piątek, 30 listopada 2007

Jak żyło się w Powsinie dawno temu, na przykład przed wojną? Zawsze intrygowały mnie świadectwa zwykłej historii zwykłych ludzi, którzy żyli kiedyś w miejscu, gdzie teraz ja mieszkam, wstaję co rano, idę do pracy, w niedzielę odwiedzam kościół. Ich kościół.

Poszukuję takich świadectw i ostatnio natrafiłem na ciekawy tekst, którego autor niestety nie życzył sobie kopiowania, więc całość możemy przeczytać pod adresem (http://oscarouno.blog.onet.pl/2,ID269333182,DA2007-11-26,index.html), a tutaj tylko kilka zrzutów z ekranu. Przepraszam, Oskarze, ale nie mogłem się powstrzymać.

Jest to opowieść matki Oskara, która jako dziewiętnastoletnia dziewczyna, pracowała u gospodarzy powsińskich - Droszów - w końcu lat 30-tych ubiegłego wieku.

 

czwartek, 29 listopada 2007

Do Powsina zima idzie, Adwent za progiem, Boże Narodzenie na wyciągnięcie ręki. Zaczną się zaraz przygotowania do Świąt. Intrygują mnie te postne potrawy, ciasta, różne choinkowe zwyczaje. Kiedy czytam opowieści starych powsinian o tradycjach świątecznego stołu, niemal w każdej wypowiedzi pojawia się "grzanka". Mityczna grzanka, legendarna grzanka. Kto dzisiaj robi w Powsinie grzankę?

Nie, nie chodzi wcale o grzanki z bułki czy chleba. Grzanka to napój alkoholowy, bardzo tu lubiany, ale wyłącznie w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

A oto pierwszy przepis na grzankę (http://www.tkdami.net/~bpiasta/grzanka.htm):

SkładnikiPrzepis

250 ml (ćwiartka) spirytusu, 3 łyżki stołowe cukru, łyżka świeżego masła, 6 - 7 goździków, dwie spore cząstki twardej czekolady( najlepiej "Gorzka"), 375 ml (półtorej ćwiartki) wody

Do garnuszka wsypać 3 łyżki stołowe cukru i uprażyć na karmel (do brązowego koloru), mieszając. Pod koniec prażenia dodać łyżkę masła, (uważać, by nie przypaliło się). Szybko odstawić z ognia i wlać wodę, mieszając z powrotem na ogniu. Dodać goździki i startą na tarce, albo pokruszoną nożem czekoladę ( z braku może być kakao). Zestawić znów i wlać ostrożnie spirytus, mieszając podgrzać do wrzenia. Pilnować, by zanadto nie wyparowało. Zabezpieczyć przykryciem i odstawić na dzień, by zmacerowało się, wtedy po ponownym podgrzaniu smak ma najlepszy. Ale smakuje równie przygotowywana w ostatniej chwili

I drugi, na krówkach (http://www.gotowanie.wkl.pl/przepis10197.html):

SkładnikiPrzepis

1 szkl spirytusu, 1 i 1/4 szklanka wody przegotowanej zimnej, 15 dkg krówek, 1 czekolada, 2 żółtka, 1 łyżka cukru pudru

Do garnka wlać połowę wody i włożyć czekoladę+krówki aby się wszystko rozpuściło.Odstawić żeby ostygło.Żółtka ubić z cukrem.Do spirytusu najpierw wlać ostudzoną czekoladę zkrówkami a następnie wlać ubite żółtka energicznie zamieszać.Dopełnić resztą zimnej wody.przed podaniem prponuję podgrzać .pijem ciepłą.uważać by nie zagotować.

Najlepiej wypróbować jeden i drugi przepis. Smacznego. Grzanka jest najlepsza, gdy mróz tęgo trzyma. Tylko nie przesadzajcie z degustacją. A jeśli jakiś powsiński czytelnik pamięta, jak u niego w domu grzankę przyrządzano, to wdzięczny będę za komentarze z oryginalnymi recepturami.

wtorek, 27 listopada 2007

Podziwiam czujność ekologów i różnych "zielonych". Na pewno bezkompromisowo będą bronić Powsina i jego otoczenia przyrodniczego. Nie uchronili, co prawda, torfowisk powsińskich przed pałacem państwa H., ale wyciągają czasem na światło dzienne tak kuriozalne informacje o antyekologicznych planach różnych władz, że aż trudno w nie uwierzyć. 

Z blogu jednego z nich dowiedziałem się ostatnio (http://zb.eco.pl/zb/76/raporty.htm), że mało brakowało, a mielibyśmy w Powsinie ZOO. Nie, to nie cyrk - prawdziwe ZOO. A było to tak:

"Wydawało się, że po reformie administracyjnej Stolicy i wyborach samorządowych z 1994r. nastąpią korzystne zmiany dla ochrony cennych wartości i funkcji ekosystemu warszawskiego. Ale ponad roczne doświadczenia - odnoszące się np. do Gmin Centrum i Ursynów - nie potwierdzają tego domniemania. Na skutek decyzji i wskazań lokalizacyjnych b. Zarządu Dzielnicy-Gminy Mokotów, a następnie Zarządu Gminy Ursynów, podjęto szereg - szkodliwych dla środowiska naturalnego i kultury - wdrożeń i przygotowań inwestycyjnych nad - posiadającym status użytku ekologicznego - Jez. Imielińskim przy ul.Makolągwy, Ciszewskiego, Findera (głównie przez firmy "Budopol" i "Rettig Poland Ltd"), nad Potokiem Służewskim, na Skarpie Wiślanej. Ujawniono także kuriozalny, pochodzący ze stołecznego Ratusza - zamysł budowy osiedla prominenckiego na miejscu Zoo (które musiałoby być przeniesione do Powsina)."

Droga rozumowania prawidłowa - Powsin ma już ogród botaniczny, to do kompletu powinno być tam Zoo. A stary ogród zoologiczny w Warszawie położony jest w tak łakomym dla inwestorów miejscu, jak stadion X-lecia, który kilknaście dni temu też proponowano zabudować apartamentowcami. A Stadion Narodowy wybudować gdzie indziej. Na przykład w Powsinie.

 

poniedziałek, 26 listopada 2007

Dzwonami w Powsinie kiedyś poruszali specjalni dzwonnicy. Dzisiaj silniki elektryczne z programatorem "pamiętają", by na pół godziny przed Mszą św. i w południe rozdzwonić je na cały Powsin i sąsiednie miejscowości należące do parafii. Dzwony znajdują się w dzwonnicy na tyłach kościoła, której pilnuje frasobliwy Chrystus, wyrzeźbiony nie tak dawno, bo w końcu ubiegłego wieku.  

Ciekawe, co tak frasuje Zbawiciela? Ma tych problemów tak wiele, bo parafianie tutaj bywają trudni i nieświęci. Głosują jak chcą, a nie jak trzeba. Bywa, po kolędzie nie wpuszczą do domu. Ale z drugiej strony taca tu szeleści, a nie brzęczy, więc może nie jest jeszcze tak źle.

 

 

Powsińska dzwonnica - autor zdjęcia: Daniel Koć (Kocio), maj 2007

czwartek, 22 listopada 2007

Do Powsina sprowadza się coraz więcej osób. Najczęściej są to młode rodziny z dziećmi w wieku szkolnym. Ludzie, którzy wybudowali lub kupili tu dom są raczej dobrze sytuowani, mają dobre zawody, odpowiedzialną pracę, duże aspiracje. Te aspiracje sprawiają, że dla swoich dzieci poszukują dobrych szkół, które zapewniłyby im jak najlepszy start w życie dorosłe.

Przeglądając forum internetowe mieszkańców Powsina (http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=28623) widziałem kilka pytań o poziom powsińskiej szkoły podstawowej nr 104 im. Rataja. Jak można na takie pytanie odpowiedzieć? Na przykład przyglądając się wynikom uczniów piszących sprawdzian końcowy i porównując je z innymi szkołami. Takie porównanie można łatwo znaleźć (http://scholaris.pl/cke.jsp?id=172724_sp). A wyniki powsińskiej podstawówki są całkiem niezłe. W dodatku jest to NASZA szkoła!

wtorek, 20 listopada 2007

Czy mieszkańcy warszawskiego Powsina znają swoich znanych i zasłużonych sąsiadów? Niestrudzony pan Zygmunt Karaszewski przywraca pamięci proboszczów powsińskich w cyklu artykułów na łamach "Wiadomości Powsińskich". Ostatnio cytowałem jego artykuł o powsińskim cmentarzu, na którym spoczywa wielu znanych powsinian (http://powsinoga1.blox.pl/2007/10/wpis-2.html#ListaKomentarzy).

Dzisiaj chciałbym przypomnieć wielkiego aktora - Mariana Wyrzykowskiego, naszego powsińskiego rodaka od wielu pokoleń. W (http://www.kurierplus.com/issues/2001/k358/kp358-09.htm) tak pisze o nim jego przyjaciel, A.J. Dąbrowski.

"Wybitny aktor, reżyser i pedagog - profesor warszawskiej PWST. Był mężem Elżbiety Barszczewskiej i ojcem mojego przyjaciela - Juliusza Wyrzykowskiego. Jedna z najpiękniejszych postaci w polskim środowisku teatralnym. Na szczęście ono doceniło go powołując na stanowisko dziekana Wydziału Aktorskiego i wybierając parokrotnie do Zarządu Głównego Związku Artystów Scen Polskich, a w 1956 roku na stanowisko prezesa tejże organizacji. Był wzorem mądrego aktora i bezgranicznie uczciwego człowieka. Uczył studentów aktorskiego rzemiosła i pracy nad rolą, wymagając jednocześnie odpowiedzialnego stosunku do życia, a co za tym idzie, do teatru. Kształtował nie tylko przyszłego artystę, ale i człowieka. Był wymagający, przyjazny i sprawiedliwy w ocenach. Dla wielu był rzeczywistym autorytetem ze względu na swój bogaty dorobek sceniczny, poziom etyczny i umiejętności pedagogiczne. Niejedno na ten temat mogliby powiedzieć m.in. Zbigniew Zapasiewicz, Jan Englert, Andrzej Seweryn i Piotr Fronczewski, którzy wyszli spod jego ręki."

"Po Wydarzeniach Marcowych uważał, że rzeczywiste zmiany w Polsce mogą dokonać się poprzez związki zawodowe, co 12 lat później okazało się myślą proroczą. Mimo, iż zażywał sławy artysty w pełni docenionego przez władze, nie krył już swego rozgoryczenia rzeczywistością polityczną. Wkroczenie wojsk "armii zaprzyjaźnionych" do Czechosłowacji dopełniło reszty. W bliższej mu skali mierziły go też stosunki panujące w macierzystym Teatrze Polskim i wśród profesury w szkole teatralnej. Marzył więc o spokojnej emeryturze. Powrócił do wiary katolickiej i chyba zamierzał udać się na tzw. emigrację wewnętrzną, pragnąc osiąść w dawnym domku swoich rodziców w podwarszawskim Powsinie. Chciał bezpośrednio obcować z przyrodą, zagłębiać się w lekturach i robić zdjęcia, co było jego ostatnią pasją."

"W pamięci utkwiła mi wizyta Mariana Wyrzykowskiego złożona w Świdrze mojej mamie po śmierci naszego ojca. Potrafił rozweselić ją przy stole, zajadając się naleśnikami z serem z dodatkiem pomarańczowej skórki, przygotowanymi na jego cześć. Później, przy herbacie wprowadził ją w tak dobry nastrój, że nie chciała go wypuścić przed wieczorem. Podarowaliśmy mu płytki dźwiękoszczelne, które pozostały po naszym ojcu, do wytłumienia nimi w powsińskim domku tzw. Jamy Marianowej, w której miało się słuchać muzyki. Kiedy przewoziliśmy je później samochodem, urządziliśmy sobie, niby po drodze, wycieczkę w górę Wisły aż do Góry Kalwarii, gdzie pan Marian wspominał swój bojowy szlak z Września 1939 roku. Później pokazywał mi dawną szkołę ludową w Konstancinie, w której u zarania młodości pracował jako nauczyciel i gdzie znany krytyk i dyrektor teatru - Józef Kotarbiński, usłyszawszy jego recytacje, namówił go na studia aktorskie."

"W Powsinie oprowadził mnie po zabytkowym kościele, w którym w dzieciństwie był ministrantem, a na miejscowym cmentarzu pokazał grób rodziców. Tu dowiedziałem się ze zdumieniem, że wywodził się z bardzo biednej rodziny o chłopskim rodowodzie. Nie mogłem w to uwierzyć, bowiem ze swoją wiedzą, wyszukanymi manierami, elegancją, zupełnie nie pasował do tego wszystkiego, co kojarzy się powszechnie z wiejskością. Jego piękna senatorska głowa też w niczym nie była podobna do głów widzianych na zdjęciach w domu rodzinnym. Z opowiadań o rodzicach dowiedziałem się, że wiele zawdzięczał matce Rozalii Wyrzykowskiej, która nie szczędziła sił, by dać mu wykształcenie, które wyprowadziłoby go poza powsińskie opłotki. I dopięła swego. Probierzem siły jego charakteru było także to, że potrafił po wielu latach starań zdobyć serce pięknej, acz nieco kapryśnej panny ze sfer szlachecko-inteligenckich, będącej na dodatek wielką gwiazdą sceny i ekranu. Wspólne przeżycia okupacyjne i udział w podziemnym życiu kulturalnym Warszawy połączyły ich na dobre. Nie było mu dane długo cieszyć się rodzinnym Powsinem. Zmarł kilka miesięcy po naszej wycieczce. Niektóre meble z jego domku trafiły później do mojego warszawskiego mieszkania. "Odziedziczyłem" też po nim olbrzymie biurko, przy którym pracował, wraz z regałami na książki. "

Wspaniały aktor, nasz rodak. Przepraszam za tak obfite cytowanie, ale myślę, że warto było.

sobota, 17 listopada 2007

Ulica Waflowa do niedawna była cichym zakątkiem Powsina, polną drogą prowadzącą do Bielawy, która ostatnio stała się  obwodnicą, odciążającą zakorkowaną ulicę Warszawską (droga 724) w Konstancinie, w godzinach szczytu ruchliwą jak Marszałkowska.

Zaraz za Powsinem droga przebiega obok szkoły amerykańskiej. Z drugiej strony położone jest jezioro z torfowym uroczyskiem, z miejscami lęgowymi łabędzi i innego wodnego ptactwa. To uroczysko to już czas przeszły dokonany. Dwa lata temu na północnym brzegu jeziora wybudowano pałac. Tajemnicza, bajkowa budowla przez długi czas budziła nasze zaciekawienie i była tematem dla plotek. Któż jest owym ekscentrycznym inwestorem, który wybudował w polu magnacką rezydencję większą od pałacu w Nieborowie. I po co? Niektórzy wręcz twierdzili, że to Krauze buduje ośrodek rehabilitacyjny dla sierot!

 

Ostatnio, przy okazji rozprawiania się z "układem" w Konstancinie Gazeta Polska rzuciła trochę światła na naszą tajemniczą budowlę.

Autor artykułu, Grzegorz Wierzchołowski, tak rozpoczyna swój tekst : „Magia przedwojennego Konstancina odchodzi powoli w zapomnienie: secesyjne i modernistyczne wille podupadają, rezerwaty giną w stertach śmieci, nielegalnie wycina się tworzące mikroklimat sosny.”

A w tekście opisuje między innymi "niszczenie torfowiska koło Powsina", na którym powstaje rozległy pałac Anny Hinckfuss – milionerki z australijskim paszportem, znajomej nielubianego ostatnio "oligarchy" Ryszarda Krauzego. „Jak wynika z relacji mieszkańców Konstancina – nikt z lokalnych władz, policji ani organizacji ekologicznych jej w tym nie przeszkadzał” – twierdzi Wierzchołowski. 

No i wszystko jasne. Moi czytelnicy z krainy kangurów pewnie się ucieszą! A więc serdecznie ich pozdrawiam. Ale tego jeziora naprawdę szkoda.

czwartek, 15 listopada 2007

Któż nie zna naszego księdza kanonika, rezydenta w powsińskiej parafii? Chyba wszyscy tutejsi mieszkańcy znają jego pełne erudycji kazania. I wyraziste poglądy, którym często daje wyraz. I gołebie serce, któremu często zagraża niejaka skłonność do irytacji. Postać bardzo w Powsinie popularna.

Ale fama o ks. Bogdanie Jaworku zatacza szerokie kręgi, idąc za nim w ślad. A ślady prowadzą do Skolimowa, skąd pochodzi i do Konstancina, gdzie był długoletnim duszpasterzem. Młodzi mieszkańcy zapamiętali, że "ksiądz Jaworek zawsze miał pyszne cukierki, więc się do niego ciągle chodziło".To tam, w ceglanym kościele przy ul. Piłsudskiego, dawniej Armii Ludowej, "vis a vis rezydencji radzieckiego ambasadora swe płomienne kazania głosił ksiądz Jaworek".

A oto fragment historii Konstancina, opowiedziany przez ludzi młodych, z którego wybrałem akapity zwiazane z ks. Bogdanem ( http://www.ksunder.org/muzeum/5/historia.htm ). Skrót K. oznacza, oczywiście, Konstancin:

"1970 Grudzień - Edward Gierek zostaje pierwszym sekretarzem KC. Fakt ten będzie miał duży wpływ na dalszą historię K.

1971 - Edward wprowadza się do rezydencji w Klarysewie. W ramach usprawniania infrastruktury K. rozpoczyna likwidację kolejki wąskotorowej. Pozostaje po niej dworzec z napisem Klarysew, szybko przerobiony na sklep monopolowy.

1972 - w K. nastaje legendarny ksiądz Jaworek, który rozpoczyna walkę z Edwardem. 

13 XII 1981 - Stan wojenny w K. Nie ma teleranka. Skoty i żołnierze pilnują dwóch rezydencji radzieckiego ambasadora.

1982 - K. odwiedza święty obrazek, czyli kopia obrazu jasnogórskiego. W ramach komunistycznych utrudnień porusza się metodą konika szachowego: parafie w których się pojawia nie mogą ze sobą sąsiadować. Legendarny ksiądz Jaworek paraduje z obrazem pod rezydencją radzieckiego ambasadora. 

1992 - Ksiądz Jaworek znika w Strefie Cienia. Widziano go następnie w Londynie, Wilanowie, a ostatnio w Powsinie."

Prawda, że warto przypomnieć takie barwne fakty? A z okazji zbliżajacego się święta Parafii, szczęść Boże, księże Bogdanie.

środa, 14 listopada 2007

W niedzielę, 18 listopada, w Powsinie wielkie święto! Prepozyt ostatnio zapraszał na nie wszystkie Elżbiety - zrozumiałem, że nie tylko te, które obchodzą imieniny 19 listopada. więc Elżbiety - przybywajcie!

Świeta Elżbieta Węgierska, z domu Arpadów, księżna Turyngii, urodziła się w 1207 roku, 800 lat temu. Św. Elżbieta Węgierska jest patronką powsińskiej parafii od początku jej istnienia, a więc od ponad 600 lat. Jej wizerunek, pędzla Buchbindera, można obejrzeć w ołtarzu w lewej nawie, a jej figura zdobi fasadę powsińskiego kościoła.

A oto plan niedzielnych uroczystości (za www.sanktuarium-powsin.mkw.pl):

„18 XI  -  NIEDZIELA  -  UROCZYSTOŚĆ ODPUSTOWA, JUBILEUSZ 800-LECIA URODZIN PATRONKI PARAFII POWSIN 

Dekorujemy Powsin flagami Polski i Republiki Węgier. Będzie można kupić flagi węgierskie: 20x30 cm - cena 10 zł za sztukę, 100x70 cm - 30 zł i 150x90 cm - 40 zł, w sklepie z artykułami propagandowymi przy ul. Okopowej 25. Niewielka liczba węgierskich flag będzie do nabycia w naszej parafii. 

BIERZMOWANIE  -  o godz. 9.00. Przed Mszą św. powitanie Księdza Prymasa. 

SUMA ODPUSTOWA

Program Uroczystości:

11.10 -  S. Katarzyna Mróz, elżbietanka z Warszawy, opowie o św. Elżbiecie.

11.30 -  Suma odpustowa, Mszę św. odprawi i kazanie wygłosi Ks. Kardynał Józef  Glemp, Prymas Polski.

12.30 -  procesja eucharystyczna wokół kościoła.

12.45 -  w kościele koncert zespołu instrumentalno-wokalnego „TEKA” z Budapesztu. Po koncercie przemówi Ambasador Republiki Węgierskiej. 

Będzie można nabyć książki, różnego formatu obrazy i obrazki, przedstawiające św. Elżbietę Węgierską.”

A więc, jo napot kivanok! (oczywiście z tymi kreseczkami nad o i a)

wtorek, 13 listopada 2007

Między Wilanowem a Powsinem, między skarpą a Wisłą jest teren, na którym dzieją się ciekawe sprawy. Na północy, bliżej miasta, jest wielka elektrociepłownia z hałdami odpadów, oczyszczalnia ścieków,  krajobraz po cywilizacyjnej bitwie. Dalej na południe są pola i gospodarstwa rolne, wreszcie są też tereny przyrody chronionej, jeziorka zalewowe, cieki wodne, lęgowiska ptaków i ostoje dzikich zwierząt. Ludzkie siedziby budowane tam były często na kępach wystających ponad lustro wylewającej Wisły. Pozostały historyczne nazwy: za Zawadami - Kępa Zawadowska, obok Okrzeszyna - Kępa Okrzewska (chyba logiczniej byłoby pisać Okrzeska, ale nie mnie o tym decydować).

Ostatnio buduje się tam dużo nowych domów. W ubiegłym roku ten boom budowlany został dostrzeżony przez Kurię, która postanowiła utworzyć nową, rozwojową parafię dla przyrastającej populacji mieszkańców. Młody proboszcz jest bratankiem słynnego emerytowanego proboszcza Bijaka z Wilanowa. A teren nowej parafii wycięto z obszaru parafii wilanowskiej i powsińskiej, krojąc granice w poprzek wsi tak, że w Okrzeszynie naturalni sąsiedzi ze stojących obok siebie domów zaczęli z dnia na dzień należeć do różnych parafii.

Jak ci nowi i starzy mieszkańcy dojeżdżali do Warszawy? Z trudnością - autobus 164 do Kępy Zawadowskiej i 725 do Okrzewskiej. Ostatnio  zauważył ten problem ZTM, który postanowił zorganizować komunikację autobusową między obiema Kępami. A więc zanim fantazje dotyczące metra się zmaterializują (pisałem o tym jakiś czas temu: http://powsinoga1.blox.pl/2007/10/Fantazja-Warszawiakow-nie-ma-granic-Ciekawe-co-na.html#ListaKomentarzy ), mieszkańcy nadwiśla będą mogli jeździć między tamtejszymi osadami w małych autobusach miejskich, o czym jest mowa na stronie ZTM-u:

"W stolicy pojawią się małe autobusy

W obecności Pani Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta podpisał 9 listopada umowę z przedstawicielami firmy Mobilis Sp. z o.o. na obsługę komunikacyjną Warszawy 50 nowymi, krótkimi, autobusami (30 sztuk autobusów Jelcz Libero o długości do 9 m. - klasa midi oraz 20 sztuk autobusów Autosan Solina o długości do 8 m. - klasa mini). Każdy z tych autobusów będzie niskopodłogowy lub będzie miał co najmniej częściowo obniżoną podłogę. Wszystkie będą fabrycznie nowe i klimatyzowane. Dzięki temu pasażerowie będą podróżowali w komfortowych warunkach. Będzie też bezpieczniej. Wszystkie pojazdy będą wyposażone w system monitoringu. Kierowcy będą mieć także łączność radiową z Dyżurnym Ruchu ZTM. W przypadku jakiegokolwiek zagrożenia, będą mogli błyskawicznie wezwać pomoc. Nowością jest system zapowiedzi głosowej kolejnych przystanków, który ułatwi podróż osobom niewidomym lub słabo widzącym. W przynajmniej połowie autobusów zainstalowany będzie również system liczenia pasażerów. Autobusy będą ekologiczne. Ich zasilane olejem napędowym silniki będą spełniały normy EURO IV.

Gdzie będą jeździły nowe autobusy? Dotrą do rejonów Warszawy pozbawionych komunikacji miejskiej, które generują niewielkie potoki pasażerskie i tam gdzie układ drogowy nie pozwala na skierowanie autobusów dotychczas eksploatowanych, np.:

  • ul. Dudziarska (Praga Południe),
  • ulice: Osmańczyka, Obrońców Tobruku, Księcia Bolesława (Bemowo),
  • zachodni odcinek ul. Kwitnącej i ul. Księżycowa (Bielany),
  • zachodni odcinek ul. Szeligowskiej do granicy miasta (Bemowo),
  • ul. Włodarzewska (Ochota),
  • ulice: Baletowa, Krasnowolska (Ursynów),
  • ciąg ulic: Izbicka - Zagórzańska (Wawer),
  • ciąg ulic: Borków - Juhasów (Wawer),
  • połączenie między pętlą Nowodwory i przystankiem Dąbrówka Wiślana ulicami: Sprawną - Aluzyjną (Białołęka),
  • ul. Cieślewskich (Białołęka),
  • połączenie między Kępą Zawadowską i Kępą Okrzewską (Wilanów / Konstancin Jeziorna).

Ponadto przewidujemy skierowanie autobusów także do obsługi linii już funkcjonujących, ale charakteryzujących się niewielkim wykorzystaniem przez pasażerów, np. linii 305, ewentualnie linii 196 i 198, oraz niektórych linii nocnych."

Tak będą wyglądały nowe pojazdy dla linii nadwiślańskiej.

 

 
1 , 2


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka