czwartek, 29 marca 2007

Wiem, że przynudzam. Z góry przepraszam - zwłaszcza zagramanicznych czytelników. Znajomi mówią, że lustracja musi być moją pasją w ostatnich tygodniach. Tak jak w tym dowcipie: - Pan to musi kochać swoją żonę - mówi jeden facet do drugiego. Oj, muszę, muszę - odpowiada tamten.

Jak pamiętacie z poprzednich wpisów, realizowana obecnie ustawa "O dostępie...." czyli o lustracji dotyczy 53 kategorii podejrzanych. O, przepraszam, pełniących funkcję publiczną.

Jestem drobną płotką naukową w instytucie zajmującym się naukami technicznymi i niekształcącym (brr, nie lubię tej nowej ortografii!) studentów, więc zgodnie z ustawą już mnie moja dyrekcja zapytała, czy nie byłem gnidą, a ja zgodnie z moją najlepszą wiedzą odpowiedziałem, że nie byłem. Teraz wszystko w rękach "historyków z IPN".

A teraz refleksja. Na moim przykładzie stwierdziłem, że twórcom ustawy chyba nie mogło chodzić o masowe zbieranie karteczek od każdego napotkanego podejrzanego z 53 kategorii. Jeśli nie byli skończonymi idiotami, to musiało im chodzić raczej o tych kilkanaście, no kilkadziesiąt osób, którym trzeba dokopać, ale nie ma jak się do nich dobrać. Trzeba więc było dać kopa wszystkim 700 000 z tych 53 kategorii. Wtedy tych kilkudziesięciu dostanie po tyłku, a "Pan Bóg swoich i tak rozpozna". Wszak gdzie drwa rąbią tam wióry lecą. A lepiej zlustrować jeszcze 100 tysięcy, niżby się jedna gnida miała uchować.

Patrząc na to z tej strony muszę przyznać, że Kościół wbił ostatnio nóż w plecy Drużynom Lustracyjnym. Twórcy ustawy zapomnieli o konkordacie, więc kościelni antylustratorzy podnieśli krzyk, że księża redaktorzy oraz księża profesorowie nie spowiadają się przed władzą świecką! I tu sprawa się rypła, ojciec Tadeusz uratowany.

Czego państwu i Państwu życzę na dobranoc.


niedziela, 25 marca 2007

Wieś Powsin?

Nieee! To nowiutkie osiedle, bardzo ekologiczne, przy ulicy Dobrodzieja. Co ten Dobrodziej dobrego uczynił i dla kogo, tego nie wiem. W każdym razie sąsiednia uliczka jest Starodawna.

Pozdrawiam serdecznie mieszkańców tego osiedla, bo wiem, że aktywnie się publikują na różnych forach internetowych. A zwłaszcza pozdrawiam powsińską gwiazdę feminizmu z tamtej okolicy! Radosnej wiosny życzę.

piątek, 23 marca 2007

Pilar Rahola, Oleksy i Trybunał Praw Człowieka - tyle awantur przetoczyło się w ostatnich dniach przez Powsin, że naprawde nie wiem, co warto umieścić w tym pamiętniku!

Była w Powsinie pewna panna. Brzydka, nieposażna. W dodatku strasznie nosek zadzierała i na wszystkich z góry patrzyła, bo była bardzo cnotliwa, jak sama twierdziła. Co prawda niektórzy szeptali, że jak była młodsza, to...e, nie, to tylko plotki. No i narzekała, że nikt z Warszawy jej nie rozumie i nie chce jej słuchać. Zresztą sama do Warszawy nie jeździła, bo i po co. Wiecie, która to...?

Nieoceniony Władysław Bartoszewski - tak, tak, ten agent sowiecki, jak w skrócie myślowym określił go minister Antoni - mawiał, że jak panna brzydka i biedna, to przynajmniej niech będzie miła. Ale agentów teraz nie słuchamy, więc nasza polityka zagraniczna jaka jest, każdy widzi. Ostatnim naszym sukcesem był skandal wywołany przez artykuł w lewicowej, hiszpańskiej gazecie "el Pais", napisany przez niejaką Pilar Rahola. Wypisała w nim szereg bzdur, ale czego można się spodziewać po wielbicielkach Zapatero. Tymczasem nasza Panna uniosła się honorem i robi raban na całą Europę! I grozi, że znowu puści zagraniczną gazetę w skarpetkach za takie łgarstwa. Przypominam sobie, że już jedną niemiecką zeitung miała puścić w kartofle. 

Wszystko byłoby bardzo zabawne, bo nawet normalni Hiszpanie pukali się w głowę po przeczytaniu tekstu pani Pilar. Ale dodawali przy tym, co zacytuję:

"We cannot understand how the Polish gov´t can label as "traitors" those who fought for the first democratic gov´t overthrown by the fascists and nazis (Spain before Poland). The Polish gov´t is also erasing the names of the famous battles of Jarama, Belchite and Guadalajara from the tomb of the unknown soldier in Warsawa. Shame Shame Shame Shame!!!!!!!!!!!!! "

Nawet jeśli to byli żołnierze tego komunisty, co się kulom nie kłaniał, to przecież nie tylko. A w dodatku Hiszpanie ich kochali. No, Panno, bądź chociaż miła, jeśli nie masz nic innego do zaoferowania! A jak nie, to nie rycz, jak Cię obszczekują burki po powsińskich podwórkach.

A na dodatek Trybunał Praw Człowieka. 25 tysięcy euro za życie! A może 25 tysięcy euro za oczy? Nie będą nam euro-lewacy zabraniać zabraniać. Awantura aż po Zapłocie. A tu okazuje się, jeśli spokojnie przeczytać, że im chodzi o elementarz prawodawstwa. Jeśli uchwala się prawo - dowolnie mądre, czy głupie - Trybunał nie analizuje tego prawa (w tym wypadku), tylko czy istnieją procedury, dzieki którym obywatel i państwo wiedzą, jak z tego prawa korzystać. Jeśli władza wydaje decyzję na podstawie tego prawa, to musi przewidzieć procedurę odwoławczą. A takiej nie było, więc Tysiąc trzeba zapłacić. W euro.

Ale i tak nic nie przebije Józefa O. A propos, najlepsze życzenia imieninowe. Spóźnione, ale się na pewno przydadzą. Józef O. przy wódeczce odreagował swoją krzywdę, wyżalając się znanemu nagraniowcowi G. do mikrofonu na swych paskudnych kolegów, którzy pominęli go w kolejce do konfitur (niskosłodzonych, ale w przyszłości, kto wie). A oni teraz huzia na Józia - że niby pijany kretyn i zdrajca. Trzeba, psiakrew uważać, z kim się pije i co się mówi. Nawet w Powsinie. A ja wzorem Józia "idę czytać, to będę k... jak brzytwa". Czego i Państwu życzę.

środa, 21 marca 2007

W kalendarzu i na powsińskich polach wiosna - wiosenny wieje wiatr. I siąpi deszczyk. Zimno, ciemno, nieprzyjemnie.

No i nie wiadomo, czy wolno utopić Marzannę, czy nie wolno? Minister wiedzy wszelkiej nie wypowiedział się w sprawie apelu lubelskich automobilistów, którzy zwrócili uwagę, że ten pogański zwyczaj może odciągnąć młodzież naszą niewinną od chrześcijańskich korzeni Europy. W dodatku barbarzyństwo to prowokuje dziatwę do wagarów, które złem są same z siebie. Nie mówiąc o tym, co się tam na tych wagarach może jeszcze zdarzyć. A przecież zło trzeba ogniem i mieczem karczować, bo człowiek słaby jest i zły z natury.

A przy tej okazji nasunęła mi się refleksja następująca. Odwieczny konflikt między liberałami (również łże-liberałami) a nie-liberałami (niezależnie od światopoglądu) sprowadza się do sporu o antropolgię manichejską. Nie-liberałowie twierdzą, że zły jest człowiek i tylko przemocą i strachem można utrzymać go na drodze dobra. Nie-liberałowie wiedzą najlepiej, gdzie jest ta droga. Liberałowie zaś twierdzą, że podstawowymi atrybutami człowieczeństwa są wolność i odpowiedzialność. Dialektycznie można by stwierdzić, że złem jest zniewalanie człowieka, nawet w celu poprowodzenia go drogą dobra, bo pozbawia go to szansy samodzielnego poniesienia odpowiedzialności za swój dobry wybór, odbiera mu więc nagrodę za etyczne postepowanie.

Jakiś czas temu Adam Michnik opublikował esej o liberaliźmie i Piłacie. Otóż postawa Piłata była niczym postawa liberałów - przedstawiam wam moje wątpliwości, ale jesteście wolni, zrobicie co wam sumienie powie, ja umywam ręce i nie odpowiadam za wasz uczynek. 

Dzisiejsze kłótnie o artykuł 30 czy 38 konstytucji można odnieść do tej właśnie  paraboli. Jedni chcą zabezpieczyć złego człowieka przed popełnieniem niegodziwości krępując go restrykcyjnym prawem - lub, inaczej mówiąc, chcą uratować dobro przed złym i niegodziwym człowiekiem. Drudzy odrzucają restrykcje, bo wierzą, że dobry z natury człowiek nie popełni niegodziwości, jeśli może wybrać dobro zamiast zła. Chociaż Ci drudzy wyglądają, jakby chcieli umyć ręce, to budzą moją sympatię, bo postawa tych pierwszych kwestionuje moje człowieczeństwo i sens istnienie sumienia.

Tylko czy jedni i drudzy naprawdę wiedzą, jaka jest hierarchia dobra w każdej sytuacji i jak rozwiązywać konflikty między różnymi wartościami, skoro nawet nie umieją rozwiązywać konfliktów społecznych, które sami wywołują...

wtorek, 20 marca 2007

Kluska, męczennik urzędów skarbowych, chorążym nowego trendu w polityce partii i rządu. Od wczoraj wczytujemy się w wieści o jednym okienku i wszelkich ułatwieniach dla przedsiebiorców. Mam nadzieję, że tylko tych przedsiębiorców, którzy nie są w ukladzie!

Symbolem tego nowego trendu jest "jedno okienko" i skrócenie procedury zakładania firmy.

Mam tu własne doświadczenia, bo zdążyłem założyć firmę, przez trzy lata ją prowadzić i zlikwidować. I muszę powiedzieć, że moim głównym problemem nie było to, że założenie trwało jeden miesiąc. I nie sądzę by ten jeden miesiąc i konieczność odwiedzenia w tym czasie trzech urzędów powstrzymywała przedsiębiorców od zakładania firm. Tym czymś jest to, co nastepuje później.

Dla małego przedsiębiorcy, który nie dysponuje dużym buforem kapitałowym, zawsze problemem są rozliczenia z fiskusem, ostrożność w klasyfikowaniu wydatków i dokumentowaniu operacji, płacenie i odzyskiwanie VAT-u. Działanie na granicy płynności finansowej stanowi wielkie ryzyko, bo fiskus nie ma litości i bez żalu zarżnie krowę, nawet jeśli co miesiąc przynosi bańkę mleka, byle tylko przepisom stało się zadość.

Ale fiskus to są pieszczoty w porównaniu z ZUS-em. ZUS jest jeszcze lepszym poborcą podatkowym. Gdy wpłacona mu kwota jest za niska lub opóźniona, wyegzekwuje ją natychmiast. Gdy przez pomyłkę przedsiębiorca wpłaci za dużo, odzyskanie jej jest niemożliwe lub wymaga wysiłku i determinacji godnej Kluski. ZUS stosuje zasadę wielokrotnego poboru składki zdrowotnej(np. jeśli przedsiębiorca jest zatrudniony w kilku przedsiębiorstwach - swoich i obcych), ale tylko z jednej z nich wypłaci świadczenie (np. chorobowe). O urlopach macierzyńskich przedsiębiorczyń nie wspominając.

A pozwolenia, koncesje, świadectwa... Dają urzędnikom władzę nad przedsiębiorcą, pozwalają panować nad jego zyskiem. A przez pewną uznaniowość i nieprzejrzystość procedur skłaniają przedsiebiorcę do dzielenia się tym zyskiem z szafarzami pozwoleń, udzielaczami zamówień, itp. Jak to nazywacie? Korupcja? CBA? Fe!

A co do jednego okienka, przypomniało mi się jak kilka dni temu chciałem odebrać dowód rejestracyjny w Urzędzie w Wilanowie. Stworzono tam system z salę obsługi mieszkańców, żeby petenci nie musieli szukać urzedników po pokojach. W rezultacie system izoluje petentów od pokoi i urzędników, ale w niczym nie przyspiesza ich obsługi, a nawet (o paradoksie Kluski!) spowalnia. Dawniej wchodziło się do pokoju i siedziało, aż urzędnik załatwił naszą sprawę. Teraz "jedno okienko" zbiera kilka spraw i przesyła gdzieś do pokoi na pietrach. Potem się czeka, aż cała partia spraw zostanie załatwiona. Najdłużej czeka ten pierwszy. Dzięki temu jest i prawo i sprawiedliwość.

Ale postęp też jest. Może się w końcu sprawdzi to, co w niedzielę powiedział "żelazny" Ludwik?

P.S. A w niedzielę Ludwik mówił też, że skoro wykształciuchy nie kochają, to partia będzie ich kochać, kochać, tak kochać aż pokochają! To mi pachnie Kingsajzem!

poniedziałek, 19 marca 2007
Dziś dowiedziałem się, że jestem za, chociaż nawet jeszcze nie wiem, że to mi się przydarzyło, i kiedy to się stało. A zapewnił mnie o tym jeden z moich ulubionych przywódców partii i rządu. Dziękuję żelaznemu Ludwikowi, ja prosty wykształciuch, za to wyjątkowe dowartościowanie, jakim mnie obdarzył u progu wiosny. Dzięki temu łatwiej przeczekam chwilowe, miejmy nadzieję, obniżenie temperatury i przyhamowanie wegetacji. No patrzcie, mówi, że jestem za, chociaż... Muszę się nad tym pozastanawiać. Miłego dnia.
sobota, 17 marca 2007

To już trzeci dzień, kiedy budzimy się w nowym, oczyszczonym, IV Powsinie. TW jakby wymiotło. Niestety śmiecia nie wymiotło, ale już zaczyna być zielono, więc śmieć sam zaraz zniknie.

Na razie jest jeszcze zimno i wietrznie, ale po krótkim spacerze po Zapłociu zostało mi kilka pamiątek - pierwsze ślady powsińskiej wiosny.

Więc życzę wszystkim słonecznej niedzieli.

wtorek, 13 marca 2007

Jakoś się odwleka nasza wycieczka autobusem 139 na piknik na powsińskich błoniach! Wczorajsze doniesienia z kręgów zbliżonych do Klubu Kultury mówią o połączeniu obchodów rocznicowych tej linii z dniem dziecka. Niech sie maluchy powożą zabytkowym "ogórkiem".

A w najbliższe dwie niedziele (18.03 i 25.03) w Sanktuarium o 16.00 koncerty pieśni pasyjnych. W programie najpiękniejsze pieśni kompozytorów baroku. Wstęp jak zwykle wolny.

poniedziałek, 12 marca 2007

Światło wpływa na rodzaj metafizycznej relacji, jaka towarzyszy naszym wizytom w świątyniach. Mrok i świece sprzyjają skupieniu, myślom o  eschatologicznej tajemnicy. Kolor i smugi świetlne, malowane przez promienie słońca przechodzące przez witraże, przynoszą radość i ukojenie. Rzęsisty blask kandelabrów, strumienie światła padające z reflektorów dają poczucie wielkości, potęgi i wzniosłości. Kościół powsiński w swojej dzisiejszej wersji jest kościołem jasnym, otwartym, piękne witraże budzą podziw, ale nie dominują. Za to gdy włączy się wszystkie światła...!

"Nowe oświetlenie ołtarzy zrealizowała niedawno firma KRULEN Technika Świetlna. Do oświetlenia Sanktuarium wybrany został profesjonalny sprzęt oświetleniowy firmy ERCO GmbH. Niezwykle piękny, pochodzący z XVIII wieku, drewniany, barokowy ołtarz główny oświetlono reflektorami Optec z soczewkami owalizującymi oraz ściemniaczami. Reflektory zostały zamocowane do 3-fazowych szynoprzewodów umieszczonych na gzymsach. Centralne miejsce w ołtarzu głównym z cudownym obrazem Matki Bożej Tęskniącej oświetlono oprawami Optec o skupionej wiązce światła. Do oświetlenia sklepienia użyto opraw asymetrycznych Trion. Ołtarze boczne zawierają XIX wieczne obrazy. W prawej nawie znajduje się obraz Świętej Rodziny z 1890 roku, zwieńczony owalem z wizerunkiem św. Wincentego a Paulo. W nawie lewej natomiast umieszczony jest obraz przedstawiający św. Elżbietę Węgierską, patronkę parafii, a w górnym owalu - św. Jana Ewangelistę. Oba ołtarze oświetlono reflektorami Pollux z regulowaną wiązką światła oraz ściemniaczami.

We wszystkich reflektorach zastosowane zostały elektroniczne transformatory, co umożliwia regulację poziomów natężeń oświetlenia. Wzornictwo opraw użytych w projekcie jest neutralne i nie ingeruje we wnętrze świątyni..."

Tak piszą specjaliści techniczni, którzy zrealizowali to przedsięwzięcie. A my możemy tylko podziwiać, albo trochę podyskutować z tezą o neutralności wzornictwa opraw. Ale gusta bywają różne...a efekt widać na zdjęciach, ale najlepiej odwiedzić i  ocenić na własne oczy.

Fot. f-ma KRULEN, Warszawa

piątek, 09 marca 2007

To nie będzie CASTORAMA! Odszczekuję i przepraszam. To będzie coś więcej, to będzie "Rynek powsiński". Warto się nad tą inwestycją zastanowić, bo wygląda interesująco.

Dla nietutejszych: powyżej skrzyżowanie Drewny (dwupasmówka) z Przekorną.

Inwestorem jest Ancona, a głównym projektantem Projekt PBPA, polsko-belgijska spółka projektancka, znana z takich realizacji jak Hotel Hyatt w Warszawie, Sienna Center oraz projekt odbudowy pałacu Saskiego i pałacu Bruehla czy odbudowa północnej strony placu Teatralnego.

Zespół handlowo-usługowy "Rynek Powsiński" będzie miał 6900 m2 powierzchni i wygląda rewolucyjnie, jak na Powsin. Powsin zawsze był raczej wsią, a tu na makiecie widzimy miasteczko z kamieniczkami, rynkiem i wieżą ratuszową. Widzimy też coś, co wygląda jak świątynia! A przecież my mamy piękny, zabytkowy i całkowicie wystarczający kościół 500 metrów dalej. Czyżby projektanci jeszcze nie zrobili wizji lokalnej?

To ratusz, a niżej zachodnia (kliknij, aby powiększyć)

http://powsinoga1.blox.pl/resource/powsin2.jpg

i wschodnia strona rynku :

http://powsinoga1.blox.pl/resource/powsin1.jpg

Wielu mieszkańców już protestuje, na wszelki wypadek. A mnie się ten projekt podoba. Nareszcie coś oryginalnego. Spróbujmy oderwać się od schematu: "Sklep? Dobrze, ale nie na moim podwórku".

 
1 , 2


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka