czwartek, 10 sierpnia 2006

Nagły koniec lata w Powsinie zaskoczył mnie w ogródku podczas uporczywego podlewania resztek trawnika. Nagle poczułem, jakby ktoś wylał na mnie kubeł wody i jeszcze połomotał gdzieś w chmurach pustymi, blaszanymi wiadrami. Z nieba rozległ sie głos: "I będziesz karał pedofilów gardłem, a potem się zobaczy, kogo jeszcze...".

Karać, nie karać? Zabijać, nie zabijać? Kościół za, czy przeciw? No - Bruksela przeciw na pewno! Myślę sobie: człowiek jest grzeszny i omylny, życie jest jedno i niepowtarzalne. Ale przecież nikt rozsądny nie powie, że gdy zagrożone są wartości najwyższe, to w ich obronie nie można zabić kogoś, kto jest sprawcą tego zagrożenia. Tak samo w obronie własnej lub bliźniego należy podejmować działanie neutralizujące napastnika, w razie konieczności nawet pozbawiając go życia. Działanie w obronie własnej jest usprawiedliwione. Ale nawet wtedy nie należy przekroczyć jej granic, czyli odpowiadać na atak skutecznie, ale adekwatnie. Czy kara śmierci wymierzona przez aparat państwowego przymusu nie przekracza granic obrony koniecznej? Najokrutniejszy przestępca jest w tym momencie całkowicie bezbronny i znajduje się w wyłącznej mocy państwa. Zadanie mu śmierci nie jest obroną, jest już tylko zemstą przerażonego społeczeństwa.  Życie za życie, oko za oko, ząb za ząb...

O przestało padać, rozwinę markizę nad tarasem, niech przeschnie...

środa, 05 kwietnia 2006

Se JM rozwiązać, nie rozwiązać, rozwiązać, nie rozwiązać, roz...psia krew, to nie jest problem, problem to jest, że wciąż bociany nie przyleciały do Powsina! Będą kłopoty z przyrostem, a becikowe przepadnie. To może jednak rozwiązać...Se. JM.

poniedziałek, 27 marca 2006

"Gdybym miał prezydenta i większość sejmową, a miłości PO bym nie miał, stałbym się jak pręt złamany albo struna zerwana.
Gdybym też miał marszałka Sejmu i Senatu 
i premiera własnego rządu, 
i KRRiT, i CBA, i WSI, i ABW, 
i wszelką możliwą służbę w rządowych agencjach, tak iżbym mógł z kolegów zatrudnić kogo chcę jako prezesa,
a miłości PO bym nie miał, 
byłbym niczym.
I gdybym dyrygował przystawkami jak chcę,
a Kazimierzowi wciąż by rosło,
lecz miłości PO bym nie miał, 
nic bym nie zyskał. 
PO niecierpliwa jest, 
niełaskawa jest. 
PO zazdrości,
szuka poklasku,  
unosi się pychą; 
dopuszcza się bezwstydu,  
szuka swego, 
unosi się gniewem, 
pamięta złe;  
cieszy się z niesprawiedliwości,
a nie współweseli się z prawdą. 
Niczego nie znosi,  
niczemu nie wierzy,
w niczym nie pokłada nadziei,
ale wszystko przetrzyma [...]
Niestety nie mam jej miłości. Tak więc trwają: Prezydent, Rząd, Sejm - te trzy: 
z nich zaś rozwiązać trzeba Sejm"

 

sobota, 18 marca 2006
Nie spodziewałem się, że Prezes tak szybko zareaguje na mój ostatni wpis. Sądziłem, że nic się nie wydarzy aż do jesieni, którą i tak zapowiadano już w styczniu. A tu dziś radosna wiadomość! Będą wybory! Więc jednak wiosna zdąży do Powsina. Może nawet dolecą nasze bociany i zdążą wysiedzieć jajka. Jeśli nie trafi ich ptasia grypa...Uchowaj Boże.
piątek, 17 marca 2006

Do Powsina polityka zagląda, na szczęście, tylko przez telewizor. Dlatego ludzie żyją tu długo, spokojnie i nie stresują się na co dzień. Sądząc po nekrologach pojawiających się na tabliczkach przed kościołem tutejsi mieszkańcy dożywają do dziewięćdziesiątki. Życie w zgodzie z przyrodą, odwiecznym cyklem natury, wiosna-lato-jesień-zima....

I coś się zepsuło w tym roku. Od wyborów, w których wielkie, dwuprocentowe zwycięstwo nad lumpenliberałami odniosła partia IV Rzeczypospolitej, nic tylko zima, zima, zima... A kiedy wreszcie będzie wiosna? Komu ona przeszkadzała? Czyżby wiosna należała do układu? To nie jej wina, że za czasów KPP też przychodziła regularnie na świat. Przecież ona była zawsze zielona!

Dlatego dobrze rozumiem te pojawiające się po raz kolejny, nabrzmiałe troską słowa Prezesa: tak dalej być nie może! Jak wiosna nadal będzie się opóźniać i destabilizować scenę nad Jeziorkiem Lisowskim, to konieczne będą nowe wybory.

Tak, bez nowych wyborów możemy pożegnać się z wiosną, chyba że powstanie nowa komisja śledcza, która wyjaśni, kto za tym stoi. Zwykli Polacy z Powsina tego się domagają.

wtorek, 24 stycznia 2006

Był sobie kiedyś dzielny młodzieniec o imieniu Pis, któremu przez wiele lat źle się wiodło, aż wreszcie na loterii wygrał wielki majątek i stał się bardzo atrakcyjną partią dla wszystkich panien na wydaniu z całej okolicy. Ale nasz bohater od jakiegoś już czasu był związany uczuciowo z piękną i mądrą, choć niektórzy twierdzili, że przemądrzałą, dziewczyną o dźwięcznym imieniu Platforma. Czyli chodzili ze sobą po prostu. Kiedy Pis stwierdził, że jego pozycja pozwala na zapewnienie wybrance przyszłości, postanowił się oświadczyć.

- E, Platforma, ożenię się z tobą, ale obiecaj, że będziesz dobrą żoną, będziesz sprzątać w domu, prasować moje koszule, gotować dobre obiady i będziesz mi udostępniać swoją urodę na życzenie.

Platforma była niestety nieco zainfekowana tymi nowomodnymi, feministyczno-liberalnymi ideami, więc oświadczyny Pisa uznała za szowinistyczny wybryk. Wszystko dla niego, a ja? Więc odpowiedziała.

- Wiesz co Pis, Ty się stuknij w głowę. Czy to Ty się o mnie starasz, czy ja o Ciebie? Jak chcesz, żebym za Ciebie wyszła, to musisz mi obiecać, że będziesz mnie kochał, całował na dzień dobry i na dobranoc, przynosił co dzień kwiaty, udostępnisz mi swój portfel, będziesz wracał do domu prosto z pracy, nie będziesz sam chodził na piwo z kolegami z żadnych innych rodzin i wybij sobie z głowy samoobronę przed moimi pieszczotami. I przyrzecz mi to przed wszystkimi w kościele.

No, nie. Tego Pis nie mógł ścierpieć.

- Jak tak, to zostań starą panną, głupia babo. Ja pójdę knajpy.

W knajpie wyżalił się, koledzy wypili na jego koszt, ale sytuacja się nie poprawiła. U kolegów ani urody, ani prania i prasowania koszul. Postanowił więc dać dziewczynie jeszcze jedną szansę.

- E, Platforma, to co z tym ślubem? Zdecyduj się wreszcie, bo ty chyba jakaś chora jesteś, nie wyszłaś z szoku, czy co?

Pannie jakby trochę przeszło, bo i czas leci, ale jakiś diabeł szepcze jej do ucha - Co? Takiemu palantowi chcesz tak łatwo się oddać? A gdzie kwiaty? Nie przyniósł! Więc mówi do niego:

- No dobrze, palancie. Ale powiedz, że mnie kochasz i przynieś kwiaty. A uroda tylko raz w tygodniu, co do gotowania - zatrudnisz kucharkę.

- Żesz ty, a do mnie masz mówić Pisie ukochany. I możesz sobie zdechnąć. Nie chcę cię, bo masz za duże wymagania. Już raczej będę chodził w brudnych gaciach.

I tak trwały negocjacje. Kiedyś to było nie do pomyślenia! Pannę za mąż wydawali rodzice i mruknąć nie śmiała, jeżeli partia była dobra. Nie to co dziś.

 

czwartek, 27 października 2005

Z ciężką zadyszką elektorat i kandydaci na urząd prezydenta dobiegli do mety. Lech Kaczyński odniósł zasłużone zwycięstwo. Oby jednak nie okazało się ono pyrrusowym.

           

Miało być mądrzej, było jak zwykle. Dramaturgia wyborów parlamentarno-prezydenckich przypominała nieco wypadek na Patriarszych Prudach, jaki spotkał nieszczęśliwego redaktora Berlioza z powieści Michała Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata. Od chwili gdy Annuszka rozlała olej słonecznikowy na przejściu przez tory, nic już nie dało się zrobić, aby uratować głowę Berlioza przed odcięciem przez koła tramwaju. Naszą wyborczą Annuszką była niejaka Jarucka, a Berliozem był wspólny projekt polityczny naprawy Rzeczpospolitej przez PiS i PO, największe dwie partie prawicowe w Sejmie. Wycofanie się z wyborów wspólnego przeciwnika w związku z „aferą Jaruckiej”, zmusiło obie partie i ich kandydatów prezydenckich do bratobójczej walki. „Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej” rodzi się zapowiadana kolejna Rzeczpospolita, ale pewnie nie będzie już ona projektem wspólnym.

Oto wyniki ostatniego etapu wyborczego „tasiemca” na terenie parafii powsińskiej. Brawo wyborcy! Frekwencja była znacznie wyższa niż średnia krajowa, a w drugiej turze wyższa niż w pierwszej. W pierwszej turze główni pretendenci zgarnęli większość głosów, ale na Kabatach Tusk, zdobywając niemal 65%, znokautował wszystkich, nawet swojego głównego konkurenta. Na Kabatach chętnie też głosowano na Borowskiego (ponad 11%), a w Bielawie na Leppera (ponad 10%). Natomiast Powsin był w tej sprawie niezdecydowany – i Borowski i Lepper uzyskali tu po niespełna 6%.

 

Druga tura była dokładnym odzwierciedleniem pierwszej. W Powsinie wygrał Tusk a w Bielawie Kaczyński, niemal taką samą proporcją głosów 56:44. Kabaty, jak poprzednio, zdecydowanie wybrały Tuska (78%). A w kraju wygrał Kaczyński.

W powyborczych analizach socjologowie starali się wydzielić i ponazywać jakoś elektoraty związane z określonymi wartościami, reprezentowanymi na scenie politycznej. Wymyślano rozmaite opozycje: liberalny-socjalny, obywatelski-narodowy, mieszczański-ludowy, itd. Posługując się taką konwencją można dojść do wniosku, że Powsin przesuwa się powoli w stronę wartości mieszczańsko-liberalnych, co wskazuje na jego postępującą integrację z Warszawą. Natomiast Bielawa pozostaje konsekwentnie konserwatywno-ludowo-socjalna. Bielawa górą! Ale Warszawa wciąż się powiększa...

czwartek, 13 października 2005
       Po pierwszym  odcinku wyborczego serialu mamy nowy Sejm i Senat. Mieszkańcy Powsina i okolic  byli dotychczas bardzo konsekwentni w swoich przekonaniach politycznych. Tak w wyborach samorządowych, jak w wyborach do Parlamentu Europejskiego, zdecydowanie, łeb w łeb, wygrywały tu Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska. Z tym, że w Bielawie bardziej Prawo, a w Powsinie Platforma, ale różnice nie były wielkie.  A jak było w ostatnią niedzielę września tego roku?

         Pogoda była piękna, więc korciło, żeby uciec od urny do lasu lub zająć się dla relaksu jesiennymi porządkami w ogródku. Jak wiadomo z danych o frekwencji, większość współobywateli tak zrobiła. Nie chcę tu głębiej analizować motywacji takiej ucieczki od polityki. Przyjrzę się za to danym z najbliższych komisji wyborczych – w Powsinie, w Bielawie i na Kabatach, chociaż ta ostatnia tylko w niewielkiej części obejmowała nasz teren, a głównie głosowali w niej  mieszkańcy Ursynowa.

tab1


         Frekwencja była u nas wyższa niż średnia krajowa, ale tym razem Powsin był aktywniejszy (59%) niż Bielawa (48%). Ciekawe, czy Stare Kabaty były bardziej podobne do swoich sąsiadów spod skarpy, czy zachowały się tak jak osiedla ursynowskie (65%)?

         Inaczej niż w poprzednich wyborach, w tym roku do Sejmu we wszystkich trzech komisjach wygrała Platforma Obywatelska (Bielawa-33%, Powsin-36%, Kabaty-52% !). Wszędzie drugie do mety doszło PiS  (Bielawa-28%, Powsin-27%, Kabaty-15%). W Bielawie i Powsinie trzecie miejsce zajęły niemal ex aequo dwie partie rolnicze - PSL  (Bielawa 8%, Powsin 4%) i Samoobrona (Bielawa 6%, Powsin 5%). Ciekawe, że popularność partii lewicowych typu SLD i SdPl była najmniejsza właśnie w Bielawie (odpowiednio 5% i 2%), większa w Powsinie (6% i 6%), a największa na Kabatach (10% i 5%). Za to w „miejskiej” komisji na Ursynowie czwarte miejsce, za SLD, zajęli Demokraci.pl (Kabaty 8%, Bielawa i Powsin 3%).

         Trudniej będzie porównać wyniki wyborów do Senatu, bo Bielawa głosowała na innych kandydatów niż Powsin i Kabaty. W Bielawie zdecydowanie wygrali - Piotr Andrzejewski (49%) z PiS i Robert Smoktunowicz (46%) z Platformy Obywatelskiej. W Powsinie analogicznie – Krzysztof Piesiewicz (50%) i Marek Rocki (39%) z PO oraz Zbigniew Romaszewski (42%) i Ewa Tomaszewska (35%) z PiS. Zdystansowali konkurentów z pozostałych partii. Na Kabatach również wygrali Piesiewicz (61%), Rocki (50%) i Romaszewski (37%), ale na czwartym miejscu znalazł się kandydat Demokratów – Andrzej Wielowiejski (29%).

Lato się ciągnie w tym roku wyjątkowo długo, ale teraz to już chyba koniec. Wokół szaleństwa drogowe. Ulica Gąsek ma odnowioną nawierzchnię, ruch na niej jak w centrum miasta, choć to tylko teoretycznie peryferyjna droga bez przelotu. Konstancin wyasfaltował gruntową drogę z Bielawy do Powsina, ale tylko do granicy z Warszawą, pozostałe gruntowe 200 metrów za chwile zamieni się w bajoro, a jest to droga bocznikująca korek na wlocie do Konstancina. Nową nawierzchnię dostała szosa przez Okrzeszyn. Im więcej alternatyw dla dwupasmówki tym lepiej.
1 ... 36 , 37 , 38
 


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka