poniedziałek, 29 stycznia 2007

Dziś jest już całkiem inaczej niż w sobotę i niedzielę...

ul. Andrutowa...

Galopem do Parku...

Slynna "Brzozowa Aleja" w śniegu...

Takim śniegu...

sobota, 27 stycznia 2007

Wczoraj odwiedził nas po kolędzie duszpasterz powsiński i zgadało się na różne aktualne tematy. Między innymi współczesne znaczenie pierwszego przykazania - "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną".

Mechanizm wspólczesnego bałwochwalstwa jest prosty. Dzisiejszym językiem mówiąc, jest to ukształtowanie osobistej hierarchii wartości różnej od tej, na której szczycie są główne zasady chrześcijaństwa - miłość Boga i bliźniego. Wystarczy w tym najwyższym miejscu postawić coś innego, na przykład rzecz, człowieka lub ideę, i mamy nowy kult - nowego "złotego cielca".

Nasz ksiądz tradycyjnie obruszał się na bożka mamony, bożka użycia, na tworzenie własnych niby-wyznań przez selektywne traktowanie prawd wiary. Tymczasem w toku naszej dyskusji uświadomiłem sobie pewną analogię, która doprowadziła mnie do bardzo nieprawomyślnego wniosku. 

W przypadku bożka-rzeczy sprawa jest prosta, pobudki na ogół przyziemne, taki kult da się wyperswadować. W przypadku kultu człowieka - może to być groźne, bo i motywacja jest bardziej skomplikowana, ale po zniknięciu obiektu kultu wszystko może wrócić do normy, choć nie zawsze. Uważajmy zwłaszcza my, kochani rodacy, osieroceni przez JPII. 

Najgorzej jest z ideą - Naród, patriotyzm i różne inne -izmy oraz -yzmy. W wypadku idei pobudki na ogół są wzniosłe i tego rodzaju bałwochwalstwu ulegają zwykle ludzie szlachetni i z natury dobrzy, często nie zdając sobie sprawy z przekraczania pewnej granicy. A szumowiny czasem ich słabość wykorzystują do swoich celów.

Dziś takim ideowym "złotym cielcem", którego chwałę głoszą ludzie uważający się za pryncypialnych, uczciwych, przywiązanych do prawdy i sprawiedliwości, stała się tak zwana lustracja. "Złoty cielec" ma swoje sanktuarium w IPN, pełne relikwi w postaci teczek. Jego wyznawcy są na ogół fanatyczni, a z pomsty, nazywanej sprawiedliwością, czynią główny sakrament tego kultu, składając ofiary z ludzi. Że nie chodzi o sprawiedliwość, widać po ich pogardzie dla procedur sądowych i niechęci do przedstawiania historii swoich ofiar w kolorach innych niż czarne (współpracownik godny wiecznego potępienia - zwykle obcy, zwłaszcza liberał, mason lub polskojęzyczny) i białe (bohater niezłomny - prawdziwy Polak i katolik). W dodatku ofiara siłą wleczona na ołtarz wierzga i w trakcie rozpaczliwej obrony zwykle popada w konflikt z innymi przykazaniami lub normami etycznymi, który to grzech spada w rezultacie również na głowy ofiarników i publiczności.

Wyznawcy tego kultu w żarliwości swojej nie dostrzegaja, że rozmijają się w nim z tymi zadaniami wiary chrześcijańskiej, które czynią ją tak wartościową i tak niecodzienną - zadaniem miłości bliźniego i zadaniem miłosierdzia (nie tylko przez podtrzymanie ubogich, ale również wspieranie duchowe i powstrzymanie się od sądzenia i rzucania kamieniem - bo sami nie jesteśmy bez grzechu, nawet jeśli wydaje nam się inaczej). Nie życzę im zatem, by Bóg wybaczył im ich grzechy tak, jak oni wybaczają swoim winowajcom. Tak często źdźbło dawno odpokutowanego grzechu w oku bliźniego gorzej uwiera niż belka nienawiści, za rzeczywiste, ale częściej urojone krzywdy, w ich własnym oku.

Czymże jest postawienie jakiejś idei, nawet tak wzniosłej jak ujawnienie prawdy o niegodziwościach i napiętnowanie ich sprawców, ponad miłością i miłosierdziem? Czyż nie bałwochwalstwem?

Przepraszam za patos i formułowanie wniosków, które stanowią tabu dzisiejszej "nowej wiary", ale sprowokowały mnie do tego schizofreniczne zachowania moich najdroższych bliźnich powsińskich w odniesieniu do znanych wydarzeń z początku roku. Amen.

środa, 24 stycznia 2007

No to bufet odzyskany! Bufetowej partia i rząd mówi: już dziekujemy!

W karnawale bufet to rzecz ważna. Ale w karnawale może to też oznaczać nowe, radosne gry i zabawy w chowanego i w przebierańców. A co to znaczy dla Powsina?

Chyba nie doczekam wymarzonego połączenia Powsina z Ursynowem przez Kabaty. A o kanalizacji na razie możemy zapomnieć. Teraz gmina Warszawa przez dłuższy czas zajmie się życiem wewnętrznym ratusza. Ale przynajmniej niech Krwawy Ludwiczek trzyma swoje psy z dala od przeprawyprzez Gąski, żeby nie kąsały niewinnych ludzi. Chociaż on też z tych, co powtarzają: duralex, duralex. (Dla niewinnej młodzieży: to taki stop aluminium, a nie jakieś łacińskie wykręty)

Pozdrowienia spod śniegu, który zasypał mi właśnie moje nagietki w ogródku i wygląda, jakby zima była tu już od miesięcy...Teraz kwitnie rekreacja na świeżym powietrzu przy łopacie, sąsiad z sąsiadem pogada, sąsiadce samochód odkopie. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego ludzie trzymają samochody pod chmurką, podczas gdy w domu mają garaże...Jednak chyba nie lubię zimy...

wtorek, 23 stycznia 2007

Pamiętam, jak po którymś z koncertów, jakie odbywają się latem w powsińskim Sanktuarium Matki Bożej Tęskniącej, występujący wtedy znany organista chwalił możliwości naszych organów. I rzeczywiście, pod jego palcami brzmiały pięknie i jakoś inaczej niż na codzień, ale to może efekt autosugestii...

A organy powsińskie zostały wykonane przed II wojną światową w warsztacie Zygmunta Kamińskiego, znanego warszawskiego budowniczego organów. Zygmunt Kamiński urodził sie w Płocku w 1894 roku. Był on studentem Michała Kutrzyka. Po śmierci swego nauczyciela przejął jego pracownię i wraz z bratem, Władysławem, prowadził ją wspólnie w latach 1925-1928. W 1927 roku Zygmunt Kamiński uzyskał dyplom mistrzowski. Prowadził swoją firmę przez wiele lat, aż do śmierci w Warszawie w 1981 roku. Działalność firmy kontynuowali jego sukcesorzy.

Kilkanaście lat temu powsińskie organy zostały wyremontowane w warsztacie Kamińskich. Są instrumentem o napędzie pneumatycznym, mają 2 manuały i pedał, wyposażone są w 12 rejestrów:

 Manual I          

Burdon      16'

Pryncypał    8'

Gamba        8'

Holflet        8'

Octava       4'

Mixtura       2'

Manual II                    

Gedeckt      8'

Voxagelica   8'

Aeolina       8'

Salicet        8'

Spicflet       4'

Rourflet       4'

Pedal                    

Subbas       16'

Wiolonczela   8'

Subbas oct.  (?)

Supoct.       (?)

Piszę dziś o organach, bo rzadko pamiętamy o nich wchodząc do kościoła. Rzadko obracamy głowę i patrzymy na chór, nad którym się wznoszą. A są naprawdę urodziwym instrumentem. Warto o nich pamiętac...

 

(fot. z zasobów W.Kamińskiego)

sobota, 20 stycznia 2007

"Wczoraj Bóg zadzwonił do mnie:
- Przekaż wszystkim, że najwyższy czas oprzytomnieć!
Mówię: - nie da rady Boże, przecież znasz to,
Nie da rady, to już za daleko zaszło! "

To taka katecheza na jutrzejszą niedzielę.

Żartowałem. Taki tekst przeczytałem dziś w blogosferze i myślę, że gdybym ja dostał taki telefon od Szefa, to też mógłbym tak odpowiedzieć. Czy to już jest dno? A może to są szczyty? Przecież to nie może tak dalej się toczyć. Według mediów (jeśli poważnie traktować to, co nam przedstawiają jako nasz obraz) jesteśmy, jako społeczeństwo, chorzy umysłowo. Paranoja.

W Powsinie znów cicho. Huragany się przewaliły, straty niewielkie - tylko kratka wyleciała z komina. A noc zapowiada się ciepła. Huragany wymieniły powietrze, żeby jeszcze wywiały zatęchłą atmosferę. Nie, za krótko wiało! O, znowu zaczyna wiać...to jest jeszcze nadzieja!

Na jutro zamówiłem stolik w Romie. Antipasti, chianti, tagliatelle i taki klimaty. Mogłem wybrać powsińskie Nuvolari, ale - w salonie samochodowym - wydaje się takie nieprzytulne. Roma jest maleńka, ale gustowna.

środa, 17 stycznia 2007

Ancona - tajemnicza spółka, która chce zabudować teren przy skrzyżowaniu Przekornej i Drewny.

Wygląda na to, że w Powsinie powstanie hipermarket "Castorama". Wolałbym coś bardziej codziennego, ale przecież wokół ludzie się budują, więc rynek jest. Dlaczego myślę, że "Castorama"?

"Ancona" jest spółką specjalizującą się w kupowaniu gruntów dla "Castoramy", zrobiła to już w wielu miastach i prezes Jarosław Mątkiewicz nieźle na tych interesach zarobił. Oto kilka przykładów.

Informacje z portalu www.wiadomoscihandlowe.com.pl: teksty: http://www.wiadomoscihandlowe.com.pl/inwestycje/id,2952#2952  i http://www.wiadomoscihandlowe.pl/inwestycje/id,2838#2838

M. Z. Walas pilotuje Castoramę w Zgorzelcu

Biuro Projektów i Realizacji Inwestycji M. Z. Walas stara się w imieniu warszawskiej spółki Ancona o pozwolenie na budowę centrum handlowego Castorama w Łagowie k. Zgorzelca (woj. dolnośląskie). Inwestor uzyskał już warunki zabudowy dla realizacji obiektu o łącznej powierzchni ok. 9000 mkw., w tym 7000 mkw. zostanie przeznaczonych na halę sprzedaży, natomiast pozostałe 2000 mkw., na magazyny i pomieszczenia biurowo-socjalne.

Ancona przygotowuje się także do budowy centrum handlowego Castorama w okolicach Głogowa, również w województwie dolnośląskim. Spółka skupiła już grunty i przedstawiła w Urzędzie Gminy koncepcję inwestycji.

 Marek Świercz, Dziennik Zachodni, 9.01.2007.

O sprawie zrobiło się głośno, gdy media dotarły do zeznań składanych w prokuraturze przez byłych prezydentów Opola oskarżanych o branie łapówek. Wiceprezydent Ewa Olszewska (w czerwcu 2005 roku dobrowolnie poddała się karze 2 lat więzienia w zawieszeniu) opowiedziała, że Leszek Pogan tylko dlatego został jesienią 2001 roku wojewodą opolskim, że rok wcześniej pomógł spółce Ancona, za którą stali Jarosław Mątkiewicz (syn bliskiego SLD byłego prezesa PZU) oraz Leszek Miller, syn lidera lewicy. Pogan miał naciskać na urzędników, by w ekspresowym tempie załatwiali wszystkie wnioski Mątkiewicza. Tu trzeba przypomnieć, że nominacja Pogana na wojewodę rzeczywiście była dla wszystkich zaskoczeniem. Bardzo ostro protestował przeciwko tej decyzji ówczesny opolski baron SLD Jerzy Szteliga, który publicznie głosił, że "Pogan nie ma składu inteligencji na wojewodę". Nazwisko Leszka Millera, tym razem ojca, wypłynęło też w zeznaniach samego Pogana (kilka tygodni temu skazanego nieprawomocnym wyrokiem na 7 lat więzienia). Powiedział on prokuraturze, że latem 2000 roku zadzwonił do niego szef SLD i poprosił, by Pogan pomógł Mątkiewiczowi. A w grę wchodziła transakcja, na której - według prokuratury - miasto straciło sporo pieniędzy.

Było tak: samorząd dysponował dwiema działkami, które przedzielało poletko pewnego rolnika. Gospodarz nie chciał sprzedać ziemi miastu, ale sprzedał ją Mątkiewiczowi, który od razu zaczął zabiegać o kupno obu miejskich działek. Pogan załatwił sprawę błyskawicznie: 2 sierpnia 2000 roku dostał pismo Mątkiewicza i z marszu przygotował uchwałę o sprzedaży, którą lewicowa Rada Miasta zaklepała już 31 sierpnia. Decyzja o ogłoszeniu przetargu zapadła już następnego dnia. Firma Ancona, jedyny oferent, kupiła obie miejskie działki za 3,9 miliona złotych. Mając już w ręku działkę kupioną od rolnika, dysponowała scalonym kawałkiem gruntu, który potem odsprzedała Castoramie za 5,9 miliona, zarabiając na czysto prawie 2 miliony.

Marcin Kamiński, Dziennik Bałtycki, 30.08.2005

To już fakt. W kwartale ulic Hubalczyków, Górna, Westerplatte powstanie hipermarket budowlany. Wczoraj w słupskim ratuszu spółka Castorama Polska wygrała przetarg na kupno działki na tym terenie. Wygrała, bo nikt inny nie pojawił się na przetargu. Drugą działkę, przez którą ma biec droga dojazdowa (wg. miejskiego planu zagospodarowania) kupiła w 2003 roku spółka Ancona. A Ancona, to spółka zajmująca się handlem nieruchomościami dla sieci hipermarketów... Castorama. Jej właścicielem jest Jarosław Mątkiewicz, syn Zdzisława Montkiewicza, byłego prezesa PZU. Ziemię, na której ma stanąć hipermarket sprzedano wczoraj za 3 mln 629 tys. zł. To zaledwie jeden procent więcej od ceny wywoławczej.

Obecna podczas przetargu przedstawicielka firmy Castorama nie chciała udzielić żadnych informacji na temat wykupu działki od spółki Ancona. Nie była też w stanie powiedzieć kiedy spółka rozpocznie budowę kolosa.

-          Kiedy będzie czas, zwołamy konferencję prasową w tej sprawie - powiedziała.

A zwoływać jest po co. W miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego terenu widnieje zapis, że obiekt, który może tam powstać nie może mieć funkcji uciążliwej, czyli handlu samochodami i materiałami budowlanymi. Tej funkcji nie zmieniono przy zmianie mpz dla tego terenu.

Z inwestycji jest zadowolony prezydent Słupska Maciej Kobyliński. Choć podczas swojej kampanii twierdził, że jest przeciwny hipermarketom w mieście, wczoraj podczas posiedzenia komisji rewizyjne stwierdził, że...

-          Od dwóch lat miałem nadzieję, ze powstanie Castorama. Podczas kampanii mówiąc o sklepach nie miałem na myśli sklepów tego typu. To jest w interesie mieszkańców bo wszyscy jeżdżą do Trójmiasta - uważa prezydent.

Sprawę nieprawidłowości przy przetargu zgłosili mieszkańcy pobliskich budynków mieszkalnych.

Z protokołu posiedzenia Rady Miasta Rumia, 29.09.2005:

Radny powiedział, że gdyby do końca poprzednia władza  prowadziła negocjacje z firmą „Castorama”, Pan Mątkiewicz w 100% wpłaciłby 1 mln. zł z przeznaczeniem na rozwój infrastruktury w Rumi. Jednakże, kiedy  Burmistrz Miasta  prawomocnym pozwoleniem na budowę doprowadziła do tego, że organizacje Pana Ptacha i Pana Kirzewskiego otrzymały powiadomienie, że mają zaskarżyć  tę decyzję, to później Pani Burmistrz musiała jeszcze ukarać Pana Bernaciaka, ponieważ Wojewoda uchylił tę decyzję i dlatego Pan Mątkiewicz powiedział, że Gmina nic nie otrzyma  dla władz samorządowych, które próbują blokować jego inwestycję takimi metodami, jak robił to przez 4 lata Pan Ptach.

Burmistrz Miasta Pani Elżbieta Rogala-Kończak zabierając głos powiedziała, że w sprawie pozwolenia na budowę dla „Castoramy” radny Knop powiedział szereg kłamstw. Burmistrz Miasta stwierdziła, że dla przypomnienia,  warunki  inwestycji określane są w decyzji o warunkach zabudowy. To był wówczas czas, żeby wpisać „ Castoramie” odpowiednie obowiązki dotyczące infrastruktury. Jeśli jakaś firma składa obietnice na rzecz miasta z tytułu infrastruktury,  wówczas podpisuje się z nią stosowną umowę czy porozumienie. Burmistrz Miasta podkreśliła, że za jej urzędowania taka praktyka jest stosowana. W przypadku „Castoramy” nie było takiej umowy. Ponadto Pani Burmistrz powiedziała, że osoba o której mówił radny Knop - Pan Mątkiewicz - nie reprezentował interesów „Castoramy”, lecz był właścicielem tego terenu, który doprowadził do wydania pozwolenia na budowę  obiektu handlowego, gdzie nie było  wiadomo od początku, kto  kupi od niego tę inwestycję. Dopiero potem  okazało się, po otrzymaniu pozwolenia na budowę, że kupiła to „Castorama” . Kończąc Pani Burmistrz powiedziała, że za te  słowa nieprawdy dotyczące pozwolenia  na budowę „Castoramy „  mogłaby radnego Knopa   pozwać do Sądu  i na pewno by wygrała, jednakże nie ma takiego zamiaru, bo szkoda jej na to zdrowia i czasu.

W 2002 roku firma zbudowała w Łodzi market "ANCONA - Dom, wnętrze ogród". Ale okazuje się, że spekulacje gruntami można prowadzić nie tylko dla hipermarketów budowlanych. Branża farmaceutyczna też jest nie do pogardzenia.

Tygodnik "Wprost", Nr 1088 (05 października 2003)

Andrzejowi Radziowi, prezesowi Medycyny i Farmacji, na pewien czas udało się zahamować proces budowy holdingu farmaceutycznego. Jednak warszawskie grunty spółki Cefarm-Nieruchomości, idealne jako zabezpieczenie kredytów dla koncernu, trafiły okrężną drogą w ręce przedsiębiorcy bliskiego lewicy. Kupiła je poprzez agencję Merkury spółka Ancona należąca do Jarosława Mątkiewicza, syna byłego prezesa Ciechu i PZU. Było to 20 lipca 2001 r., gdy Cefarmem kierował jeszcze Andrzej Radzio. Merkury odkupił od niego spółkę Cefarm-Nieruchomości za 27,4 mln zł i jeszcze tego samego dnia sprzedał jej działki Anconie za 35,2 mln zł. Jarosław Mątkiewicz nie chciał zdradzić, dlaczego nie kupił gruntów bezpośrednio i taniej od Cefarmu. - Działamy na rynku jako powiernik inwestorów, najczęściej z branży handlowej, którzy nie życzą sobie ujawniania ich tożsamości - stwierdził tajemniczo.

Kim jest tajemniczy Jarosław M. Wiadomo, że jest synem byłego prezesa PZU, w 1990 roku studiował w Belgii, a pod koniec lat 90-tych pracował w Banku Handlowym w Warszawie. Prawdopodobnie nieźle strzela - sportowo, oczywiście. Ciekawe, kiedy rozpocznie swoją inwestycję w Powsinie, bo na razie musi starać się o opinię o jej wpływie na środowisko naturalne. Rekomendacje ma raczej nieciekawe, jak widać z powyższych notatek. Będziemy mu się przyglądać bardzo uważnie.

wtorek, 16 stycznia 2007

Droga Wilanów-Konstancin-Góra Kalwaria (wojewódzka 724) to mój ulubiony - ba, jedyny legalny - szlak komunikacyjny do Powsina, gdzie nosi nazwę ulicy Łukasza Drewny. Tuż za granicą Warszawy zaczyna się na niej horror i w ramach dekomunizacji i deubekizacji (por. dzisiejszy poranny wywiad z premierem rządu) mieszkańcy Konstancina jadący rano do Warszawy i po południu wracający do domu z westchnieniem wspominają niejakiego Edwarda Gierka i żałują, że mieszkał on w Klarysewie, a nie gdzieś dalej w stronę centrum Konstancina. Młodzieży przypomnę, że E.G. w latach 1971-1980 był tak zwanym pierwszym sekretarzem partii rządzącej w PRL, który, po przeniesieniu się pod Warszawę w celu pełnienia swej funkcji, zbudował dwupasmówkę, którą był wożony do biura. Politycznego, oczywiście.

Ale co się odwlecze to nie uciecze, jak mówią konserwatyści. Trzeba tylko mieć pieniądze.

Euro na drogę do Góry Kalwarii - napisał rubeus 12.01.07 w forum powsińskim http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=28623

Nie tylko Euro, ale nawet jest już wykonawca, wyłoniony w zakończonym i prawomocnym przetargu.

Przedmiot zamówienia:
„Przebudowa drogi wojewódzkiej nr 724 relacji Warszawa – Góra Kalwaria na odcinku od km 14+980 do km 17+830, na terenie gminy Konstancin Jeziorna, woj. mazowieckie – nr postępowania 263/06”.

Wybrana firma: Konsorcjum firm; Lider konsorcjum: NCC Roads Polska Sp. z o.o., ul. Św. Mikołaja 7, 50-125 Wrocław, Partner konsorcjum: MABAU Polska Sp. z o.o., Szymanów 9K, 05-532 Baniocha
Cena oferty: 4 506 797,13 zł brutto

Adres lidera konsorcjum daje nadzieję na poparcie z góry, nawet gdy pieniędzy nie starczy. A teraz niech się zacznie! Oj będzie się działo...

poniedziałek, 15 stycznia 2007

"Ancona" Sp. z o.o. wystąpiła do Urzędu m.st. Warszawy o zezwolenie na realizację wielofunkcyjnej zabudowy handlowo-usługowej z garażem podziemnym, miejscami parkingowymi, drogami dojazdowymi, infrastrukturą techniczną, przyłączami oraz wodociągiem, kanałem ściekowym i deszczowym na działkach nr ew. 1/1, 78/3, 79/3, 98/1, 99, 100, 101, 102/5, 103/1, 115/2, 155, 156 w obrębie 1-06-80, przy ul. Łukasza Drewny/ul. Przekornej w Dzielnicy Wilanów m.st. Warszawy.

To moje ulubione skrzyżowanie - Przekorna róg Drewny! Ki diabeł? Ancona to deweloper, co oznacza ta budowa? Cieszyć się, czy martwić wypada?

Czyżby te działki to był teren po Spółdzielni, na którym straszą rozwalone baraki i stoi stacja benzynowa? Dobrze by było ucywilizować te dzikie pola, ale sensownie...czyli jak?

niedziela, 07 stycznia 2007

Ciepło, siąpi deszczyk. Ale co robić, trzeba przynajmniej na godzinkę przebiec się po okolicy, żeby nie zgnuśnieć. Poszliśmy na spacer z Powsina do Bielawy ulicą Waflową, która od strony Bielawy jest Powsińską. I był to spacer przykry, ale wcale nie z powodu deszczu.

Zaraz za Powsinem, gdzie Waflowa zbliża sie do granicy miasta, ktoś na środku jezdni wyrzucił domowe śmieci.Bardzo domowe i bardzo intymne. Zakrwawione podpaski, używane pałeczki do czyszczenia uszu i tym podobne skarby. Przejeżdżające samochody już zdążyły rozsmarować te cuda po całej jezdni. Nieco dalej, w okolicy osiedla Konstancja, na poboczu leżą worki polietylenowe, starannie zawiązane, widać, że położone obok jezdni, a nie brutalnie wyrzucone przez okno samochodu. Też zawieraja śmieci domowe. To są ślady naszych cywilizowanych sąsiadów, którzy pobudowali sobie piękne wille w okolicy, ale nie stać ich już na opłacenie usług MPO lub pana Krupińskiego. Ale to nie wszystko. Równo w krzakach na poboczu rozłożone są wszelkie możliwe śmieci z miesięcy i lat poprzednich. Latem miłościwa zieleń kryła je przed oczami przechodniów, zwykle zimą śnieg otulał je swoją białą, estetyczną pierzynką. Ten rok, cholera, nie sprzyja spacerom. Ani śniegu, ani zieleni. Śmieci wkoło, jak na wysypisku.

I tak się zastanawiam, czy ci, którzy bez wahania wysypuja swoje bebechy pod nos sąsiadów, też się tak moralnie unosili dzisiaj w sprawie warszawskiego dr. Fausta? Czy taka belka w oku swoim nie uwierała ich nic a nic? Drodzy moi, co z wami?

sobota, 06 stycznia 2007

Nowy Rok rozpoczął się pod nienajlepszą gwiazdą. Nowy grób do odwiedzania. Moje pokolenie staje się powoli najstarszym pokoleniem w rodzinie.

Przejście przez metafizyczną kurtynę między tym a tamtym światem, w każdą stronę, czy to będą narodziny, czy śmierć, jest zawsze traumatycznym i upokarzającym przeżyciem. Rodzimy się w bólu i nadzy przed ludzką ciekawością, i tacy umieramy. A co jest za tą kurtyną  co mogłoby nas uspokoić lub przerazić, nie wiemy.

Oto ciekawy, ale nie napawający optymizmem fakt statystyczny: w 2006 roku w parafii powsińskiej ochrzczono 24 dzieci i odbyły się 24 pogrzeby tutejszych mieszkańców. Pełna równowaga. Cała nadzieja w tych 11 powsińskich parach, które w ubiegłym roku zawarły związek małżeński.

Myślałem, że doktor Faustus jest jedynie atrakcyjną psychologicznie figurą literacką wykorzystaną przez tylu twórców, od Marlowa i Goethego do Manna czy Bułhakowa. A tu niespodzianka. Dr Faustus znad Wisły! Nasz nowy arcypasterz co z Diabłem miał pakt, dzięki któremu zdobył wielką wiedzę i zaszczyty. Dziś Diabeł wyciąga łapę i smrodzi siarką, i żąda duszy Doktora. Jak się to wszystko potoczy dla relatywnego moralisty w moralnie relatywistycznej Warszawie? Poseł Górski żałuje, że nie został zaproszony na ingres w niedzielę, bo poszedłby, gdyby został...



Tę stronę oglądano już razy.







statystyka