Blog > Komentarze do wpisu

"Mężczyźni dopłacą do emerytur kobiet. Na takich samych zasadach będą wyliczane świadczenia z II filara dla obu płci – zdecydował resort pracy. Projektem ustawy wkrótce zajmie się rząd..."-pisze dzisiejsza Rzeczpospolita.

Ilu jest emerytów i emerytek w Powsinie? Nie wiem. Ale wiem, że wciąż sprowadzają się do powsina młode i nieco starsze rodziny, ale wciąż w pełni sił do dobrze wynagradzanej pracy. Cóż, działki nie są tu tanie, budowa domu to koszty całkiem poważne. Ale i oni kiedyś przejdą na emeryturę, a wtedy...

Wprowadzając reformę emerytalną w końcu lat 90-tych rząd przekonywał, że przechodzimy z systemu pokoleniowo-solidarystycznego na system kapitałowo-ubezpieczeniowy, którego mechanizmy są równoważne tzw. "ubezpieczeniom na życie".

Czyli miała to być gra ubezpieczeniowa między ubezpieczającym a ubezpieczanym o termin zajścia zdarzenia pt. zgon ubezpieczanego. Jeżeli ten zgon nastąpi wcześniej niż termin zakładu - wygrywa ubezpieczyciel i jemu przypada reszta kapitału ubezpieczonego. Jeżeli później - wygrywa ubezpieczony, a ubezpieczyciel z własnych środków nadal wypłaca mu świadczenie.

Gra jest sprawiedliwa, jeżeli prawdopodobieństwo wygranej równe jest prawdopodobieństwu przegranej.

Niestety, przyroda tak to jakoś urządziła, że kobiety statystycznie żyją dłużej, a mężczyźni statystycznie krócej. Jeżeli "termin zakładu" dla obu populacji byłby równy, to zwiększa się prawdopodobieństwo wygranej w jednej populacji ubezpieczonych i jednocześnie zmniejsza się prawdopodobieństwo wygranej w drugiej populacji ubezpieczonych, albo zwiększa się prawdopodobieństwo przegranej ubezpieczyciela. Tak czy inaczej, gra traci sens, przestaje być grą, a staje się oszustwem kamuflującym powrót do zasady pokoleniowo-solidarystycznej.

Jednak argument o gorszej sytuacji kobiet ma dziś wciąż pewien sens. Ten sens nie dotyczy jednak statystycznego czasu życia, ale zgromadzonego kapitału, czyli stawki, którą stawiają w grze. I może to jest właściwszy kierunek zrównywania szans. Przez wyrównywanie stawki - a więc zrównanie wieku emerytalnego, statystyczne wyrównanie płac, wreszcie bonifikatę do kapitału emerytalnego przy przejściu na emeryturę.

Paradoksem jest, że emerytury zreformowane i tak będą niższe dla obu płci od emerytur przed reformą. Dlatego moja żona się cieszy, bo ma szansę skończyć pracę wcześniej i wejść w status emeryta niezreformowanego. Ja niestety nie.

P.S. Rząd wymyślił sposób na wyrównanie - nie, nie prawdopodobieństwa wygranej/przegranej - na wyrównanie strat, które ponosić będą ci ubezpieczyciele, którzy będą mieli pecha i będą mieli więcej kobiet niż mężczyzn wśród swoich klientów. Wymyślono tak, że ci, którzy ubezpieczyli więcej mężczyzn przekażą część składek tym, którzy ubezpieczyli więcej kobiet. Ciekawe, co na to feministki? Czy ubezpieczanie kobiet to taki pech?

piątek, 25 stycznia 2008, tbgmbx
TrackBack
TrackBack URL wpisu:


Tę stronę oglądano już razy.







statystyka