czwartek, 31 sierpnia 2006

Na wiosnę głośno było o cygańskim nastolatku z Polski, Mariuszu, który zamordował swojego belgijskiego rówieśnika w Brukseli, aby zdobyć odtwarzacz MP3. Młody bandyta uciekł do kraju. Nie, tym razem nie był to nikt z Powsina! Długo trwały dyskusje, czy Polska może powierzyć swojego obywatela sądowi belgijskiemu, wreszcie Belgowie odstawili go do brukselskiego więzienia. Ostatnio sensacją było wypuszczenie Mariusza na mecz, który bardzo chciał obejrzeć...Tak to widzi dzisiejszy Le Soir w kontekście wizyty szefa partii i rządu w jaskini zła...

wtorek, 29 sierpnia 2006

Spacery do Powsińskiego Parku Kultury, to najmilsze chwile o każdej porze roku. Mam blisko, więc bywam tu często, ale nie siedzę  tu długo, jak przybysze z Ursynowa i z innych dzielnic Warszawy. Kiedyś napiszę więcej o historii Parku. Czy ktoś z Was wie, że drewniany pawilon, w którym dziś jest kawiarenka, to przedwojenna szatnia klubu golfowego? A co przedstawia obraz Marii Korsak (olej, płótno, 65x80cm) - poznajecie?

poniedziałek, 28 sierpnia 2006

Po moim wczorajszym przyznaniu się do bycia "wykształciuchem" lub "wykształceniuchem" niejaki Alfred Kujot zwrócił mi uwagę, jak bardzo niestosowne są moje uwagi co do śmieci i butelek w rowie i na to, jak bardzo gardzę umęczonym narodem:

----------------------------------------

alfredkujot
2006/08/28 02:00:28
No i zeswa "wyksztalceniuchow" doczekali... "Wyksztalceniuch" tak bardzo ze az butelki wyksztalceniuchowi sie nie podobaja... a co to? tzw kiedys MPO nie funkcjonuje ? Pewnie sie czuje "wyksztalceniuch" na wyzszym etapie rozwoju- od butelkow jemu sie narobilo - od podszczypanych dziewczyn to nie ;-))))ale od butelkow i sladow biesiadowania mu sie porobilo.
No to w tyj jeuropie to tyz kupa takich niewyksztalceniuchow jest co to pozostawiaja po sobie balagan ktory jest od czsu do czasu sprzatany.
Jesli jest estetycznie to nie wynika to z tego ze wszyscy sa wyksztalceniuchami i nie pozostawiaja sladow biesiad ale dlatego ze
wyksztalceni na tzw zachodzie przystosowuja otoczenie takze do potrzeb
niewyksztalconych. Jak chca miec niezasrane katy to ustawiaja toalety ktore sa sprzatane. Czyste ulice nie sa czyste dlatego ze tam nikt nie brudzi ale dlatego ze sa czasami sprzatane. Dorn nie pomylil sie specjalnie w swojej "diagnozie" Opisal dosc trafnie Dorn " wyksztalceniuchow" No niby cos sie toto nauczylo, no cos wi ale zeby jeszcze toto widzialo zwiazki przyczynowo-skutkowe....nie przez to przebrnac "wyksztalceniuch" nawet nie probuje."
---------------------------------------
Otóż oświadczam, że wstydzę się, że nie pomyślałem o MPO i o postawieniu koszy na śmieci na Andrutowej, a i kibelek mały mógłbym zbudować...Ale wytłumaczę się, dlaczego piszę "wykształciuch" a nie uczenie "wykształceniuch", jak to wymyślił Dorn. Otóż słyszałem, jak kiedyś na znienawidzonego kota ktoś krzyczał - ty sierściuchu! Dla pewnych kręgów zawszę pozostanę takim znienawidzonym kotem, który chadza własnymi drogami, nie merda ogonem, nie patrzy panu w oczy, a połasi sie tylko wtedy kiedy sam naprawdę chce. Taki sierściuch "wykształciuch".
niedziela, 27 sierpnia 2006
Jestem "wykształciuchem". To według ministra policji i administracji znaczna część warstwy wykształconej, która posiada co prawda pewną profesjonalną kompetencję, ale "straciła kontakt z resztą Poski". Diagnoza Dorna brzmi: "Wielkomiejska warstwa ludzi z wyższym wykształceniem, która zasklepiła się w egoizmie społecznym, a jednocześnie w odruchu kulturowej repulsji, obrony przed wszystkim, co inne, demonstruje wzmacniane przez podział polityczny postawy niechęci, lekceważenia, kulturowej agresji wobec całej innej Polski". Z "wykształciuchami" nie ma porozumienia i nie będzie, bo oni oglądają "Szkło kontaktowe" w TVN24 i szydzą z ministra Gosiewskiego.
No szczera prawda. Wpadłem przez chwilę w zachwyt nad przenikliwością ministra, bo rzeczywiście, nawet TVN24 wolę od Wildsteinowskiej TVP123! Edgar bawi mnie, ale nie swoim kalectwem, lecz prześmiesznymi filipinkami. No wykapany "wykształciuch" ze mnie! Egoizm - no fakt, nie biorę udziału w pracach parafialnego Caritasu, ale na swoje usprawiedliwienie przyznam się, że mu podarowałem biblioteczkę książek religijnych po mojej ciotce. Czasem miewam, to prawda, odruch kulturowej repulsji. Zwłaszcza gdy mijam pijaczków raczących się piwem pod sklepikiem "U Staśka", albo przechodzę obok naszych ministrantów pijących na rogu Andrutowej wódkę z colą i podszczypujących pijące z nimi dziewczyny. Właściwie to moja repulsja bardziej dotyczy porzuconych przez nich butelek i innych śladów biesiadowania, niż samego podszczypywania, bo dziewczyny w Powsinie ładne. Co do podziałów politycznych, to w parafii zawsze było tak, że Bielawa za PiSem, Powsin za PO. A różnice były kilkuprocentowe. Nie to co na Kabatach, na przykład.
Ale wiatr mi poprzewracał kartki "Dziennika" i źle odczytałem ten fragment wywiadu, bo brzmiało to tak:" Wiejska i małomiasteczkowa warstwa ludzi bez wykształcenia, która z tęsknoty za równością i w niechęci do beneficjentów przemian zasklepiła się w egoizmie społecznym, a jednocześnie w odruchu kulturowej repulsji, obrony przed wszystkim, co inne, nowe i obce, demonstruje wzmacniane przez podział polityczny postawy niechęci, lekceważenia, kulturowej agresji wobec całej modernizującej się i przyjmującej liberalne i Europejskie wzorce nowej Polski".
Nieee! Zaraz, tylko uporządkuję kartki, minister Dorn łagodnie i z półuśmiechem, ale i z wyraźną dezaprobatą spogląda na mnie spod oka. Jestem niepoprawnym "wykształciuchem".
sobota, 26 sierpnia 2006

Bielawa jest wsią położoną między Powsinem a Klarysewem. Administracyjnie należy do gminy Konstancin-Jeziorna, a parafialnie do Powsina. Pojawia się czasem w moim pamiętniku, bo jest to naprawdę urokliwe miejsce.

piątek, 25 sierpnia 2006

Panie prokuratorze, posłusznie donoszę, że Hubert H. ukrywa się w opuszczonej budzie na polach koło Kępy Oborskiej. Rozumiejąc, jak ważne jest dla godności Państwa i Jego Głowy jak najszybsze postawienie tego wielokrotnego przestępcy przed prawym i sprawiedliwym sądem, spróbuję go obezwładnić osobiście, jak tylko się na niego natknę podczas moich wycieczek rowerowych po nadwiślańskich łęgach.

Panie prokuratorze, posłusznie donoszę, że tu w Powsinie też prowadzę nasłuch tej wrogiej, szargającej świętości narodowe radiostacji TokFM. Gdyby znowu coś, to można na mnie liczyć. Zapamiętam i zgłoszę.

Panie prokuratorze, posłusznie popieram, żeby prokuratura zajmowała się przestępstwem kłamstwa tego Kwacha, który bezczelnie jeszcze w 1992 roku nie wiedział, że nie jest magistrem i nie skończył studiów. Co prawda zeznał to w sprawie, która nic z tym faktem nie miała wspólnego. Ale kłamstwo to rzecz brzydka i trzeba przykładnie ukarać. A przedawnienia na to nie będzie, bo to prawie jak kłamstwo oświęcimskie jest.

Cały Powsin popiera wysiłki pana prokuratora. I nie szkodzi, że nam tu różne męty hasają, do domów i samochodów włamują. Wiemy, że gdy pan prokurator upora się z prawdziwymi złoczyńcami, to może z tymi mętami też coś się da zrobić...że mało ważne, że jakiś głupi Powsin? No dobrze, wiem, rozumiem, my poczekamy...

czwartek, 24 sierpnia 2006

Nieuchronnie zbliża się jesień. Jeszcze kilka lat temu, gdy przeprowadziłem sie do Powsina, z wielkim zainteresowaniem obserwowałem organizowane zawsze na początku września dożynki powsińskie. Uroczystości organizowane były przez powsińską parafię dla wchodzących w jej skład wsi Bielawa, Okrzeszyn i Kępa Okrzewska oraz byłych wsi - Kabaty, Latoszki, Zamość. Zawsze przyjeżdżała Ochotnicza Straż Pożarna z Bielawy i panie z Koła Gospodyń w strojach "bielawskich". Chyba dwa lata temu przerwano organizowanie tej imprezy. I jakby czegoś nam zabrakło, bo w tym roku ogłoszono "nowe otwarcie"! Tym razem to Powsiński Klub Kultury (Ptysiowa 3) jest organizatorem obchodów. Otrzymałem właśnie taką oto notatkę kierownika Klubu, pana Roberta Woźniaka.

"Wspólnym staranie Parafii św. Elżbiety w Powsinie, Urzędu Dzielnicy Wilanów m.st. Warszawy oraz Domu Kultury Wilanów - Powsińskiego Klubu Kultury, dnia 17 września 2006 odbędą się Dożynki Powsiński. Po wielu latach wraca do kalendarza naszych uroczystości święto dziękczynienia za plony. Tegoroczne dożynki będą miały wyjątkowy charakter, bowiem wracamy do tradycji, ale czynimy to w roku niezwykle ciężkim dla rolników.

 Uroczystości rozpoczną się o godzinie 11.30 Mszą świętą w naszym kościele parafialnym, ale już o godzinie 11.15 przy krzyżu na ulicy Ptysiowej uformuje się korowód dożynkowy. W programie przewidziany jest także koncert Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze, zespołów ludowych z Podlasia i Mazowsza, grup Domu Kultury Wilanów i Powsińskiego Klubu Kultury, prezentacje stołów polskich, kiermasz, gry zabawy rodzinne, wspólne grillowanie i na zakończenie ognisko.

 Do licznego udziału w Dożynkach Powsińskich 2006 serdecznie zapraszają organizatorzy."

środa, 23 sierpnia 2006

Pamiętam, że kiedy poszukiwałem danych do swoich badań genealogicznych, bardzo pomogli mi ludzie zafascynowani lokalną historią miejsc, w których mieszkali. W Powsinie również mamy takiego miejscowego historyka, pana Zygmunta Karaszewskiego, którego niektóre opracowania będę od czasu do czasu publikował. Może kogoś zainteresują z ewentualnych gości tego pamiętnika. Dziś o historii parafii powsińskiej pisze pan Zygmunt...

"Elżbieta Ciołkowa ufundowała pierwszy kościół w Powsinie (28 czerwca 1398 roku) z myślą, że będzie on parafialnym. Dlatego też uczyniła stosowny zapis zabezpieczający materialny byt przyszłej parafii. A były to: dwie włóki ziemi, prawo swobodnego wypasu bydła, dowolny wyrąb drzew w lesie kasztelanowej, prawo osadzania kolonistów i posiadania karczmy. Świadkami aktu fundacji Kościoła i dokonanych darowizn byli proboszczowie sąsiednich parafii: Wojsław z Jazgarzewa i Bolesta z Cieciszewa. Zagadką jest, dlaczego dokument nic nie wspomina o proboszczu macierzystej parafii w Milanowie (dziś Wilanów) lub od św. Katarzyny na Służewcu, do której należały Kabaty.

W tamtych czasach w dokumentach mówiło się raczej ogólnie o plebanach – proboszczach, rzadko o konkretnych duchownych. Południowe Mazowsze podlegało jurysdykcji biskupa poznańskiego. Duża odległość Czerska od Poznania i utrudniona komunikacja powodowały, że czas liczył się wtedy na dni i tygodnie, a nie na godziny, jak dzisiaj. Biskupi przemierzali rozległe przestrzenie diecezji na grzbiecie końskim. Często czekano więc na przyjazd biskupa dla załatwienia spraw nieraz i kilka lat. Tak zapewne było i z uzyskaniem formalnego zatwierdzenia parafii. Nastąpiło to po upływie dwunastu lat, bo w roku 1410. Był to rok najgłośniejszej w Polsce i w Europie bitwy pod Grunwaldem. Można zatem powiedzieć, że historia naszej parafii i jej plebanów zaczęła się w znaku wiktorii odniesionej nad Krzyżakami.

Nie wiemy, kto był pierwszym proboszczem powsińskim. Z zachowanego dokumentu z 1434 roku, a więc w ćwierć wieku od utworzenia parafii, plebanem był niejaki ks. Hieronim Kozietulski. Czy był to ten pierwszy, czy kolejny, nie można ustalić! W dwa lata później był rektorem już ks. Stefan (nazwiska brak). Wiadomo tylko, że prowadził szkółkę parafialną. Inny, imieniem Piotr, ale już w 1471 roku wiódł sądowy spór o ziemię z dziedzicem Andrzejem (zapewne Ciołkiem).

W Średniowieczu na określenie władającego parafią używano różnych, zwykle łacińskich, słów. Jednak w potocznym użyciu był „pleban” lub „rektor”. Duchowni byli tez zwani „altarystami” lub „prebendarzami”. Do ich obowiązków należało odprawianie Mszy św. w intencjach wskazanych przez fundatorów kościoła lub parafii. Zapewne pomagali też proboszczom w duszpasterstwie. Wikariusze - ich pozycja przez stulecia nie uległy zmianie. Pierwszym w Powsinie był Bartłomiej (1471). Przy większych lub zasobniejszych parafiach byli też rezydenci nazywani „gracjalistami”.

Wiek XVI pozostawił tez po sobie szczątkowe dokumenty, z których wyłaniają się postacie zaledwie trzech plebanów powsińskich. O ks. Janie Budnym wspomnienie dotyczy tylko realizacji jego testamentu w 1561 roku. Ile lat był proboszczem i kiedy zmarł, nie można ustalić.

            W aktach sądowych z 1559 roku wymieniony jest wikariusz Bartłomiej Pogrożewski, który w siedem lat później wystepuje już jako „plebani in Powsino”. Z innych dokumentów wynika, że jest też proboszczem w Pęcicach. A mazowiecka księga podatkowa pod rokiem 1580 wymienia ks. Wojciecha Pruszyńskiego jako proboszcza w Powsinie i Kozłowie Biskupim koło Sochaczewa. Takie to były czasy i zwyczaje, że posiadanie dwóch probostw było częstym zjawiskiem. Posiadający dwie parafie proboszcz rezydował zwykle w bogatszej. Mimo sprzeciwu biskupów a nawet synodów, stan taki utrzymywał się długo dlatego, że to fundator – patron decydował ostatecznie o obsadzie parafii.

            Wiek XVII to czas wojen i „potopu”. Zachowane z tego czasu źródła są nieliczne. Wiadomo, że w 1631 roku aż przed trybunałem koronnym procesował się pleban Jan Szadkowski o zaległe dziesięciny z właścicielami Powsina, Kabat, Kierszka, Kępy i Nart, i proces ten wygrał. W dziesięć lat później proboszczem był Stanisław Uwieliński – kanonik katedry poznańskiej. Pochodził ze szlacheckiej rodziny z Uwielin koło Prażmowa.

            Nie wiemy, kto był proboszczem w ciężkich czasach najazdu szwedzkiego. Wiadomo, że rozgromieni wiosną 1656 roku pod Warką Szwedzi, wycofując się w kierunku Warszawy pewnie Powsina nie ominęli. Zapewne wtedy uległ zniszczeniu ten pierwszy, ufundowany przez Ciołkową, kościół. Bo, jak pisze notariusz poznańskiej kurii ks. Andrzej Grossikiewicz z okazji wizyty w Powsinie biskupa Stanisława Święcickiego, sufragana poznańskiego, w dniu 10 listopada 1675 roku, „kosciół nie w pełni wykończony, ale odbywają się w nim nabożeństwa”. I dalej pisze: „Właściwego ołtarza głównego nie ma, zamiast niego umieszczone przedstawienia świętych Wojciecha i Stanisława. Pomiędzy nimi na środku obraz Najświętszej Maryi Panny z koroną srebrna pozłacaną”. Proboszczem wtedy był ks. Andrzej syn Stanisława."

wtorek, 22 sierpnia 2006

Nad Powsinem to burza, to słońce, naprzemian. Pan Tadeusz, który jest autorem moich schodów, zawsze powtarzał, że jedyną telewizją, która mówi prawdę i tylko prawdę, jest telewizja "Trwam", i że on innej nie ogląda. No i nie mówiłem, znowu burza. Tym razem stały komentator polityczny tej stacji, minister Antoni z Warszawy, publicznie oskarżył większość ministrów spraw zagranicznych III RP o agenturalność i podległość KGB. Gdybym nie znał autora tych słów, to pewnie oczekiwałbym, że ci złoczyńcy natychmiast zostaną osadzeni w więzieniu a prezes Wildstein pokaże to przykładnie w dzienniku. Ale przecież wiem, że minister zawsze plecie byle co i udowodnić tego nigdy nie potrafi. Taka właściwość charakteru. Już w czasie gdy był ministrem spraw wewnętrznych i przygotowywał listę agentów wśród polityków, to okazało się, że to kupa śmiechu i trzeba bylo rząd zmieniać. W czasie euforycznych przesłuchań komisji orlenowskiej pan Antoni z Warszawy gdy tylko zobaczył dziennikarza, natychmiast zaczynał mówić o swoich domysłach, o tym co gdzieś usłyszał, chociaż nie wiadomo, czy to prawda, ale gdyby to była prawda, to byłoby to porażające. Itd., itp. I chyba nikt go nie traktuje poważnie, bo do tej pory nie słyszalem, by ktokolwiek wytoczył mu proces. Kiedyś w Powinie był taki jeden nawiedzony, śmiechu z nim było co niemiara. Raz nawet na plebana podobno wygadywał. I nikt nic złego mu nie robił, bo to Boży człowiek był, i nieszczęśliwy. Ale to było dawno, jeszcze zanim Powsin do Warszawy przyłączyli.

poniedziałek, 21 sierpnia 2006
W lipcu i sierpniu w sanktuarium powsińskim odbywały się koncerty muzyki poważnej. To już czwarty sezon "letniej filharmonii powsińskiej". Wczorajszy koncert miał specjalny charakter. Męski zespół wokalny "Harmonium" wykonał śpiewy gregoriańskie i pieśni poświęcone Matce Bożej, autorstwa Gorczyckiego, Schuberta, Chrusta, Szuniewicza, Schweitzera i Góreckiego. Zespół to dwóch tenorów, czterech barytonów i bas. Dźwięk w pieśniach szczególny, ciepły, mroczny. A w śpiewach gregoriańskich unisono pełne tajemnicy i sacrum. Aż żal mi się zrobiło, że w trosce o przybliżenie Mszy św. wiernym i wciągnięcie ich do celebry zrezygnowano z upowszechnienia takiego śpiewu w Kościele. Zaraz po koncercie rozpoczęła się wieczorna Msza św. i znowu odbywało się pełne energii i zaangażowania zawodzenie, zaciąganie, niedotrzymywanie metrum i nietrafianie w tonację. Ale cóż, cel uświęca, a śpiewać każdy może...
 
1 , 2


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka