piątek, 25 lipca 2008

Chór "Powsinianie" - był tu na zdjęciach z rocznicy koronacji cudownego obrazu MB Tęskniącej Powsińskiej, śpiewa, jeździ z występami po Polsce i po różnych krajach. Czasem możemy przeczytać o jego wyczynach na łamach lokalnej gazetki parafialnej. Tym czasem okazuje się, że "Powsinianie" mają wielbiciela w Wilanowie. Pan Zbigniew Kurzyński prowadzi blog, w którym publikuje swoje wierszyki i sentencje, ale również zamieszcza zdjęcia zaprzyjaźnionych twórców i zespołów. Można tam też znaleźć Zespół "Powsinianie". Warto odwiedzić sąsiada - http://kurzynski.bloog.pl/gal,398462,title,-Centrum-Kultury-WILANOW,index.html

sobota, 19 lipca 2008

Nad Powsinem chmury, czasem słońce, czasem deszcz...

A na obiad była dziś paella. Mieliśmy przy stole gościa, który delektował się naprawdę dobrym ryżem...

Wiem, że to nikogo nie obchodzi, ale przecież są wakacje, wakacje...

środa, 09 lipca 2008

Większość posesji w Powsinie nie ma kanalizacji, korzysta ze zbiorników asenizacyjnych zwanych szambami i z usług przedsiebiorców wywożących nieczystości płynne, zwykle do zlewni na południe od granicy Warszawy, do Piaseczna. Do niedawna system działał dość sprawnie, więc zapomnieliśmy, że miasto obiecywało kanalizację już od paru lat. Tymczasem kilka dni temu spotkałem sąsiada w stanie paniki: - "Nasz pan Kazio nie chce przyjechać, a ja mam pełne szambo!". No to szambo, pomyślałem. A oto co się stało.

Piaseczno utopione w szambie, Jeziorka ściekiem [miasta.gazeta.pl]
Katarzyna Wójtowicz 2008-07-08


"Mieszkańcy podstołecznego Piaseczna zaskoczeni nawet trzykrotną podwyżką opłat za wywóz szamba po zamknięciu jedynej zlewni nieczystości. Nadmiar ścieków przelewał się z niej do Jeziorki, która uchodzi do Wisły powyżej Warszawy

Podwyżka jest drastycznie wysoka. - Do tej pory płaciłem szambiarzowi 170 zł. Teraz żąda nawet 500 za jednorazowy odbiór. To dla nas ogromne koszty, bo moja czteroosobowa rodzina musi zamawiać szambiarkę co trzy tygodnie - mówi Wojciech Zmysłowski z osiedla Orężna.

Szambo to kolejny problem mieszkańców 60-tysięcznej gminy. Niedawno skarżyli się na brak wody w kranach. W czerwcu "Gazeta" pisała, że aby zrobić pranie czy wykąpać dziecko, trzeba trzymać się ściśle określonych godzin. Wody jest tak mało, że burmistrz Piaseczna prosił ludzi, by zrezygnowali z podlewania ogródków. - Wszystko przez to, że gmina wydaje bardzo dużo pozwoleń na budowę. A cała infrastruktura, w tym modernizacja oczyszczalni, czekała latami - podsumowuje Wojciech Zmysłowski.

Teraz problem staje się jeszcze bardziej dotkliwy, bo mocno uderza mieszkańców po kieszeni. - Większość miejscowości pod Piasecznem, tak jak moje osiedle, w ogóle nie ma kanalizacji. Jesteśmy więc skazani na stawki szambiarzy. Problem dotyczy setek tysięcy domów. Najtańsze firmy podwyższyły ceny za wywóz "tylko" o 100 zł, ale przyjazd takiego beczkowozu trzeba zamawiać kilkanaście dni wcześniej - opowiada Krzysztof Konatowicz z oddalonego o 5 km od Piaseczna Bobrowca. Nie chcąc tak długo czekać, płaci nie tak jak dotąd 160, lecz 360 zł.

- Nic na to nie poradzimy. Zamiast do zlewni na miejscu wożę teraz szambo aż do Warki, a to przeszło 100 km w obie strony. Za litr paliwa płacę 5 zł, więc będzie dobrze, jeśli na takim kursie zarobię na czysto 100 zł. To gmina zmusiła nas do takich podwyżek - mówi Teodor Tkaczyk, właściciel jednej z firm szambiarskich.

I firmy, i mieszkańcy dowiedzieli się o podwyżce dwa tygodnie temu. Wtedy wojewódzki inspektor ochrony środowiska zakazał zlewni w Piasecznie przyjmowania dowożonych przez szambiarki nieczystości. - Bo urządzenia, które je oczyszczały, zostały wyłączone z eksploatacji w związku z prowadzoną rozbudową oczyszczalni. Gmina powinna była wcześniej ograniczyć przyjmowanie szambiarek - uważa Jerzy Kołaszewski z biura Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska.

Urzędnicy doprowadzili jednak do przepełnienia zlewni. Nadmiar ścieków - co wyszło na jaw podczas kontroli - wylewali do kanału, którym spływały do Jeziorki. Dziś w tej rzece, która przepływa przez uzdrowiskowy Konstancin-Jeziorną i na jego wysokości uchodzi do Wisły, jest więcej ścieków niż wody. Wędkarze skarżą się na okropny smród i brak ryb. Urzędnicy nie zostaną jednak ukarani. - Bo kary za to są naliczane według bardzo skomplikowanych przepisów, nie za jednorazowe zatrucie rzeki, ale za cały rok obrachunkowy. Wymogliśmy na gminie, że nie będzie przyjmowała dowożonych ścieków, póki nie ruszy nowa zlewnia - usłyszeliśmy od Jerzego Kołaszewskiego.

Urząd gminy w Piasecznie niechętnie wypowiada się w tej sprawie. Nie potwierdza krążącej wśród mieszkańców plotki, że nowa zlewnia w zmodernizowanej oczyszczalni może być otwarta już w połowie lipca. - Właśnie ją wykańczamy, nie wiem jednak, jak długo potrwa jej odbiór - mówi Jolanta Łączyńska, kierowniczka referatu ochrony środowiska w Piasecznie.

Mieszkańcy uważają, że zachowanie urzędników to skandal. - Ja wydam 360 zł na szambo, ale są tacy, dla których nawet opłaty przed podwyżką były za duże. Są też kombinatorzy, którzy wylewają nieczystości na łąki i pola, oraz urlopowicze, którzy o podwyżkach dowiedzą się po powrocie z działek do Warszawy. To wstyd, że tak bogata gmina jak nasza dopuszcza do takiej sytuacji. Obawiam się, że za kilka tygodni od Piaseczna będzie śmierdziało z daleka - uważa Krzysztof Konatowicz.

Katarzyna Wójtowicz

wtorek, 08 lipca 2008

Coś wspominałem o strojach bielawskich lub wilanowskich? Nie wiem, czy to, co nosiły panie z koła gospodyń w Bielawie, albo z klubu kultury w Powsinie, to były autentyki. Ale to co widzimy na dagerotypie wykonanym przez Karola Beyera (1818-1877, jeden z pionierów fotografii polskiej, znany numizmatyk) w Wilanowie w drugiej połowie XIX wieku na pewno jest prawdziwe. A przynajmniej prawdziwy jest pastuszek z fujarką...tło jest wzięte z atelier artysty-fotografika.

Oto wilanowsko-powsiński pastuszek z połowy XIX wieku...

poniedziałek, 07 lipca 2008

Bez Nowokabackiej cały ruch między Ursynowem a Podskarpiem (czytaj - Wilanów, Powsin, Konstancin) odbywa się albo nielegalnie (Gąsek) albo terenowo (koniec Klimczaka w górę). Jak słyszałem, to "terenowo" ma się ucywilizować do końca sierpnia, bo Wilanów postanowił wyasfaltować ten odcinek. A Nowokabacka wciąż w lesie...nie ma jej nawet w strategii zrównoważonego rozwoju systemu transportowego Warszawy na lata 2007-2015 (http://www.um.warszawa.pl/wydarzenia/szrstw/projekt%20strategii_22_01_2008.pdf).

"Robotnicy zabierają się do asfaltowania ulic kardynała Hlonda i Orszady. Jest też szansa, że w tym roku zacznie się budowa ważnych ulic na Polach Wilanowskich

- W środę podpisałem umowę z firmą Falbruk, w przyszłym tygodniu wprowadzimy ją na plac budowy - zapowiedział wczoraj wiceburmistrz Wilanowa Robert Lasota. Zadaniem Falbruku będzie utwardzenie ul. Hlonda na przedłużeniu ul. Klimczaka w Miasteczku Wilanów od ul. Zdrowej, a także ul. Orszady aż do ul. Kokosowej w sąsiedztwie kaplicy bł. Edmunda Bojanowskiego w Wolicy. Cały odcinek ma być wyasfaltowany. To łącznie 850 m. Prace mają potrwać około miesiąca. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, na początku sierpnia kierowcy powinni już przejechać między Ursynowem a Wilanowem, nie gubiąc podwozia na wybojach.

- Ulice będą wykonane porządnie, ale to prowizorka - nie ukrywa burmistrz Lasota. Zapowiada, że docelowe połączenie między dzielnicami, czyli nowa ulica Kabacka powstanie do końca tej kadencji. - Wciąż pracujemy nad podziałem działek niezbędnych do jej budowy, a na przełomie tego i przyszłego roku powstanie dokumentacja techniczna - obiecuje.

Do wyremontowanych ul. Hlonda i Orszady da się już dość wygodnie dojechać od ul. Przyczółkowej. Niedawno firma Polnord, właściciel Pól Wilanowskich, zbudowała wcześniejszy fragment ul. Hlonda - od planowanej al. Rzeczypospolitej do ul. Zdrowej. Na ich skrzyżowaniu powstało małe rondo. Wygodniej jeździ się też wyremontowaną przez Polnord ul. Klimczaka, która do niedawna była bardzo wyboista i pełna dziur. - Niszczy się, bo jeździ nią ciężki sprzęt na budowy na Polach Wilanowskich - przyznaje Jacek Kaliszuk z Polnordu. Ul. Klimczaka nie była planowana jako jedyny dojazd do osiedli w tej części miasta. "

Czytaj dalej na stornie źródłowej: gazeta.pl

sobota, 05 lipca 2008

Bielawa jest wsią należącą do parafii powsińskiej. Jest tam kilka ulic, ale nas zawsze najbardziej pociągała ulica Bociania. Nie bez kozery tak się nazywa, jest przy niej gniazdo bocianie. W zeszłym roku byliśmy świadkami, jak bociania matka przyniosła bocianiętom zaskrońca z pól bielawsko-okrzeskich. Młode przeciągały go jak linę. Aż się biedak rozerwał.

W tym roku ludzie przenieśli gniazdo na inny słup, obok starego. Ale nie widzimy w nim ruchu. Za to na domu obok:

Jedziemy dalej, a tam rozległa łąka, na której pasie się stadko koni. Są też źrebaki. Przyjemnie popatrzeć.

A wszystko to o kilometr drogi na południe od Powsina i od granicy Warszawy.

czwartek, 03 lipca 2008

W historii najnowszej Powsina jest wiele ciekawych wydarzeń, które z różnych powodów umykają kronikarzom. A szkoda, więc spieszę zapisywać, dopóki żyją ewentualni świadkowie.

Czy ktoś pamięta katastrofę samolotu szkoleniowego Iskra w lecie 1969 roku na powsińskich polach? Właśnie zbliża się rocznica. Oto relacja z tego wypadku:  http://lotnictwo.net.pl/viewtopic.php?p=246896.

Pan Jacek Jarzecki z Florydy wspomina: "Skoro już o Iskrach i katastrofach... Czy ktoś może dorzucić więcej detali, np. nr taktyczny, o Iskrze straconej (prawdopodobnie) w katastrofie w lipcu 1969 roku w Powsinie pod Warszawą? Byłem nieomal naocznym świadkiem zdarzenia, ale numeru nie pamiętam. Stało się to w trakcie przygotowań do defilady z okazji 25-lecia PRL. Mieszkałem w domkach kampingowych w Powsinie, na górce. Takie wczasy na skraju miasta. Maszyny odrzutowe właśnie gdzieś nad tą częścią Lasu Kabackiego rozchodziły się po przelocie nad stolicą. Pewnego dnia dało się słyszeć inne niż zwykle buczenie silnika, takie basowe, przerywane, jakby nie wchodził na obroty. Za moment tuż nad drzewami przemknęła Iskra, znacznie niżej niż zwykle. Samolot zrobił jeszcze dwa, trzy okrążenia, ciągle tracąc wysokość. Pobiegliśmy z kumplem na skraj lasu na stoku. Iskra w odl. ok. kilometra już siadała bez wypuszczonego podwozia na polach, częściowo zasłonięta zabudowaniami."

Odpowiada pan JacekB z Warszawy:"W czasie przygotowań do defilady z okazji 25-lecia PRL doszło na szczęście nie do katastrofy, lecz do awarii Iskry. Samolot nr 1H-0411 z 66 lpsz należał do grupy ośmiu Iskier, które miały towarzyszyć liderowi defilady An-12. W trakcie jednego z treningów ugrupowania nastąpiło uszkodzenie silnika. Samolot lądował przymusowo koło Powsina poza terenem zabudowanym i uległ zniszczeniu. Pilot mjr Kazimierz Marciniak uratował się. Zdarzenie miało miejsce 11.07.1969 r. Była też jedna ofiara śmiertelna tego niefortunnego lądowania - krasula, która moment wcześniej spokojnie szczypała trawkę. Widziałem jej szczątki z odl. 20-30 metrów. Prawe skrzydło samolotu miało wgniecenie na dobre pół metra na krawędzi natarcia."

I jeszcze taka adnotacja:"Przyczyną awarii było uszkodzenie silnika wskutek zniszczenia łopatek sprężarki. Pilot przerwał zadanie i bezpiecznie wylądował bez podwozia w terenie niezabudowanym 0,5 km na południowy-wschód od m. Powsin."

Czy ktoś jeszcze pamięta to wydarzenie? A czyja to była krasula, czyje pole? 0,5 km na południowy-wschód to okolice Bielawy lub Okrzeszyna?



Tę stronę oglądano już razy.







statystyka