wtorek, 24 stycznia 2006

Był sobie kiedyś dzielny młodzieniec o imieniu Pis, któremu przez wiele lat źle się wiodło, aż wreszcie na loterii wygrał wielki majątek i stał się bardzo atrakcyjną partią dla wszystkich panien na wydaniu z całej okolicy. Ale nasz bohater od jakiegoś już czasu był związany uczuciowo z piękną i mądrą, choć niektórzy twierdzili, że przemądrzałą, dziewczyną o dźwięcznym imieniu Platforma. Czyli chodzili ze sobą po prostu. Kiedy Pis stwierdził, że jego pozycja pozwala na zapewnienie wybrance przyszłości, postanowił się oświadczyć.

- E, Platforma, ożenię się z tobą, ale obiecaj, że będziesz dobrą żoną, będziesz sprzątać w domu, prasować moje koszule, gotować dobre obiady i będziesz mi udostępniać swoją urodę na życzenie.

Platforma była niestety nieco zainfekowana tymi nowomodnymi, feministyczno-liberalnymi ideami, więc oświadczyny Pisa uznała za szowinistyczny wybryk. Wszystko dla niego, a ja? Więc odpowiedziała.

- Wiesz co Pis, Ty się stuknij w głowę. Czy to Ty się o mnie starasz, czy ja o Ciebie? Jak chcesz, żebym za Ciebie wyszła, to musisz mi obiecać, że będziesz mnie kochał, całował na dzień dobry i na dobranoc, przynosił co dzień kwiaty, udostępnisz mi swój portfel, będziesz wracał do domu prosto z pracy, nie będziesz sam chodził na piwo z kolegami z żadnych innych rodzin i wybij sobie z głowy samoobronę przed moimi pieszczotami. I przyrzecz mi to przed wszystkimi w kościele.

No, nie. Tego Pis nie mógł ścierpieć.

- Jak tak, to zostań starą panną, głupia babo. Ja pójdę knajpy.

W knajpie wyżalił się, koledzy wypili na jego koszt, ale sytuacja się nie poprawiła. U kolegów ani urody, ani prania i prasowania koszul. Postanowił więc dać dziewczynie jeszcze jedną szansę.

- E, Platforma, to co z tym ślubem? Zdecyduj się wreszcie, bo ty chyba jakaś chora jesteś, nie wyszłaś z szoku, czy co?

Pannie jakby trochę przeszło, bo i czas leci, ale jakiś diabeł szepcze jej do ucha - Co? Takiemu palantowi chcesz tak łatwo się oddać? A gdzie kwiaty? Nie przyniósł! Więc mówi do niego:

- No dobrze, palancie. Ale powiedz, że mnie kochasz i przynieś kwiaty. A uroda tylko raz w tygodniu, co do gotowania - zatrudnisz kucharkę.

- Żesz ty, a do mnie masz mówić Pisie ukochany. I możesz sobie zdechnąć. Nie chcę cię, bo masz za duże wymagania. Już raczej będę chodził w brudnych gaciach.

I tak trwały negocjacje. Kiedyś to było nie do pomyślenia! Pannę za mąż wydawali rodzice i mruknąć nie śmiała, jeżeli partia była dobra. Nie to co dziś.

 



Tę stronę oglądano już razy.







statystyka