanie z nadającymi się pod każdym względem do zestawienia nazwami miejscowymi typu Podsosnów, Zalasowa itd. wyjaśni do reszty ich formę i znaczenie. Tak samo jak tamte są to nazwy topograficzne, określające położenie miejscowości. Uprzytomnijmy sobie teraz choćby na przykładzie tamtych nazw miejscowych poprzednie stadia rozwojowe nazw Dowieżyno, Odolino, Podgórzyno, Podolin i Podolino, Powsino, Przebrodzino, Zagórzyno i Zagórzyn, Zakulino, Podworzyno, Zaolszyn, Zapolin, Zarzeczyno, a wówczas będziemy musieli przyjąć istnienie w dawniejszej dobie języka polskiego przymiotników dowieżyn, odolin, podgórzyn, podolin, powsin, przebrodzin, zagórzyn, zakulin; podworzyn; zaolszyn, zapolin, zarzeczyn. Znaczy to, że w staropolszczyźnie obok przymiotników dzierżawczych na -in, -ina, -ino wzgl. -yn, -yna, -yno byly także niedzierżawcze przymiotniki w taki sam sposób formowane. Wyrażały one jakość przedmiotu, z którym się wiązały. Dzisiaj i od dawna nie ma już w języku polskim takich przymiotników. Jedyny ich ślad pozostał w nazwach miejscowych.

Hmm, to znaczy, że jednak nasza osada była powsin (cokolwiek by to znaczyło). Ale autorytet Taszyckiego w tych sprawach jest nie do podważenia...

poniedziałek, 02 marca 2009

W sobotę, ostatniego dnia lutego, zobaczyłem w prasie internetowej notatkę o wypadku śmigłowca. I nawet nie to, że był to kolejny wypadek śmigłowca w tych dniach, zwróciło moją uwagę. W oczy rzuciła się nazwa miejscowości, gdzie doszło do tej katastrofy.

"Koło Inowrocławia rozbił się Mi-24 z 49. Pułku Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego. Jeden pilot nie żyje. Pozostali dwaj członkowie załogi przeżyli i są niegroźnie ranni. ... Jak podał ppłk Sławomir Lewandowski, rzecznik Dowództwa Wojsk Lądowych, do których należała maszyna, śmigłowiec spadł z wysokości ok. 200 m w okolicach wsi Szadłowice. Po upadku nie zapalił się. "

Uważni czytelnicy tego bloga pewnie nie przegapili felietonu o historii Powsina, w którym była mowa o średniowiecznej super-transakcji ziemskiej. "Machniom" dobrami Powsin za Szawłowice zrobili biskup kujawski Alberus i Mikołaj Ciołek, kasztelan wizneński.

"Powsin okazał się zbyt odległy od Włocławka, dokonano więc wymiany posiadłości. W dniu 13 lipca 1282 roku biskup Albierz przekazał prawa własności wsi Powsino na rzecz Mikołaja, kasztelana wizneńskiego, z rodu Ciołków, za leżącą na kujawach wieś Szawłowice, należącą do Ciołka. Czytamy w dokumencie: "Quod habita bona deliberacione et communi consensu fratrum nostrorum, talem commutacionem fecimus cum Comite Nycolao Castellano de Wyzna, filio quondam Woycechonis heredis de Jazdow; quod nos, recepta ab ipso in commutacione jure hereditario et in perpetuum, coram Duce et Baronibus Cuiawiensibus villa ipsius, que Saulowej vulgariter nuncuppatur, sita in dominio Ziemomysli ducis Cuiawie, et in Castellania Juvenis Wladyslawie, dedimus dicto Comitii Nycolao pro ipsa, in eadem permutacione, villam nostram Powsyno, cum omnibus pertinenciis et juribus ipsius, in dominio Cyrnensii (czerskiej) situatam, sibi et suis heredibus jure hereditariopacifice in perpetuum possidendam".

W ten dziwny i odległy w czasie sposób narodziła się jakaś wspólnota losów między Powsinem a Szawłowicami, z której nie zdawaliśmy sobie sprawy. Wspólnota losów, którą, być może, warto dziś przywrócić, bo przygotowujemy się przecież do obchodów różnych rocznic, a w szczególności 600-lecia erygowania parafii Powsin (1410-2010). Popatrzcie, drodzy sąsiedzi - w 2012 roku mielibyśmy nie tylko Mistrzostwa Europy w piłce kopanej ( "orlik" na księżowskich błoniach?), nie tylko europejską walutę (jeśli kryzys i patriotyzm nasz wrodzony na to pozwolą), ale moglibyśmy mieć także 730 rocznicę owej wiekopomnej transakcji, dzięki której staliśmy się ciołkowi i Elżbieta Ciołkowa z synami mogła nam kościół ufundować!

A przy okazji można by się zaprzyjaźnić z tą piękną i gospodarną kujawską wsią, która w ubiegłym roku obchodziła jubileusz 780-lecia! Przy okazji, moje gratulacje. Działa tam Towarzystwo Przyjaciół Szawłowic. Organizuje się ciekawe życie lokalne. Może nasz ks. Proboszcz w ramach licznych corocznych pielgrzymek zaplanuje też pielgrzymkę do Szawłowickiego kościoła. Dla ciekawych dwa linki, warto odwiedzić:

http://www.spszadlowice.info/szadlowice.htm
http://www.szadlowice.xon.pl/Szad/index.php

 
1 , 2 , 3 , 4


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka