piątek, 29 września 2006

Powsin - to Warszawa, ale też nie do końca Warszawa, pogranicze. Stąd więc dobrze widać także pogranicze moralno-polityczne, że takiej formy semantycznej użyję, nie urażając Pana Prezydenta. Mam tu na myśli aferę z ciotką, o której pisałem dwa dni temu.

Oczywiście rodzina wyklęła ciotkę od razu - za brak matury, za podawanie w wątpliwość szlachetnych intencji sąsiada, za niechęć do grzybków, za niecne zabranie mojego dyktafonu i wredną prowokację. Ale oto ciotka doczekała sie obrońców z Kabat. No skąd jak skąd, ale z Kabat? Tego siedliska wielbicieli liberalnej i lewackiej zarazy rozdeptującej w każdą sobotę Las Kabacki?

Kuzyn z Kabat zarzucił sąsiadowi, że propozycja pieszczotek była molestowaniem seksualnym i jako taka podpada pod paragraf. Rzucił też luźną sugestię, że może sąsiad jest pedofilem. No coś takiego! Ciotka może duża nie jest, i raczej drobna, ale lata swoje ma. To co, że sąsiad wmawiał jej (to jest na taśmie), że tak młodziutko wygląda? To przecież były tylko normalne negocjacje. Jaka kobieta bez takich negocjacji chciałaby dojść do porozumienia z sąsiadem. A już pretensja kuzyna do policji, że ciotki nie broniła?! Toż ci, co mówią jak ten nasz kuzyn, są bezczelnymi hipokrytami i skończonymi łobuzami. Przykro mówić, ale każdy, kto zna polskie życie erotyczne, wie doskonale, że tak właśnie wyglądają negocjacje. W każdych negocjacjach mówi się o grzybkach.

A dzisiaj w prasie sąsiad się tłumaczy, że nie tak dawno temu, w listopadzie ubiegłego roku, spotykał się w pokoju hotelowym w hotelu Mrówka z D.T. i J.M.R., które domagały się od niego grzybków. I to bardzo intensywnie. "Ciągle mi tłumaczyły - mówi sąsiad - że ja coś wiem, że one muszą więc mieć pół lasu. 'Jarek (tak sąsiad ma na imię), ty wiesz, o co chodzi' - ciągle mi to mówiły. Byliśmy wtedy jeszcze w stosunkach koleżeńskich. Do dzisiaj nie wiem, o co im chodziło. Gdyby to ktoś nagrał, to by mogła z tego wyjść gigantyczna afera związana z karczowaniem Lasu Powsińskiego." - pisze sąsiad w prasie partyjno-rządowej, ale do niedawna mocno niezależnej.

Tyle sąsiad. I ja mu wierzę, bo to przecież poczciwina, takie pięć minut. Która by chciała od niego jakichś grzybków? Za pieszczotki? Przecież każdy molestuje! Byle tylko nie dał się złapać. A jak się da, to niech głośno krzyczy: gwałcą! Wtedy wszyscy pobiegną na pomoc jemu zamiast bronić ofiary. A kto nie wierzy, ten nie zna się na polityce.

czwartek, 28 września 2006

Wiek XXI ma być podobno wiekiem zderzenia cywilizacji. Islam kontra biały Zachód. Specjalnie podkreślam - nie religii, ale cywilizacji. Różni nas wszystko - mamy zupełnie odmienne zbiory podstawowych wartości. Dla białego Zachodu, wyrosłego z tradycji chrześcijańskiej, godność jednostki ludzkiej jest wartością podstawową. Z niej biorą się takie wartości jak wolność - osobista, wolność sumienia, słowa i myśli, wolność wyznania. Islamowi ta tradycja jest obca, muzułmanie nie rozumieją tych wartości, mają własne. W takiej sytuacji rozmawiamy, jeśli przez przypadek rozmawiamy, jak gęś z prosięciem. Porozumienie na gruncie wartości jest niemożliwe. Można starać się wzajemnie unikać, albo walczyć i zniszczyć jedni drugich.

Kiedy patrzę na to, co dzieje się w naszym pięknym kraju nad Wisłą, nie omijając Powsina, dochodzę do wniosku, że tu też mamy problem zderzenia cywilizacji. Czytam dzisiejszy "Dziennik". Słucham polityków partii i rządu, słucham polityków opozycji jego prezydenckiej mości. Zaglądam do blogów wielbicieli IV RP i nie rozumiem, co oni mówią. Różni ich wszystko - mają zupełnie odmienne zbiory podstawowych wartości. Są dla siebie jak islam i biały Zachód. Co dla jednych jest niemoralne, dla drugich jest cnotą. Co dla jednych jest godne pochwalenia, dla drugich jest obrzydliwością.

Nie, walka w Powsinie odpada. Zbyt tu pięknie. Ale jak się wzajemnie unikać? Żeby tak móc zostać w Tatrach lub na Roztoczu. Nie czytać gazet, nie oglądać telewizji. Nie rozmawiać z sąsiadami. Pełna wewnętrzna emigracja. Tak przemija postać świata. Niech żyją nowi barbarzyńcy.

Tfu, wykształciuch ze mnie wyłazi parszywy. Przepraszam ministra i wicepremiera Ludwika i kajam się. Alleluja i do przodu, a cel uświęci środki.

środa, 27 września 2006

Tak mi było dobrze w górach. A jeszcze lepiej na Roztoczu. Ale niestety trzeba było wrócić do domu.

A w domu awantura. Ciotka wyciągnęła z szuflady mój stary dyktafon i cichcem nagrała sąsiada, który obiecywał, że jak przyjdzie do niego na pieszczotki, to ona i jej dwa psy dostaną trzy kubły dopiero co zebranych grzybków prawdziwków i koźlaków. Ciotka tryumfalnie odtworzyła  to kompromitujące nagranie przy całej rodzinie. Ale o dziwo rodzina i sąsiedzi z Powsina naskoczyli na nią: jaka bezwstydna!!! Za to nikt, nawet ten prokurator z segmentu pod 3D, nie zainteresował się, po co sąsiadowi były te pieszczotki i skąd miał grzybki.

Dziwny jest ten Powsin. Ale może jest w tym jakiś sens. Przecież te kurwiki w oczach ciotki nie mogły być warte aż trzech kubłów grzybków!!!

I tym się różni Powsin od Warszawki, że zna wagę spraw podstawowych i rzeczy ostatecznych.

sobota, 09 września 2006

No to przerwa. Wracam do Powsina za dwa tygodnie, a teraz...Tatry!

piątek, 08 września 2006

Korzystając z pięknej pogody zaprosilismy wczoraj sąsiadów na grilowanie w ogrodzie. Szaszłyki, ciasto, wino, kobiety, śpiew...Gawędziliśmy o życiu, nic o polityce, jak zwykle przy takiej okazji. Aż zadzwonił telefon, żona odebrała - do ciebie, sąsiad z Przyczółkowej - mówi i wręcza mi słuchawkę.

- Witam sąsiada, co słychać?

- A, wie pan, rozmawiałem wczoraj z proboszczem. On się martwi, kto będzie kandydował do samorządu dzielnicy z naszego terenu. Pytał mnie czy znam jakichś godnych ludzi.

- I co? Pomyślał pan o mnie?

- No. Mógłby pan?

- Niestety, ja się nie nadaję, zupełnie się nie nadaję - jestem wykształciuchem.

- A? A może poleci pan kogoś?

- Jest przecież ten, co zawsze. Czy on jest niedobry?

- Myśli pan o weterynarzu? Nie, no pewnie dobry, tylko że on strasznie chce.

- Ma pan rację, to podejrzane.

Ciekawe, jak się dalej potoczą konsultacje przedwyborcze na plebanii. Czy uda się jakiś nowy Konwent Świętej Katarzyny? Jeśli Powsin i Bielawa będą głosowały tak, jak we wszystkich dotychczasowych wyborach, to ci co trzeba będą mieli wystarczającą większość i jeszcze zarobią dodatkowe punkty na nowej ordynacji. Tak więc kandydatów chyba nie zabraknie.

A z wyborami trzeba ostrożnie. Przewodniczący komisji sejmowej, który robił obstrukcję, już nie jest przewodniczącym. Posłowie mniejszości niemieckiej, którzy głosowali przeciw, nie dostana mandatów w przyszłym Sejmie. Prawo rychliwe i Sprawiedliwe, jak mówią, i każdego malkontenta dosięgnie.

Dlatego wolę wrócić do szaszłyków i winka na słonecznym (jeszcze) tarasie.

środa, 06 września 2006

Ludzie odchodzą. Śpieszmy się ich kochać, jak pisał wielebny od biedronek.

W lecie umarły w Powsinie trzy osoby w wieku około 50 lat. Młodzi ludzie, jak na powsińskie standardy. Wczoraj dowiedziałem się, że odeszła sąsiadka, 93 lata. Pamiętam ją od kiedy osiedliłem się w Powsinie. Zawsze schludnie ubrana i uczesana staruszka maszerowała na Mszę lub właśnie wracała z kościoła raźnym krokiem. A w czasie kolędy zwykle to ona doprowadzała księdza do naszego domu. Potem chodziła z coraz większą trudnością, widywaliśmy ją coraz rzadziej...

Wczoraj dowiedziałem się, że nagle zmarł mój szkolny kolega. Zawsze Krzyśkowi zazdrościłem, że świetnie, kiedyś jako zawodnik, gra w tenisa. Że świetnie mówi po francusku. Że dużo jeździ po świecie. Doktoryzował się ze stosunków gospodarczych w Afryce. Że ma młodą i śliczną żonę. Po krótkim epizodzie rządowym w ministerstwie finansów, ostatnio był wiceprezesem Banku Rozwoju Rady Europy w Brukseli. Serce. Trudno w to uwierzyć, że go nie ma. A to już z mojej półki biorą...

poniedziałek, 04 września 2006
Dziś wieje silny wiatr z zachodu. Kiedy wieją takie wiatry, wszystkie samoloty nadlatujące zwykle wzdłuż ul.Puławskiej nad główny pas startowy na Okęciu nagle zaczynają latać nad Powsinem. Niestety moja przestrzeń powietrzna nie jest wtedy moja i muszę godzić się z hałasem nisko przelatujących olbrzymów. Dom jest ubezpieczony od upadku statku powietrznego. To nie żart, dzisiaj spadła czwarta awionetka w ciągu ostatnich dziewięciu dni. Strach patrzeć, jak taki grubas leci nad moim dachem. Co innego motolotnia. Te, w pogodne dni, unoszą się w powietrzy jak brzęczące trzmiele, kolorowe, wesołe. Dzisiaj wiatr drażni, powoduje depresję, a jesienna pogoda dobija. Ale już za tydzień druga część wakacji. Miejmy nadzieję na słoneczną jesień.
sobota, 02 września 2006

W komentarzach moi goście dopominają się o zdjęcia z Powsina. Dzisiaj porcja ciekawostek. W naszej okolicy jest mnóstwo kapliczek i krzyży przydrożnych, kilka z nich ostatnio fotografowałem i zamieszczam poniżej. Może kiedyś je wszystkie skatalogujemy, jeśli znajdzie się jeszcze paru chętnych dokumentalistów.

Oto krzyż pokutny z 1893 roku - "Przez Krzyż i mękę Twoją racz zbawić dusze nasze". Stoi w zaroślach przy rozwidleniu ul. Przekornej i Gąsek.

W Okrzeszynie stoi natomiast taki krzyż murowany.

Spośród wielu kapliczek maryjnych ta z Kępy Okrzewskiej jest urocza.

Albo ta, stojąca przy drodze z Powsina do Bielawy z 1902 roku.

Miłej niedzieli.

piątek, 01 września 2006

Pierwszy września, 67 rocznica wybuchu wojny. Wojny, która do dziś budzi emocje, której wspomnienie uniemożliwia pojednanie, po której resentymenty służą prowadzeniu innych wojen, bieżących wojen politycznych.

Okres wojny w Powsinie znaczą krzyże w lesie kabackim, cmentarz AK, tablice pamiątkowe w tutejszym kościele. Ale mało kto wie o uczestnictwie Powsinian w najwcześniejszej fazie tej wojny, w kampanii wrześniowej. Jednym z nich był podporucznik Jan Penconek, poległy 13 września w walkach o Kępę Oksywską, pośmiertnie odznaczony Virtuti Militari. Przeczytać o nim można w książce Strumph-Wojtkiewicza "Alarm dla Gdyni". Tylko dwa cytaty z tej książki:

 

"Oto - dla przykładu - wyjątki 3 listów młodziutkiego podporucznika Jana Penconka. W marcu 1939 roku pisał z Wejherowa do swojej siostry i rodziny we wsi Powsin pod Warszawą co następuje: ...Na Wielkanoc nie wiem na pewno, czy przyjadę. Zostałem ostatnio mianowany dowódcą 2. kompanii. ... Moja kompania zdobyła w strzelaniach wszystkie pierwsze miejsca. Dostałem ładne nagrody. Dowódca mianował moją kompanię - kompanią sztandarową i w ogóle mam powodzenie. Mam nadzieję, że i na wojnie nie mniejsze powodzenie będę miał... „

" ..., tylko pozostali przy życiu młodzi dowódcy nadal działali samodzielnie, z inicjatywą i brawurą. Przykładem służy tu leśna walka żołnierzy podporucznika Penconka z batalionem hitlerowców, dowodzonym przez majora Diesta. Major ów, który dnia poprzedniego wdarł się w Kazimierzu na Kępę, nie chciał ze wzgórza 66,4 rezygnować. Idąc na czele swojego batalionu, znalazł się naprzeciw podporucznika Penconka. Obaj złożyli się do strzału stojąc. Niemiec chybił, strzał Polaka był celny. Major Diest upadł. W tejże chwili rozległa się seria z boku. Penconek zatoczył się i padł.”

 

Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o Penconku - jego krewni są moimi sąsiadami, ale mało wiedzą na jego temat - zacząłem poszukiwania w internecie. Okazuje się, że ludzi zainteresowanych historią obrony polskiego wybrzeża w 1939 roku jest mnóstwo, mają nawet własne forum dyskusyjne. Ich wiedza jest ogromna, a chęć pomocy ujmująca. Od razu zaoferowali się z poszukiwaniami grobu porucznika.

Wierzę w historyków amatorów, bo to oni okazują się być prawdziwymi zawodowcami. W odróżnieniu od tych historyków dyplomowanych, o których ostatnio tak głośno, którzy studiują źródła, ale ich nie rozumieją i publikują śmieciowe rewelacje.

 



Tę stronę oglądano już razy.







statystyka