wtorek, 31 lipca 2007

Męczą nas wieczne korki przy wyjeździe z Warszawy w kierunku Konstancina, więc każda informacja o przedsięwzięciach komunikacyjnych w tamtym rejonie są dla nas, Powsinian, nadzwyczaj i żywotnie interesujące.

Wpadła mi właśnie w ręce notatka z serwisu internetowego "Nad Wisłą - Gazeta Podwarszawska". Przedstawia ona mapkę zmian drogowych planowanych w Konstancinie.

Obwodnica – tranzyt poza miasto
Budowa obwodnicy Konstancina-Jeziorny, lub - jak szerzej ją się określa – obejścia drogi nr 724. Przedsięwzięcie to jest realizowane we współpracy z gminą Góra Kalwaria.

Warszawska – udrażnianie wąskiego gardła
Najbardziej doraźnym przedsięwzięciem, ale jednocześnie takim, które najszybciej zostanie zrealizowane, jest poszerzenie ulicy Warszawskiej o kolejny pas ruchu (od ul. Mirkowskiej w Klarysewie do granicy Warszawy). Projekt przebudowy ul. Warszawskiej to część dużego projektu obejmującego modernizację szosy nr 724 od granicy stolicy po centrum Góry Kalwarii. W ramach dokumentacji dwupasmowa „gierkówka” zostanie przedłużona do ul. Mirkowskiej. Druga jezdnia powstanie na zachód od obecnej ul. Warszawskiej czyli od strony gminy Piaseczno. Tutaj ogrodzenia zostaną przesunięte o kilkanaście metrów. W ramach przebudowy powstanie dwupasmowe rondo przy wjeździe do szkoły amerykańskiej i osiedla „Konstancja”. Rozpatrywano jeszcze budowę drugiego ronda - na skrzyżowaniu ul. Borowej z Warszawską, ale drogowcy nie wyrazili na nie zgody, wskazując na brak dostatecznej rezerwy niezbędnego do jego budowy terenu.

Czerniakowska bis – druga furta do stolicy
Zamierzeniem, które w dalszej perspektywie umożliwi dojazd do Warszawy alternatywną drogą, jest koncepcja budowy Czerniakowskiej-bis. Byłaby to niezależna od ul. Warszawskiej droga do Warszawy, odchodząca od obwodnicy Konstancina-Jeziorny na północ od Bielawy. Kierując się do Zawad i brzegu Wisły, wypadałaby w rejonie Trasy Siekierkowskiej w Warszawie. Czerniakowską-bis do swoich dalekosiężnych planów wprowadziły władze stolicy.

Chylicka – nadzieja dla Wierzbna, Skolimowa i Chyliczek
Samo wybudowanie obwodnicy Konstancina nie rozwiąże w pełni problemu ruchu samochodowego, który z ul. Warszawskiej kieruje się w zachodnie rejony gminy – do Chyliczek, strefy „A” Konstancina, Skolimowa Północno-Zachodniego, Nowego Wierzbna czy Czarnowa. Mieszkańcy tych terenów, aby dotrzeć do Warszawy, są obecnie zmuszeni do jazdy przez centrum miasta. Nowa trasa przechodziłaby przez niezabudowane obecnie obszary Podskarpia oraz Klarysewa i dalej ulicami Prawdziwka, Borową lub Wczasową. Wylot trasy znajdowałby się na rondzie przy osiedlu „Konstancja”, które zostanie zbudowane w ramach przebudowy ul. Warszawskiej.
To rozwiązanie już na etapie koncepcji budzi protesty i niezadowolenie, ale jest jedyną możliwością, aby po zabudowie jeszcze wolnych działek w zachodniej części gminy uniknąć korków na ul. Nowopiaseczyńskiej, przy wjeździe na rondo przy „Aurze” oraz udostępnić nowe tereny inwestycyjne Podskarpia i Klarysewa. Oczywiście zamierzenie wymaga gruntownego remontu starej części ul. Chylickiej, a szczególnie mostku na Jeziorce – co pozostaje w gestii Zarządu Dróg Powiatowych.

Ale kiedy to wszystko stanie się ciałem? Tego nie da się zgadnąć, pozostaje nam jedynie ufać opatrzności...

piątek, 27 lipca 2007

Wydaje się, że Powsin to tylko pola, las i budownictwo jednorodzinne. Otóż wcale nie, jest tu również przemysł. Dzisiaj o dwóch ważnych powsińskich przedsiębiorstwach.

 Jadąc ulicą Drewny mijamy dwa duże budynki firmy Transbit Sp.z.o.o. Aktualnie w firmie zatrudnionych jest przeszło 90 wysokiej klasy specjalistów, którzy tworzą zespoły konstruktorów-projektantów, programistów, instalatorów i serwisu oraz specjalistyczny dział produkcji. Oprócz projektowania i produkcji urządzeń łączności, automatyki i aparatury diagnostycznej wraz z oprogramowaniem firma zajmuje się także projektowaniem systemów łączności, teletransmisyjnych i teleinformatycznych. Jest też jedną z nielicznych firm realizujących dostawy sprzętu łączności specjalnej na po­trzeby MON, zarówno do stacjonarnego systemu łączności, jak i do obiektów polowych. Większość urządzeń produkowana jest w wersjach spełniających rozszerzone wymagania mecha­niczno-klimatyczne (do grupy N14 włącznie, zgodnie z WPN). Opracowuje również rozwiązania nietypowe, według założeń dostarczonych przez klientów.

 "Endo" jest chyba jedną z najbardziej znanych firm produkujących ubranka i zabawki dla dzieci. Oryginalne i fantazyjne, rzucają się w oczy. Ich sklep można znaleźć w TESCO na Kabatach. A w Powsinie, przy ul. Zakamarek, w czymś w rodzaju starego folwarku, znajduje się ich centrala i oddział produkcyjny. Firma zatrudnia 80 osób zajmujących się wymyślaniem, produkcją, drukiem, obsługą zamówień, administracją, księgowością i projektowaniem graficznym. Firma została założona w 1995 roku przez Joannę Bobulę i do dziś jest firmą bardzo "kobiecą". Celem firmy jest jakość, nie ilość - produkować rzeczy lepsze, nawet gdyby trzeba było robić ich mniej. Dlatego serie wyrobów "endo" są tak krótkie, niestety.

  

 Piszę o nich nie po to, by firmy te reklamować, ale byśmy zwrócili uwagę, że czas w Powsinie przyspiesza,  a tradycyjny pejzaz się zmienia. Nieodwracalnie.
środa, 25 lipca 2007

Powsin jeszcze nie wie, czy będą wybory w listopadzie, czy nie, i na kogo będziemy głosować. Jadąc ostatnio ulicą Gąsek z nielegalnego skrótu z Ursynowa widziałem na drodze padłego LiSa. Pewnie był wściekły. Więc do wyborów chyba nie dotrwa. Tym bardziej, że służby miejskie wcześniej powinny sie nim zająć i zutylizować.


Ale nie tylko LiSy się wściekają. W sobotnio-niedzielnej „Rzepie” partyjny profesor z Krakowa, Ryszard Legutko, pisał: Zajmowałem się parę dobrych lat tematem: intelektualiści a ideologia, i tym, czemu tak wielu z nich poparło komunizm. Jedną z odpowiedzi jest to, że w środowisku intelektualnym działa instynkt stadny, reagowanie tłumne. To nie jest typowe tylko dla polskiej inteligencji. „Stado niezależnych umysłów” – to wyrażenie z języka angielskiego dobrze oddaje ów fenomen. Najciekawsze jest to, że intelektualiści odmawiają uznania tego faktu. Tymczasem jest cała socjologia zachowań intelektualistów. Można ich opisywać, jak opisuje się rolników czy biurokratów, z tym że są jeszcze bardziej przewidywalni. Dalej wicemarszałek Senatu odnosił się do mitu, jaki narósł wokół słynnej wypowiedzi Ludwika Dorna na temat „wykształciuchów”: ...to jakiś absurd pokazujący stopień antypisowskiej zapiekłości. Dorn powołał się na Sołżenicyna, wskazując na pewną grupę społeczną, która z wykształcenia nie czyni szczególnego pożytku dla zrozumienia rzeczywistości. Rzecz jest znana i raczej mało kontrowersyjna. Polscy intelektualiści, zamiast wymyślać Dornowi od magistrów, mogli zrobić przypis, że ich zdaniem Sołżenicyn powiedział zupełnie co innego, albo że tłumaczenie tego słowa przez Zimanda jest niedobre, albo że ten schemat nie stosuje się do Polski. Cokolwiek, co dałoby sygnał, że oni w ogóle zrozumieli wypowiedź Dorna. Tymczasem oni nawet nie próbowali zrozumieć, lecz natychmiast podnieśli rwetes: „On nas obraża, bo nazywa ludzi wykształconych wykształciuchami”. To żałosne przecież. (Rzeczpospolita, 21-22.07.2007). 


Być może mądrości profesora Legutki nie zasługują na więcej niż wzruszenie ramionami, ale z drugiej strony to on pewnie zostanie pierwszym rektorem Uniwersytetu IV Rzeczpospolitej, więc może trzeba się nad nimi zastanowić...  Otóż ulubiona teza profesora, że poparcie komunizmu przez intelektualistów wynika ze stadności myślenia wydaje się słabo uzasadniona. Jest ona z gatunku hipotez podobnych do tej: „Media krytykują rząd i partię, bo dziennikarze zapisali się do PO”, albo „..., bo w redakcjach są ludzie WSI”. Ockham kiedyś twierdził, że nie należy tworzyć bytów ponad potrzebę. Po co konstruować tak skomplikowaną hipotezę, jeżeli prostsza lepiej opisuje rzeczywistość. Czyż nie jest bardziej prawdopodobne, że dziennikarze krytykują rząd, bo to rząd, a nie opozycja jest siłą sprawczą. A co to za przyjemność krytykować opozycję, która nic nie może. Media zawsze krytykowały rząd, jaki on by nie był, i jest to ich rola.


Podobnie jest z intelektualistami. Jako jednostki wrażliwe na krzywdę i niesprawiedliwość intelektualiści przedwojenni z natury swojej sprzyjali lewicowemu poglądowi na świat. Komunizm przyszedł, obiecał równość i sprawiedliwość bez względu na rasę i kiesę, więc wzruszył delikatne, inteligenckie sumienia. A gdy oszustwo stało się widoczne, to właśnie intelektualiści byli na frontowej barykadzie walki z systemem, czego pan Legutko nie dostrzega, a może z jakichś względów chce wyprzeć z pamięci.


A co do stadności myślenia... czymże jest ta rzesza samodzielnie myślących miłośników partii i rządu grasująca w internecie? Jak Fotyga umiera za pierwiastek, to krzyczą „hura, umrzemy i my!”, a jak wraca bez pierwiastka to wrzeszczą „wiekopomny sukces!”, jak jeden z nich pyta w czym jest ten sukces, to całe stado wyklina go od zdrajców. Pewnie są to ci "żoliborscy inteligenci", których wzorcem z Sevres jest Pan Premier.


Tymczasem ta „stadna” według Legutki inteligencja tym się różni od „żoliborskiej”, że nie wierzy hasłom, nie biegnie na zew, tylko patrzy, dziwi się, zadaje kłopotliwe pytania. „Stadna” inteligencja, wdzięcznie zwana wykształciuchami, jest wyczulona na dwulicowość i fałsz, niesprawiedliwość i niemoralność. To dlatego nie chce głosować na partię rządzącą. To dlatego przywódca partii i rządu stwierdził ostatnio, że na nich nie liczy i ma ich gdzieś.


I myli się profesor Legutko twierdząc, że inteligencja obraża się za określenie „wykształciuchy”. Jest to tak samo celne i odkrywcze określenie jak tuskowe „mohery”. Konstytuuje i syntetyzuje tożsamość pewnej grupy. Być wykształciuchem, to brzmi dumnie. Pisałem kiedyś ( http://powsinoga1.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?14,1 ) o definicji użytej przez L.Dorna. Kładła ona nacisk na „repulsję kulturową”. Wielbiciele Dorna nie przeczytali jego wywiadu i nie rozumieją tej definicji, więc dzisiaj używa się tego określenia jako epitetu oderwanego od właściwej warstwy znaczeniowej. Ale przy całej swojej małpiej złośliwości Dorn słusznie zwrócił uwagę na to, że inteligencja kulturowo odrzuca źródła sukcesu partii i rządu, jego bazę społeczną i metody działania. I niewątpliwie rację ma przywódca partii i rządu, że może na nią nie liczyć, i że ona też ma go tam, gdzie on ją ma.


Dziś jechałem znowu ulicą Gąsek - LiS już sprzątnięty. Chyba wyborów nie będzie.

wtorek, 24 lipca 2007

Zaprzyjaźniony stolarz z Powsina, który robił schody w moim domu, przekonywał mnie kiedyś:

- „Ja to słucham tylko Radia Maryja i Telewizji Trwam, bo tylko one mówią prawdę. Inne media kłamią i są na usługach obcych.”

Sąsiad, który przywozi mi regularnie pyszną fasolkę, ogórki czy sałatę ze swojego ogródka, czasem wciąga mnie w dyskusje polityczno-religijne inspirowane jego ulubionym radiem:

- „Wie pan, dlaczego teraz w tych komercyjnych radiach taka moda na akcentowanie ostatniej sylaby? Ja się tym interesowałem, w Radiu Maryja mówili, ale sam też to zauważyłem. To z języka hebrajskiego! Sam pan widzi, kto rządzi mediami.”

Sąsiad, jako czynny członek Rodziny RM, w ostatnią niedzielę kwestował przed naszym kościołem na rzecz swojego medium. Ale tym razem wychodzący po Mszy jakoś tak chyłkiem omijali podstawianą im puszkę. Ojciec Dyrektor ma ostatnio złą prasę. Wątpliwości? Wpływ mediów liberalnych i polskojęzycznych? Sukces wrogów Kościoła?

Mało ostatnio podróżuję, więc mój kontakt z „katolickim głosem w moim samochodzie” jest bardzo sporadyczny. Kiedyś lubiłem słuchać katechez, zwłaszcza gdy dość ciekawie prezentowano nowo-opublikowany Katechizm KK. Za to audycje publicystyczne zawsze były z gatunku paranoicznego kabaretu, więc słuchałem soczystszych kawałków, kiedy miałem nastrój na taki gatunek rozrywki. Przebojem były felietony pod hasłem „Spróbuj pomyśleć”, gdzie prezentowano technikę skutecznego „myślenia inaczej”. A „Rozmowy niedokończone...”, palce lizać! Dobór „kabareciarzy” smakowity, ostatnio co wybitniejsze osoby z partii i rządu, znakomicie wczuwające się w poetykę spektaklu. Napięcie, horror, osaczenie, zagrożenie, spiski, wynarodowienie, Żydzi, masoni, Niemcy i wszelka swołocz. I komuniści! Ratunek i wybawienie tylko w "naszym radiu". Ono, jako jedyne, jest krynicą prawdy wszelkiej. Przy tym jakże emocjonujący udział publiczności! A lekkie i swobodnie gramatyczne (licencja poetyczna) komentarze Ojca Dyrektora! Genialne! Może nawet lepsze niż „Szkło Kontaktowe” w TVN-24.

A propos telewizji, na osobną uwagę zasługuje Telewizja Trwam, która wyposażona w technikę wizyjną godną XXI wieku prezentuje tak amatorski wdzięk, że konkurować z nią może chyba tylko Superstacja. Tylko tam można napawać się patriotyzmem orkiestr wojskowych i radosnym optymizmem Andrzeja Rosiewicza, a sztywniactwo i namaszczenie „cywilnych” prezenterów nie ma sobie równych.

I dlatego nie rozumiem, czemu te zabawne media wzbudzają taką nienawiść niektórych środowisk. Czyż my, świeccy katolicy, powinniśmy walczyć z inicjatywą redemptorystów? A niewierzący? Cóż ich to może obchodzić! Że kształtują obraz świata i Polski niezgodnie z przekazem Ewangelii, z logiką i rzeczywistymi faktami? A mało to w publicznym obiegu innych bzdur wymieszanych z dobrymi chęciami, żeby akurat piętnować to jedno źródło? Zostawmy Ojca Dyrektora władzom zakonnym i kościelnym! Jeżeli według jednych z nas jest to „cud nad Wisłą”, to i tak nie jest to powód, by z parasolką w ręce śpieszyć mu na odsiecz. Jeżeli według innych media te ośmieszają Kościół Katolicki i szerzą zgorszenie, zostawmy decyzję władzom kościelnym. Jeśli one sobie z tym nie poradzą, bo podzielają „badziewny katolicyzm” Ojca Dyrektora, to będzie to strata dla autorytetu Kościoła. Nie pierwsza, nie ostatnia.

Miły sąsiedzie z Powsina, chętnie płacę za Twoją sałatę i fasolkę, bo jest to towar pierwszej jakości. Ale Twoją puszkę będę omijał z daleka, bo nie chcę finansować tandety i zgorszenia. Nawet jak czcigodni ojcowie redemptoryści będą zapewniać, że jest to najbardziej katolicki głos, to co najwyżej będzie on głosem w moim samochodzie. Ale nie przejmuj się. Ty też masz prawo do ekspresji i wolności słowa. Alleluja, i do przodu!

 

poniedziałek, 23 lipca 2007

Pod wrażeniem tragicznego wypadku pielgrzymów pod Grenoble profesor Sadurski w Salonie24 zacytował piękny wiersz o śmierci, napisany przez amerykańskiego poetę Josepha Lisovsky'ego. Pozwolę sobie powtórzyć i przetłumaczyć:

Death's Silence

 

Death's silence is a storm
that cracks trees
breaks leaves
from dawn to dusk.
Until there is nothing
but bare wood.
And night becomes a dark terror
that cannot scream.

It is sudden,
complete.
Like the snapping
of a neck.  

(Joseph Lisowski, 2d River, Summer 2000

 

 ===================================

 

Cisza śmierci jest jak burza

łamiąca drzewa

zrywająca liście

od świtu do zmierzchu.

Aż pozostanie

nagie drewno.

A noc stanie się ciemnym przerażeniem

niezdolnym do krzyku.

 

Jest nagła,

skończona.

Jak skręcenie karku.

piątek, 20 lipca 2007
Budownictwo w Powsinie jest jak żywioł. Ani się człowiek spostrzeże, jak cztery kilometry pól między Powsinem a Wilanowem znikną i znajdziemy się w środku miasta. Deżawju? Gdy sprowadzałem się na Ursynów w 1981 roku, za moim domem była tylko ulica Płaskowickiej i sady, pola, sady, pola - po las kabacki. Dzisiaj ul. Płaskowickiej dzieli miasto Ursynów na pół.

Przeczytałem właśnie, że firma deweloperska "Sedno" wybuduje osiedle domów jednorodzinnych w inwestycji "POD MODRZEWIEM" w Powsinie przy ul. Przyczółkowej. Osiedle będzie obejmowało 16 budynków w zabudowie bliźniaczej oraz 1 budynek wolnostojący. Będą do wyboru dwa rodzaje powierzchni użytkowych domów - typ A 224,21 m2 i typ B 170,88 m2 na działkach od 450 m2 do 745 m2. Planowany termin realizacji inwestycji - grudzień 2008/styczeń 2009.

Osiedle stanie u wlotu ulicy Przyczółkowej, na samym początku Powsina od strony Wilanowa. Tym samym przybliży nam Powsin do Warszawy.

czwartek, 19 lipca 2007

Dziś w kąciku powsińskiej poezji zaangażowanej przedrukowujemy debiut wielce utalentowanego i obiecującego poety Jarosława K. Wielkie brawa i gratulacje w związku z pierwszą rocznicą pracy twórczej.

Nie jestem agresorem

Hipokryzja w naszym życiu publicznym

Osiągnęła niebywałą wręcz skalę.

Naprawdę wstyd,

Wielki wstyd.

Ale my

Nie mamy żadnego powodu,

Żeby się czegokolwiek wstydzić w tej sprawie.

To inni się będą wstydzić,

Gdy fakty ujrzą światło dzienne.

Podwójność jest podejrzana,

Trochę śmieszna

I zawsze wygodnie się do niej odnieść.

Lecz naszą zasadą

Jest równość wobec prawa,

Co znaczy,

Że można działać przeciwko wszystkim.

Najpierw więc  stańmy do tej bitwy,

A później się zobaczy.

My uważamy,

Że będzie dla nas

Skrajnie trudna.

Na tę bitwę pójdziemy.

Jaki będzie wynik, zobaczymy.

Ale w żadnym razie

Nie zamierzamy się poddać,

A nawet

Mam nadzieję,

Że wygramy.

Mówię o zwycięstwie względnym.

Nie będziemy mieć bezwzględnej większości.

Cudów nie ma.

Jestem jednak przekonany,

Że możemy

Powalczyć o pierwsze miejsce.

A jeśli tak będzie,

To otworzą się

Bardzo różne możliwości.

Niczego z góry nie odrzucamy,

Ale pod warunkiem, że zasady

zostaną zachowane.

Bo naszą zasadą

Jest równość wobec prawa,

Co znaczy,

Że można działać przeciwko wszystkim.

Jarosław Kaczyński, „Rzeczpospolita”, 19 lipca 2007

wtorek, 17 lipca 2007

Uwaga Powsinianie! Ważna sprawa chyba dla nas wszystkich. Urząd Miasta Stołecznego ogłasza, że ma dla nas plan zagospodarowania przestrzennego jednego z ważniejszych kawałków Powsina i zaprasza do degustacji.

W dniach od 2 do 31 sierpnia 2007 r. w siedzibie Urzędu m. st. Warszawy,
PKiN, pl. Defilad 1, piętro XVII, w godz. od 10.30 do 15.30 będzie wyłożony  do publicznego wglądu projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego rejonu ulicy Przyczółkowej wraz z prognozą oddziaływania na środowisko, "obejmującego teren ograniczony:
- od północy - północną granicą dz. ew. nr 86/5 z obrębu 1-06-86 oraz jej
przedłużeniem w kierunku zachodnim,
- od wschodu - wschodnią linią rozgraniczającą ul. Waflowej oraz granicą m.
st. Warszawy,
- od południa - granicą m. st. Warszawy,
- od zachodu - zachodnią linią rozgraniczającą projektowanej ulicy Przyczółkowej.

Dyskusja publiczna nad przyjętymi w projekcie planu miejscowego rozwiązaniami odbędzie się w dniu 20 sierpnia 2007 r. w siedzibie
Urzędu m. st. Warszawy, PKiN, pl. Defilad 1, piętro XX, pok. 2018, od godz. 11.00.

Zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy, każdy kto kwestionuje ustalenia przyjęte w
projekcie planu miejscowego, może wnieść uwagi. Uwagi należy składać na piśmie do Prezydenta m.st. Warszawy z podaniem imienia i nazwiska lub nazwy jednostki organizacyjnej i adresu, oznaczenia nieruchomości, której uwaga dotyczy, w nieprzekraczalnym terminie do dnia 17 września 2007 r."

poniedziałek, 16 lipca 2007

Wróciłem. Po słońce i upał. Jednak w Powsinie najlepiej.

Chociaż Hel jest też uroczym miejscem. Przede wszystkim nie tak tłocznym jak Jurata, Jastarnia czy Władysławowo.

W politycznym Powsinie wrze jak w kociołku grochówka, a tymczasem ja zabawiałem się tak.

Ciekawe, czy na jeziorze Lisowskim pozwolą mi tak lecieć za motorówką? Pewnie nie, bo ryby wypłoszę. I jak tu mam pracować nad moją żabowatą sylwetką pod parasolem, kiedy dzisiaj Ryby decydują o polityce i składzie rządzących koalicji?

piątek, 06 lipca 2007

Jeszcze w filuternie romantycznym nastroju wracam do Powsina. No i patrzcie państwo, ledwie nasz Prepozyt opuścił swą parafię, udając się na zasłużony odpoczynek nad morze, pogoda też nas opuściła, leje i wieje aż strach.

Z tym opuszczeniem to tak, że jak kot wyjechał, myszy zaczynają harcować. Dzisiaj od rana w powsińskiej radzie dyskusja, czy nasza delegacja w Radzie Warszawy to sukces odniosła, czy wręcz sromotną porażkę. Wygląda na to, że dwa w jednym, czyli i to i to. No bo Lisy chciały negocjować dzielenie liczby ryb w jeziorze Lisowskim przez pierwiastek z szerokości szosy do Okrzeszyna. Tymczasem Latoszki uznały, że nie ma co umierać za ten pierwiastek i lepiej zachować system konstanciński tuczenia karpi jeszcze przez sześć miesięcy, a jak przyjdzie zima, to się zobaczy, a najwyżej porozmawia się z panią Janiną z Okrzeszyna. Najgorsze, że nasz Kościelny nieopatrznie skrytykował panią Lisową, która te negocjacje wygrała, czyli przegrała, że nie rozumie a ona nie chce mu powiedzieć, co z tego wyszło. Jak przewodniczący straży ochotniczej z Powsina to usłyszał, to fru Kościelnego, i teraz nie ma komu sprzątać przed kruchtą.

I co to będzie, jak Prepozyt wróci znad morza! A będzie zły, bo pogoda fatalna.

Słońca w duszy wszystkim życzę i żegnam sie na tydzień, bo też jadę nad morze. Na Hel, szlakiem Angeli i Georga juniora.

 
1 , 2


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka