środa, 30 stycznia 2008

"Porzućcie wszelką nadzieję ci, którzy czekacie na zimę. To już koniec. Wielkimi krokami nadchodzi wiosna." - pisze dzisiejszy Dziennik. W Parku Kultury i Wypoczynku w Powsinie biegacze i rowerzyści zamiast narciarzy. Szaroburo, a kiedyś bywało biało. W zeszłym roku o tej porze zamarzła mi pralka automatyczna. Dzisiaj oszczędzam na drewnie do kominka.

W październiku ubiegłego roku, gdy nowa władza rozpoczynała działanie, natchniony pan premier obiecywał nadejście czasu powszechnej miłości. Miłość to ciepło. Teraz chyba rozumiem, że miał na myśli pogodę.

Widocznie z pogodą było łatwiej. Z pozostałymi problemami będzie trudniej. "Idą ciężkie czasy dla pracowników, którzy lubią od czasu do czasu skorzystać z tak zwanego urlopu na żądanie i powylegiwać się w ciepłej pościeli. Pracodawcy domagają się likwidacji tego przywileju" - pisze Gazeta Prawna. Może to i racja, rosną płace, to będzie nas stać i na alkohol i na odtrutkę. Pigułka przed, lub pigułka po i takiego jednodniowego urlopu na żądanie można będzie uniknąć.

Czego wszystkim życzę w tych ostatnich dniach karnawału.

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Gross wszędzie. W gazetach, telewizjach, zaglądam do lodówki - a tam "Strach" zaglądać! Czy w Powsinie są jacyś Żydzi? Może. Czy byli? No, były karczmy, więc pewnie byli... Stereotyp? Rozmawiam z powsińskim znajomym, człowiekiem wierzącym - a on mnie przekonuje, że "co spojrzeć, panie, to Żyd".

Dzisiejszy "Nasz Dziennik": - Pozycja Grossa "Strach" ma jeden najważniejszy cel: odwrócić uwagę od prawdziwych źródeł antysemityzmu w Europie, którymi są protestantyzm Lutra, materializm Marksa, ideologia rasy nordyckiej Hitlera, Rosenberga, oraz uderzyć w katolickość Polski, postulując jej bestialską zwierzęcość. Radykalnie godzi to w godność Polski jako Narodu, państwa oraz w świętość Kościoła katolickiego - tłumaczył w sobotę ks. prof. Tadeusz Guz w czasie konferencji naukowej w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Prawdziwe źródła? Luter? Hitler? Marks?

Zjeździłem w ubiegłym roku Hiszpanię, od Malagi, przez Madryt, Barcelonę, Walencję do Granady. Zafascynowała mnie historia Hiszpanii. W sumie dość podobna do naszej. Jej wielkość w XV i XVI wieku to czasy Królów Katolickich - Ferdynanda i Izabeli. To czasy wypędzenia Żydów z Hiszpanii - może "wypędzona" Erika Steinbach powinna w tej sprawie też zabrać głos. To czasy prześladowania tych, którzy nie wyjechali, a ukryli się przed inkwizycją. Nie jedyne to wypędzenia, w XII wieku król Filip August wypędził ich z Francji. "Żydzi nie uznali Pana naszego, nie możemy uznać Żydów" mówił św. Pius X.

Wierzę, że ksiądz mojego Kościoła może nie lubić tego narodu, choć nie powinien tego manifestować i szczerze się z tego spowiadać. Ale przynajmniej nie powinien popisywać się brakiem znajomości historii, bo to już profesorowi nie uchodzi.

A książki Grossa można nie czytać.

piątek, 25 stycznia 2008

"Mężczyźni dopłacą do emerytur kobiet. Na takich samych zasadach będą wyliczane świadczenia z II filara dla obu płci – zdecydował resort pracy. Projektem ustawy wkrótce zajmie się rząd..."-pisze dzisiejsza Rzeczpospolita.

Ilu jest emerytów i emerytek w Powsinie? Nie wiem. Ale wiem, że wciąż sprowadzają się do powsina młode i nieco starsze rodziny, ale wciąż w pełni sił do dobrze wynagradzanej pracy. Cóż, działki nie są tu tanie, budowa domu to koszty całkiem poważne. Ale i oni kiedyś przejdą na emeryturę, a wtedy...

Wprowadzając reformę emerytalną w końcu lat 90-tych rząd przekonywał, że przechodzimy z systemu pokoleniowo-solidarystycznego na system kapitałowo-ubezpieczeniowy, którego mechanizmy są równoważne tzw. "ubezpieczeniom na życie".

Czyli miała to być gra ubezpieczeniowa między ubezpieczającym a ubezpieczanym o termin zajścia zdarzenia pt. zgon ubezpieczanego. Jeżeli ten zgon nastąpi wcześniej niż termin zakładu - wygrywa ubezpieczyciel i jemu przypada reszta kapitału ubezpieczonego. Jeżeli później - wygrywa ubezpieczony, a ubezpieczyciel z własnych środków nadal wypłaca mu świadczenie.

Gra jest sprawiedliwa, jeżeli prawdopodobieństwo wygranej równe jest prawdopodobieństwu przegranej.

Niestety, przyroda tak to jakoś urządziła, że kobiety statystycznie żyją dłużej, a mężczyźni statystycznie krócej. Jeżeli "termin zakładu" dla obu populacji byłby równy, to zwiększa się prawdopodobieństwo wygranej w jednej populacji ubezpieczonych i jednocześnie zmniejsza się prawdopodobieństwo wygranej w drugiej populacji ubezpieczonych, albo zwiększa się prawdopodobieństwo przegranej ubezpieczyciela. Tak czy inaczej, gra traci sens, przestaje być grą, a staje się oszustwem kamuflującym powrót do zasady pokoleniowo-solidarystycznej.

Jednak argument o gorszej sytuacji kobiet ma dziś wciąż pewien sens. Ten sens nie dotyczy jednak statystycznego czasu życia, ale zgromadzonego kapitału, czyli stawki, którą stawiają w grze. I może to jest właściwszy kierunek zrównywania szans. Przez wyrównywanie stawki - a więc zrównanie wieku emerytalnego, statystyczne wyrównanie płac, wreszcie bonifikatę do kapitału emerytalnego przy przejściu na emeryturę.

Paradoksem jest, że emerytury zreformowane i tak będą niższe dla obu płci od emerytur przed reformą. Dlatego moja żona się cieszy, bo ma szansę skończyć pracę wcześniej i wejść w status emeryta niezreformowanego. Ja niestety nie.

P.S. Rząd wymyślił sposób na wyrównanie - nie, nie prawdopodobieństwa wygranej/przegranej - na wyrównanie strat, które ponosić będą ci ubezpieczyciele, którzy będą mieli pecha i będą mieli więcej kobiet niż mężczyzn wśród swoich klientów. Wymyślono tak, że ci, którzy ubezpieczyli więcej mężczyzn przekażą część składek tym, którzy ubezpieczyli więcej kobiet. Ciekawe, co na to feministki? Czy ubezpieczanie kobiet to taki pech?

wtorek, 22 stycznia 2008

Karnawał wkrótce się skończy, pogoda łagodna, pora więc budować, panowie! A plany inwestycyjne w Powsinie są ambitne. Pomijając drobne inwestycje własne przyszłych i aktualnych mieszkańców, grasują przecież na naszym terenie rekiny deweloperskie. A stawiają nam lub chcą stawiać takie rzeczy:

Ciekawe, że na mapie http://www.warszawa3d.prv.pl/art.html ulica Przekorna nazywa się Pokorna. Czyżby miały nas też czekać zmiany osobowościowe? A dotyczy to najbardziej kontrowersyjnej inwestycji, czyli Rynku Powsińskiego.

czwartek, 17 stycznia 2008

Na szczęście chyba nikt z Powsina nie czytał mojej notki o naszej-klasie! A może nikt z Powsina nie czytuje Gazety Wyborczej? Po wczorajszym artykule na temat tego portalu wszyscy jego użytkownicy powinni wpaść w panikę. A ponieważ moja notka oparta była na wyciągu z informacji tam zawartych, ktoś mógłby się też poczuć zagrożony. Na szczęście czytelnicy to ludzie rozsądniejsi, niż się dziennikarzom wydaje. A o prawdopodobnych motywach GW pisze dziś http://netto.blox.pl/html.

Spokojnie. Nasza klasa jest jak tablica ogłoszeń w supermarkecie Auchan w Piasecznie. Możesz na niej powiesić ogłoszenie, w którym napiszesz jak się nazywasz, gdzie mieszkasz, jaki masz majątek i wskazać sposoby, jak najłatwiej cię oszukać. Ale nikt o zdrowych zmysłach tak nie robi. Więcej, dyrekcja Auchan nie ma najmniejszego zamiaru wprowadzać mechanizmów zabezpieczających (cenzura?, zakrywanie kartek z ogłoszeniami?, umożliwienie odczytania ogłoszenia po uprzednim wylegitymowaniu się?) ani żadne  GIODO nie wpadnie na pomysł przeprowadzenia tam audytu.

A sama lista absolwentów danej szkoły? Chyba nie jest dla nikogo zagrożeniem. Bo gdyby była, to nie należało się na nią wpisywać.

A wymienione niżej osoby przepraszam, jeśli sprawiłem im tą notką jakiś kłopot.

poniedziałek, 14 stycznia 2008

Siedzimy my sobie przy faworkach, winku i herbacie, śpiewamy kolędy, aż tu pojawia się nowy temat do rozmowy. Jest taki portal społecznościowy, który nazywa się nasza-klasa.pl, na którym można znaleźć starych kolegów ze szkół, do których się uczęszczało. Ostatnio znalazłem tam swoje liceum, a nawet (o! wzruszenie ściska za gardło) podstawówkę, do której chodziłem niemal pół wieku temu! Na szkolnych i klasowych forach dyskusyjnych mnóstwo wspomnień, są też zdjęcia. Okazuje się, że moi goście też o tym portalu słyszeli, a niektórzy nawet zdążyli się tam zadomowić.

Bardzo to przydatna inicjatywa. Ale ciekawa nie tylko dla uczniów i nauczycieli, w sposób oczywisty i naturalny zainteresowanych w utrzymaniu więzi w swoich szkolnych społecznościach. Myślę, że jest to także narzędzie badawcze dla socjologów (losy wychowanków), genealogów (osoby o szukanym nazwisku w całym kraju) i historyków (związek miejscowej szkoły z wydarzeniami i luźmi z danego obszaru).

A właśnie. Tu przypomniała mi się nasza powsińska szkoła im. Rataja! Czy też jest w portalu? Kto do niej uczęszczał przez tyle lat. No nie, zbyt głębokiej historii w internecie nie znajdziemy. Wszak szkoła w Powsinie istnieje już od XVI wieku przy tutejszej parafii. Powsiński pleban miał zawsze za zadanie zatrudnić nauczyciela, a szkoła była uposażona z dziesięcin z Bielawy. W naszej-klasie.pl historia zaczyna się od rocznika 1956. Dla ciekawości zrobiłem wyciąg byłych uczniów z lat 1956-1981, którzy już zarejestrowali sie w bazie SP104. Jest tam wielu znanych nam sąsiadów...

 lp imię  nazwisko rodowe   lata

1 Jolanta  Radomska   1956-1963
2 Andrzej  Hiczewski   1957-1964
3 Janusz  Korytek    1964-1972
6 Anna  Bińkowska (Kosycarz) 1965-1973
9 Zbyszek  Chrzanowski   1967-1975
12 Bogusław Kosycarz   1967-1975
14 Tadeusz  Dąbrowski   1968-1976
16 Iwona  Karkowska (Brzezińska) 1968-1976
18 Grzegorz Kłos    1968-1976
20 Ewa  Rogaczewska (Lewandowska) 1968-1976
22 Tadeusz  Szymanski   1968-1976
24 Paweł  Janek    1969-1977
26 Paweł  Janek    1970-1978
28 Elzbieta Banach  (Wilczek) 1971-1979
30 Jacek  Dąbrowski   1971-1979
32 Zbigniew Korytek    1971-1979
34 Malgorzata Sęk  (Will)  1971-1979
37 Hanna  Lewandowska (Karaś)  1974-1982
40 Jacek  Sokołowski   1974-1982
43 Agnieszka Włodarczyk (Mrozowska) 1974-1982
45 Beata  Bazelak  (Maciejewska) 1979-1988
47 Adam  Kosycarz   1979-1988
49 Jacek  Włodarczyk   1979-1988
51 Marek  Łajtar    1981-1989
52 Piotr  Zieliński   1981-1989

 Czy jesteście na tej liście? Nie? Sprawdźcie i zapiszcie się. Dobrej zabawy!

sobota, 12 stycznia 2008

Karnawał w Powsinie, a tu ani odrobiny śniegu, a słońce przygrzewa jak w wiosenny dzień. Druga niedziela karnawału, okres kolędowy, okazja do spotkań rodzinnych, koleżeńskich, sąsiedzkich. Całe przedpołudnie spędziłem z koleżanką małżonką w kuchni, smażąc faworki na wieczorne przyjęcie. A teraz o faworkach. Muszę napisać, bo gdy widzę to, co w cukierniach przedstawiają jako chrust, to się nie umywa nawet...

Faworki, podłużne, przewinięte jak wstążeczka, paski cienkiego, kruchego ciasta. Pamiętam, że kiedyś, gdy jako narzeczony starałem się o względy mojej przyszłej żony i teściów, zostałem przez nią ugoszczony w karnawale faworkowymi różyczkami z konfiturą. To był smakołyk! Niestety zbyt pracochłonny, by kontynuować jego wytwarzanie po zakończeniu karnawału. Teraz specjalizujemy się w faworkach prostych. Jak je zrobić, by były lepsze od faworków kupowanych u Bliklego? Oto przepis.

Ciasto: 6 jajek, 2 czubate szklanki mąki, 200 g kwaśnej gęstej śmietany, szczypta soli, łyżka stołowa wódki (by ciasto nie chłonęło tłuszczu), 5 kostek smalcu (w zależności od naczynia, w którym będziemy smażyć), cukier puder, cukier waniliowy.

W dniu przyjęcia, od rana zaczyna pracę linia produkcyjna. Można się spodziewać, że sprawna, doświadczona, dwuosobowa brygada wykona stos chrustu w półtorej godziny. Mniej wyćwiczonym cukiernikom może to zająć nieco więcej czasu, więc trzeba się upewnić, o której mają przyjść goście. Podział zadań, to rzecz indywidualna. Ja chętnie przygotowuję składniki, wyciągam stolnicę, wałek, organizuję miejsce pracy. Żona odpowiedzialna jest za recepturę i wytworzenie półfabrykatu, jakim jest kęs ciasta faworkowego.

Wykonanie ciasta: rozbić jajka, oddzielić żółtka (białka nie wejdą do receptury faworków, więc można je wykorzystać do innych celów), dodać je do mąki, dodać śmietanę, posypać szczyptą soli, dolać łyżkę wódki (najlepiej czystej, ale może być brandy, a nawet whisky) i dokładnie zagnieść.

Żona pastwi się nad ciastem siekając je nożem, a następnie gniotąc przez co najmniej kwadrans. Ciasto nie może być zbyt gęste, ani zbyt luźne. Gdy jest gotowe, przejmuję je w swoje ręce. Chodzi o to by je dokładnie zbić wałkiem na płaski placek, który znów składany i znów bity wiele razy, staje się delikatny, napowietrzony, listkowany. Pobity, zmaltretowany kęs dostaje się teraz w okrutne ręce mojej żony, która rozwałkowuje go na cienkie płachty. Z ilości podanej w recepturze uzyskujemy zwykle cztery takie płachty, które tniemy następnie na pasy o szerokości dwóch do trzech centymetrów, po czym każdy pas dzielimy na odcinki o długości około dziesięciu centymetrów. Żona śmiałym pociągnięciem noża rozcina środek kolejnych odcinków, jak chirurg skalpelem dokonujący pierwszego cięcia. Smalec już się grzeje w garnku, więc dwoimy się i troimy, by nadążyć z przewijaniem rozciętych pasków. Teraz następuje najważniejsza faza produkcji.

Smażenie: faworki smażymy w głębokim tłuszczu na złoty kolor. Temperatura tłuszczu nie powinna być zbyt wysoka, bo wtedy faworki stają się brunatne, ani zbyt niska, bo wychodzą blade i długo się smażą. Obserwując pęcznienie ciasta i zmiany koloru, szybko dobierzemy właściwe warunki smażenia. Usmażone faworki wyciągamy z tłuszczu widelcem i układamy na bibule do odsączenia (można użyć ręczników papierowych). Suche faworki układamy warstwami na docelowym półmisku i przesypujemy cukrem pudrem, do którego można dodać cukru waniliowego.

Gotowe. Teraz sprzątanie i spokojne oczekiwanie na gości, którzy od tej pory corocznie domagać się będą porcji pysznych faworków w okresie karnawału.

 

Smacznego.

środa, 09 stycznia 2008

Zmiany obyczajowe w Powsinie biorą się zapewne z Warszawy? Bo chyba nie stąd, drodzy Parafianie?

Wiem, że w nowych powsińskich osiedlach mieszka, na przykład, aktywistka ruchu kobiet kochajacych kobiety (nie, nie wiem kto i nie wiem gdzie, na wypadek, gdyby ktoś mnie podejrzewał o wielkobractwo jakieś!). Ale trudno uwierzyć, że mój blog mógłby być atrakcyjny dla osób, których relacje miłosne wymagają pomocy akcesoriów?!

Od pewnego czasu na marginesie wyświetlają się ślady po moich gościach, których zawsze entuzjastycznie tu widzę i zapraszam, niezależnie od rasy, płci, wykształcenia czy pochodzenia... Wyświetlają się również strony, z których do mnie zawędrowali... I, nie wiem dlaczego, ostatnio bardzo często pojawia się tam blog entuzjasty czarnych rajstop... Ja tam nie mam nic przeciwko czarnym rajstopom, chociaż o wiele bardziej cenię sobie ich zgrabną zawartość. No ale de gustibus et coloribus non disputandum, a ważniejsze jest uczucie niż akcesoria.

Kochani czytelnicy, jeśli przed wizytą u mnie odwiedziliście czarne rajstopy i wiecie o nich coś więcej, napiszcie jakiś komentarz, bo skręcam się z ciekawości, czy aby te rajstopy to są w Powsinie, czy gdzie indziej?

 

wtorek, 08 stycznia 2008

W zabytkowym budynku, w którym chyba kiedyś mieścił się przytułek dla sierot od księdza Boduena, jest dziś przychodnia ogólna i przychodnia rehabilitacyjna dla dzieci. A, była przychodnia rehabilitacyjna dla dzieci. Juz nie jest.

No, zabytkowy budynek nie jest przystosowany! Co prawda na tym samym terenie ruszyła budowa nowej przychodni, ale nie zdążyła (http://powsinoga1.blox.pl/2007/08/W-Powsinie-mamy-zdrowe-powietrze-i-duzo-ruchu.html#ListaKomentarzy).

Ciekawe, czy w tym nowym budynku przewidziano funkcję poradni rehabilitacyjnej? I czy kiedyś rehabilitacja dzieci tu wróci, jeśli na ul. Soczi, a więc w Warszawie, będzie do niej lepszy dojazd?

niedziela, 06 stycznia 2008

Świeży, biały puch pokrył powsińskie domy, ogródki i uliczki. A w tutejszym kościele od rana zapach mirry, kadzidła i... złotych na cele misyjne.

Misje są daleko od Powsina i z daleka przybyli do nas trzej królowie. Nie wiadomo, czy rzeczywiście istnieli, czy wymyślił ich sobie św. Mateusz. Niejaki Baudolino twierdził, że spotkany w Mediolanie ksiądz widział prawdziwe, "jak żywe", mumie tych trzech magów, trzech króli, przechowywane, jako najdroższe relikwie, w tutejszej katedrze (por. Umberto Eco).

No właśnie. Dzisiaj święto "Trzech Króli". Dlaczego "króli" a nie "królów"? W Egipcie jest "Dolina Królów", a w Powsinie królami zwykle nazywaliśmy miłe, futrzaste, kicające zwierzątka. Czy zatem trzy króle przykicały dzisiaj po śniegu, by napisać na naszych drzwiach kolorową kredą "Kristus Mansionem Benedicat" z numerem nowego roku? A nazywały się Kacper, Melchior i Baltazar, więc może napisały K+M+B na swoją pamiątkę, a nie tylko, by stwierdzić fakt błogosławieństwa chrystusowego dla domu tego?

Niewinny żart, mam nadzieję, że nie będzie mi wzięty za złe. Tym bardziej, że dziś w Powsinie grasuje banda "Herodów", wdzierająca się do domów, odgrywająca jasełka, śpiewająca kolędy i przyjmująca za to wszytko poczęstunek! Herody te pochodzą z Powsińskiego Klubu Kultury. Ze strachem czekam, czy przyjdą do mnie, czy uda mi się uniknąć rzezi niewiniątek. Na wszelki wypadek wódeczka w lodówce. A żona na kuchni kopci kadzidło...

 
1 , 2


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka